Moim największym zranieniem w życiu jest BRAK DOMU; brak wsparcia rodziców, brak swojego miejsca, gdzie mogłabym czuć się bezpiecznie i odpocząć. Od zawsze żyłam w lęku, w braku poczuciu bezpieczeństwa. Żyłam jakby ciągle od czegoś uciekając i za gzyms goniąc... lęk...
Jest taka piosenka a w niej takie słowa: "gdy problem przygniata cię, uwielbiaj, wydzieraj się!... nie jestem sam, przecież mam Jezusa.."
Lęk pochodzi od szatana. Lęk jest wykrzywieniem naszych pragnień wewnętrznych, które zasiewa w nas Bóg. Działa to mniej więcej tak: chcesz np. mieć szczęśliwą rodzinę i jest to dobre Boże pragnienie, a szatan wmawia ci kłamstwo: np. nie uda ci się, będziesz sama bo jesteś brzydka itp. BÓG NAS KOCHA a szatan wykrzywia te prawdę i mówi tak: Bóg cię kocha, ale nie uda ci się żyć doświadczając tej miłości, nigdy nie będziesz doświadczała pokoju i laski.
Szatan zna nasze zranienia i ma dzięki temu na nas "haka". Jest to na takiej zasadzie, ze gdy człowiek chce zwrócić twarz ku Bogu, to szatan sprawia, że przypomina nam nasze zranienie, przez co my wpadamy na nowo w ból, patrząc na siebie i na własną słabość i zranienie, zamiast na Boga. I wtedy rodzi sie lęk=kłamstwo, że ten ból będzie trwał juz zawsze i że nigdy nie będziemy szczęśliwi.
Bóg również zna nasze zranienia, ale on chce je uleczyć. Uleczyć, to nie znaczy wyzuć z uczuć i pamięci o zranieniu. Blizna pozostaje do końca życia, ale rana nie gnije i nie grozi nam śmierć, ale jest przed nami perspektywa życia! Bóg mówi jak to zrobić, chce żebyśmy zamiast wierzyć w kłamstwo szatana, to uwierzyli Jemu i UWIELBIALI BOGA MIMO WSZYSTKO. Byśmy w błaganiach z dziękczynieniem powierzali mu swoje życie. Bóg może nie tylko ukoić nasz ból, ale też wykorzystać nasze zranienia, aby wypełnić swój plan, tak jak posłużył się Józefem, synem Jakuba=Izraela (księga rodzaju od 37 rozdziału), który stał się zarządcą Egiptu i mógł w ten sposób ocalić lud Boży od śmierci głodowej.
Jak już mówiłam zawsze żyłam w braku poczucia bezpieczeństwa. Był we mnie lęk że nie będę szczęśliwa, że zawsze się będę tak męczyć z powodu moich chorych emocji i lęku. Po Światowych Dniach Młodych byłam strasznie "rozwalona" wewnętrznie. Tu w Krakowie zaczęłam się spotykać z takim księdzem i zaczęłam mu opowiadać o sobie, o swoich emocjach i zranieniach, i że nie mogę sobie poradzić, choć już tak długo sie staram. A on mi powiedział tak: że muszę polubić słonia, którego mam na plecach i że musze przestać gonić za rozpędzonym koniem, który biegnie we mnie. A nade wszystko mam nie zapominać, ze nie jestem w tym wszystkim sama, bo jest Jezus. Mogę Mu wszystko powierzać.
W książce pt. "Dzikie serce" autor mówi, że Bóg leczy, raniąc w to samo miejsce. Dlaczego? Ano po to, by pokazać nam, że to On jest Panem tego wszystkiego. Dlatego przeżywamy nasze zranienia jakby na nowo. Ukryty i stłumiony ból wewnętrzny wychodzi z nas byśmy, mogli z tym pokazać sie Bogu. On jest Panem naszych zranień. Trzeba więc odważyć się, by przeżyć swoje zranienie na nowo, ale już nie skupiając się na bólu i nie wierząc w kłamstwo lęku, jakie wmawia nam szatan, ale przeżyć je pod spojrzeniem Boga. Trzeba zawierzyć Bogu, że On jest Panem naszego zranionego serca i że On nas powołuje - słabych i poranionych, abyśmy za Nim szli i głosili Jego Ewangelię światu. Trzeba uwierzyć na nowo, ze Bóg nas kocha.
Szatan atakuje ufność, zabija nadzieje. Aby nadzieja mogła w nas się rodzic, trzeba sie modlić; dziękować, przepraszać i prosić, ale w ostatecznym wymiarze po prostu UWIELBIAĆ. Bo jak mówi Pismo, kiedy Jezus będzie uwielbiony to dany będzie nam Duch Św. A owocami Ducha są właśnie radość, pokój...
