dsc01754
|
 W bieżącym roku wspominamy 25. rocznicę śmierci wielkiego Prymasa Polski Prymasa Tysiąclecia, Sługi Bożego Stefana kard. Wyszyńskiego. Ksiądz Prymas Wyszyński urodził się 3 sierpnia 1901 roku w Zuzeli nad Bugiem, na pograniczu Podlasia i Mazowsza, jako drugie dziecko w wielodzietnej rodzinie Stanisława i Julianny Wyszyńskich. Mając 9 lat
stracił matkę... W latach 1914-17 uczęszczał do gimnazjum męskiego im.
Piotra Skargi w Łomży. Po ukończeniu liceum we Włocławku Stefan
Wyszyński wstąpił do tamtejszego Wyższego Seminarium Duchownego, a dnia
3 sierpnia 1924 roku otrzymał święcenia kapłańskie z rąk ks. biskupa
Wojciecha Owczarka w kaplicy Matki Bożej w bazylice katedralnej we
Włocławku. Po kilkuletniej pracy jako wikariusz ks. Stefan Wyszyński
został skierowany na studia w zakresie prawa kanonicznego i nauk
społecznych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Podczas studiów
pracował jako wicedyrektor konwiktu księży studentów oraz prowadził
duszpasterstwo wśród studentów w Stowarzyszeniu Młodzieży Akademickiej
"Odrodzenie" oraz w "Bratniaku". W 1929 roku obronił pracę doktorską na
temat "Prawa Kościoła do szkoły", a następnie odbył podróż naukową do
Austrii, Włoch, Francji, Belgii, Holandii i Niemiec. Przedmiotem jego
zainteresowań były problemy związków zawodowych, organizacje
katolickiej młodzieży robotniczej, a przede wszystkim doktryny i ruchy
społeczne. Owocem tej podróży była publikacja "Główne typy Akcji
Katolickiej za granicą" opublikowana w 1931 roku. Po powrocie do kraju
pełnił funkcję wikariusza w katedrze włocławskiej. Od 1932 roku pełnił
obowiązki redaktora naczelnego miesięcznika „Ateneum Kapłańskie” we
Włocławku i jednocześnie kierował Sodalicją Mariańską, prowadził także
tzw. „Chrześcijański Uniwersytet Robotniczy” i rozwijał pracę
społeczno-oświatową w chrześcijańskich związkach zawodowych. Był
również sekretarzem Liceum im. Papieża Piusa X. Powierzono mu wykłady z
„ekonomii społecznej” w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku i był
dyrektorem Diecezjalnych Dzieł Misyjnych. W 1937 roku ks. dr Stefan
Wyszyński został mianowany przez ks. kard. Augusta Hlonda członkiem
Rady Społecznej przy Prymasie Polski. W czasie II wojny światowej był
imiennie poszukiwany przez Gestapo i na polecenie ks. biskupa Michała
Kozala, sufragana włocławskiego opuścił Włocławek i musiał się ukrywać.
Udał się m.in. do Kozłówki, gdzie podjął opiekę duchową nad grupą
sióstr zakonnych i niewidomych dzieci, przesiedlonych z Lasek pod
Warszawą. Prowadził wykłady i dyskusje dla inteligencji z dziedziny
katolickiej myśli filozoficznej i społecznej. Zagrożony chorobą płuc,
na polecenie lekarzy wyjechał do Zakopanego, gdzie w przypadkowej
łapance został aresztowany. Udało mu się jednak uciec, zanim ustalono
jego tożsamość. Od czerwca 1942 roku do sierpnia 1944 roku był
kapelanem Zakładu dla Niewidomych w Laskach, pod Warszawą.