Ostatnio usłyszałam nauczanie o Gedeonie (z księgi Sędziów, rozdział 6) Izraelitom groziła zagłada ze strony Madianitów, którzy ich ciągle nękali i okradali. Wołali więc do Boga. Anioł przyszedł do Gedeona, aby obwieścić, że Bóg pomoże im tak, jak to czynił w przeszłości, ale najpierw niech Gedeon zniszczy posąg bożka Baala. Gedeon był naprawdę słabym i zalęknionym człowiekiem. Zniszczył posąg w nocy, bo bał sie to uczynić to w dzień. Patrz: mimo słabości i strachu Bóg był przy Gedeonie i prowadził go. Madianici byli "zebrani tak licznie jak szarańcza", Izraelitów było 20 tysięcy ale Bóg kazał zmniejszyć liczbę wojska do 300 żołnierzy!!!! Po co? Bo to w Bogu jest siła - Bóg chciał objawić SWOJĄ moc. I pokonali Izraelici Madianitów :-))
Po tym nauczaniu przeczytałam ten fragment i zaczęłam się modlić, i Pan naprawdę pokazał mi, że może zadziałać w moim życiu, jak w życiu Gedeona i Izraelitów. A było to tak....
Mam duże problemy z uczeniem się, z koncentracją, ściślej mówiąc. Zależy mi też na stypendium. Był we mnie lęk, że nie zdobędę stypendium i że będę mieć problem z utrzymaniem sie na studiach. No i oskarżałam się za swoje słabości, że nie mogę się skupić i że jestem roztrzepana itp. Próbowałam sobie to jakoś tłumaczyć, że najwyżej pojadę na wakacje do pracy za granicę, albo wezmę kredyt studencki, ale tak naprawdę lęk był nadal. Była też gorycz że jestem taka słaba, bo chce się uczyć i mam na tyle zdolności, i że lubię to, co robię, ale ten lęk i nieuporządkowane emocje sprawiają, że nie mogę się wsiąść w garść. Przed każdym kolokwium ja zamiast się uczyć to robiłam tysiąc rzeczy, a potem dziwić się że był we mnie silny stres. A często ten stres był tak silny, że ciężko było się uczyć,ale przede wszystkim miałam „doła” a nawet płakałam, ogólnie nie byłam szczęśliwa w takim sposobie przezywania życia.
Ostatnio miałam przed sobą cztery rzeczy do zaliczenia na uczelni w przeciągu trzech dni. Chciałam też pomóc koleżance w nauce. No i kurde bałam się, że znów scenariusz się powtórzy. Przeczytałam ten fragment o Gedeonie i zaczęłam się modlić. Opuścił mnie lęk, nie czułam już żadnego ścisku w żołądku, nie miałam "doła". Zabrałam się do nauki, miałam trudności w skupieniu się, ale dałam jakoś radę. Przy okazji jednego wieczoru zrobiła się atmosfera intymna w moim mieszkaniu, tak że mogłam powiedzieć mojej koleżance Oli o Bogu. I mimo, że poświęciłam ten czas dla niej, zamiast na naukę, nie odczuwałam nadal żadnego lęku. Następnego dnia miałam natomiast atak bólu brzucha i to akurat w dzień przed dwoma kolokwiami. Miałam tego dnia pomóc koleżance Anecie i ogólnie umiałam tylko na jedno z dwóch kolokwiów i to nie wszystko jeszcze. Normalnie byłby płacz i zgrzytanie zębów, pretensje do siebie i zły nastrój, nerwy i zdołowanie. Ale tak nie było; uczyłyśmy się z Anetą mimo mojego bólu brzucha. Brzuch przestał mnie boleć pod wieczór i ogólnie mało już czasu pozostało, a rano czekały mnie kolokwia.