Po wojnie, 4 marca 1946 roku został mianowany przez papieża Piusa
XII biskupem lubelskim, a 12 maja na Jasnej Górze, w Częstochowie
otrzymał sakrę biskupią z rąk księdza kardynała Augusta Hlonda, Prymasa
Polski. Porządkował zniszczoną przez okupację diecezję lubelską,
wizytował parafie, wygłaszał liczne kazania, szczególnie w dzielnicach
robotniczych Lublina, prowadził rekolekcje, organizował kursy
katechetyczne, wykładał także na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i
opiekował się nim jako wielki Kanclerz. W listopadzie 1948 roku ks.
biskup Stefan Wyszyński wyjechał na konsystorz do Rzymu, gdzie z okazji
uroczystości Pięciu Polskich Braci Męczenników, Ojciec Święty Pius XII
mianował biskupa lubelskiego arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim,
Prymasem Polski. Bulla nominacyjna została podpisana 16 listopada 1948
roku w uroczystość Matki Bożej Ostrobramskiej.
Ksiądz Prymas Wyszyński podjął służbę Kościołowi w Polsce w czasach
wyjątkowo trudnych i ciężkich. Od początku, wobec nowej sytuacji
ustrojowej i politycznej dostrzegał palącą potrzebę znalezienia modus vivendi Kościoła
w naszej Ojczyźnie. Przewidując trafnie dalszy rozwój wydarzeń w kraju
i na arenie międzynarodowej, wybrał drogę tzw. „porozumienia” z rządem
PRL-u, co wcale nie znaczyło, że poszedł na ustępstwa lub na „naiwną”
współpracę. W 1950 roku wobec braku konstytucji, ks. Prymas Wyszyński
podpisał „Porozumienie z rządem komunistycznym”. Była to jedyna
deklaracja prawna określająca sytuację Kościoła w Polsce. Władze
komunistyczne jednak nie zamierzały dotrzymywać tych zobowiązań. Prymas
Tysiąclecia z wielką roztropnością, a jednocześnie z wyjątkową odwagą,
bronił zawsze praw wierzącego Narodu. Dnia 12 stycznia 1953 roku na
konsystorzu w Watykanie ks. abp Stefan Wyszyński został ogłoszony
kardynałem przez papieża Piusa XII. W tym czasie wzmogło się w kraju
prześladowanie Kościoła, ciągłe ograniczanie jego wolności,
podstawowych praw do bytu i działalności duszpasterskiej. Władze PRL-u
odmówiły paszportu kardynałowi elektowi, który miał pojechać do Rzymu
na konsystorz i odebrać kapelusz kardynalski. Ingerencje
komunistycznych władz państwowych w sprawy Kościoła coraz bardziej
przybierały na sile. Stalinowski rząd PRL-u, po zlikwidowaniu opozycji
politycznej, poczuł się na tyle silny, że uznał za stosowne przejść -
mimo zawartego „porozumienia” - do ostrej walki z Kościołem. Nastąpiły
liczne aresztowania biskupów, księży i zakonników. Dnia 25 września
1953 roku aresztowany został sam Prymas Polski, ks. kard. Stefan
Wyszyński. Wywieziony pod „osłoną nocy” z Warszawy, został uwięziony w
Rywałdzie koło Grudziądza, następnie w Stoczku koło Lidzbarka
Warmińskiego, w Prudniku Śląskim i ostatecznie w Komańczy, gdzie 28
października 1956 roku w łączności z pielgrzymami zebranymi na Jasnej
Górze składał Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego. Okres więzienia ks.
kard. Stefana Wyszyńskiego to lata ofiary, cierpienia i odosobnienia.
Był to także czas, kiedy z modlitwy i medytacji powstały jego wyjątkowe
dzieła, m.in.: "List do moich kapłanów", a przede wszystkim "Śluby
Narodu" i program "Wielkiej Nowenny" przed Tysiącleciem Chrztu Polski.
Dnia 28 października 1956 roku wśród wielkiej radości całego
Kościoła polskiego ks. kard. Stefan Wyszyński Prymas Polski wrócił do
Warszawy. Wiosną następnego roku zainaugurował Wielką Nowennę -
dziewięcioletni czas przygotowania Narodu Polskiego do obchodów
Millenium Chrześcijaństwa. Był to wielki program odnowy Ojczyzny w
oparciu o Jasnogórskie Śluby Narodu. Prymas niezmordowanie głosił Słowo
Boże w całej Ojczyźnie, zniewolonej komunistycznymi prześladowaniami.