Zaczęłam się modlić tak: "Panie Jezu, ty wiesz, czy mam dostać to stypendium, czy też nie. Ty wiesz, że nie uczyłam się na kolokwium z angielskiego. Znasz Panie moje słabości i wiesz, że ciężko mi się uczyć, jednak wierzę, że chciałeś aby poświęcić czas Oli, by opowiedzieć jej o Tobie, a także aby uczyć się z Anetą. Hmm... zmniejszyłeś mój czas, tak jak wojsko Gedeona. Dziękuje Ci za ten Pokój w sercu. Nie boję się poprawki z angielskiego. Ale jeśli jest taka Twoja wola, żebym może jednak zdała, to czy możesz sprawić, żebym sie nauczyła tego, co będzie? Pomóż mi Panie. Dziękuje ci, że działasz w moim życiu". Napisałam też smsy do bliskich z prośbą o modlitwę. Otworzyłam sobie spokojnie książkę na pierwszej stronie rozdziału, który miałam opanować. Nauczyłam się pierwszego tematu i stwierdziłam, że będzie lepiej, jak powtórzę gramatykę, bo to mi się przyda w przyszłości. I tak zrobiłam. Rano wstałam i nauczyłam się jeszcze paru definicji (mamy zawsze do nauki około 25 krótkich definicji angielskich) "weszły" mi bardzo szybko. Wchodzę na test. Nastrój dobry, pokój w sercu. Siadam. Dostaje test. Patrze na definicje? Znam wszystkie. Patrze na zadanie opisowe? Jest dokładnie to, czego się nauczyłam wczoraj!!!! Pan walczył ze mną. Pan wysłuchał modlitw. Potem miałam drugie kolokwium tego dnia i okazało się. że było łatwe, jednego zadania nie umiałam i miałam pokusy żeby ściągać. Ale powiedziałam sobie: nie! Skreśl to, co ściągnęłaś! Pan ci pomaga, stypendium, bądź jego brak, to wola Boża. Uczyłaś się i modliłaś wiec zaufaj a nie oszukuj! Nie musisz być najlepsza!
Modlitwa, uwielbienie i zaufanie Biblii, to naprawdę zbliża do Pana. Ale łaska Boża i wiara nie są tylko do pokonywania własnych przeszkód. Mamy wypełnić Boży plan, mamy służyć. Od początku roku miałam takie pragnienie żeby się zaangażować w duszpasterstwo akademickie, ale oczywiście były z tego małe efekty. Raczej słomiany zapał. Ale teraz wiem, że trzeba kurde zacząć znów aktywnie uczestniczyć w nim i działać, mimo rożnych przeciwności i robić to, czego chce Jezus. Bo największym sukcesem w życiu jest przecież wypełnić wolę Bożą. Chcemy być szczęśliwi i okazuje się, że Bóg chce tego samego dla nas!! :-)) Czasem jednak wola Boża kojarzy się z narzucaniem czegoś nam... czasem pojmujemy wole Bożą tak, że Bóg chciałby nam zabrać to, co uczyniłoby nas szczekliwymi...
Wiara i modlitwa = udział w Bożej wszechmocy.
Wiara rodzi sie na modlitwie.
Szatan będzie nas męczył, ale nie wystawiajmy się nadzy na jego działanie. Kiedy diabeł atakuje, to nie zapominajmy, ze to Bóg jest naszą tarczą i siłą.
Chciałam ci to opowiedzieć, żebyś zawsze wiedział(a), że "gdy problem przygniata cię, uwielbiaj, wydzieraj się! ... nie jestem sam, przecież mam Jezusa..."
Trzeba sie odważyć odkryć swoje rany przed Panem i przeżyć swoje stłumione cierpienie pod Jego szalejącym z miłości spojrzeniem, a nie pozwolić by cierpienie nas skupiało na sobie, bo wtedy właśnie rodzi sie lęk, kłamstwo szatana. Uwielbienie to najlepsza forma jaką znam, by spojrzeć Jezusowi w oczy. Nasze zranienia szatan chce wykorzystać w celu śmierci, Bóg - w celu życia.
Dzięki napisaniu tego świadectwa mogłam sobie uporządkować pewne kwestie; jak przeżywać swoje cierpienie z powodu zranień, przeszłych i bieżących, tak by mnie to zbliżało do Boga a nie by wpadać w lęk.
A Bóg mówi, że góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale Jego miłość nie odstąpi od nas! od ciebie też nie..
Zostań z Bogiem - ewa :-)
p.s. polecam analizę swoich zranień i pragnień. Ja sobie wypisałam te "haki", jakie ma na mnie szatan, a obok pragnienia, jakie rozpoznaje w sercu oraz to, jak szatan probuje mnie okłamywać. Uświadomienie sobie tego wszystkiego, jest niezłą bronią w walce z szatanem, gdy chce przesłonić powołanie mnie przez Jezusa, oraz miłość od Ojca.
Trzeba nam sie uczyć ufności wobec Boga, w tych dużych, ale także i w tych małych rzeczach. Pomyśl ile prostych rzeczy dziś wykonasz, ile zwyczajnych obowiązków, ile małych i dużych problemów cię spotka? Czy w każdym tym czasie obecność Boga, nie jest niezwykłym wsparciem?
przyp. Marcin Kopij
Comments (0)
Głogów OnLine
http://www.malach.org/article.php/Bog-uwalnia-z-leku