To z jego inicjatywy rozpoczęło się Nawiedzenie, czyli wędrówka
(peregrynacja) Matki Bożej Częstochowskiej, w kopii Obrazu
Jasnogórskiego po wszystkich polskich diecezjach i parafiach. W latach
1962 - 1965 ks. kard. Stefan Wyszyński brał czynny udział w pracach
Soboru Watykańskiego II, najpierw w jego przygotowaniu, a potem w
obradach wszystkich czterech sesji. W nurt prac soborowych włączył cały
Kościół w Polsce, inicjując w nim modlitwy w intencji Soboru m.in.:
„Czuwania Soborowe z Maryją Jasnogórską”. Episkopat Polski,
doświadczywszy potężnej pomocy Matki Chrystusowej w pracy Kościoła w
Ojczyźnie, dzielił się tym bogactwem z całym Kościołem Powszechnym.
Biskupi polscy złożyli na III Sesji Soboru specjalny memoriał do Ojca
Świętego z prośbą o ogłoszenie Maryi - Matką Kościoła i oddanie pod Jej
opiekę całego świata. Dokonało się to, dnia 21 listopada 1964 roku, na
zakończenie III Sesji. Papież Paweł VI, ku wielkiej radości wszystkich
biskupów ogłosił Maryję - Matką Kościoła. Ksiądz Prymas Wyszyński był
także inicjatorem „Orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich”,
za co spotkała go bardzo ostra krytyka ze strony komunistycznych władz
Polski Ludowej. W 1967 roku władze państwowe nie dały zezwolenia
Prymasowi na wyjazd do Rzymu na Synod Biskupów. W ramach jedności
Episkopatu i na znak protestu, z wyjazdu zrezygnował także ks. kard.
Karol Wojtyła oraz inni członkowie polskiej delegacji biskupów.
Wobec narastających konfliktów społecznych (1968 rok) Prymas
zdecydowanie występował w obronie podstawowych praw człowieka i Narodu.
Wołał: „Nie wolno bić! Chrześcijanin nigdy na nikogo ręki nie
podnosi, bo w każdym widzi godność dziecięcia Bożego. Ugodzony może
wydawać się sponiewieranym. Ale bardziej poniewiera się ten, który
uderza, niż ten, który jest uderzany ... Najmilsi, przezwyciężajcie
nienawiść miłości”. A po tragicznych wypadkach na Wybrzeżu (1970 rok) Prymas Wyszyński wypowiedział wstrząsające słowa: „Wasz
ból jest naszym wspólnym bólem. Gdybym mógł w poczuciu sprawiedliwości
i ładu, wziąć na siebie całą odpowiedzialność za to, co się ostatnio
stało w Polsce, wziąłbym jak najchętniej ... Bo w Narodzie musi być
ofiara okupująca winy Narodu ... Jakżebym chciał w tej chwili - gdyby
ta ofiara przyjęta była - osłonić wszystkich przed bólem i przed męką”.
W październiku 1971 roku ks. kard. Wyszynski udał się do Rzymu na
kolejny Synod Biskupów oraz uczestniczył w pracach Kongregacji ds.
Kapłanów i Papieskiej Komisji Rewizji Prawa Kanonicznego. Wraz z
dwutysięczną rzeszą pielgrzymów z kraju uczestniczył w Bazylice Św.
Piotra w Rzymie w uroczystościach beatyfikacyjnych ojca Maksymiliana
Kolbego. Była to pierwsza po II wojnie światowej tak liczna pielgrzymka
z Polski do Stolicy Świętej. Do Rzymu przybyła również Polonia z całego
świata. Ojciec Święty Paweł VI dokonał aktu beatyfikacji i wygłosił
przemówienie o współczesnym polskim męczenniku. Pielgrzymkę polską
otoczył szczególną opieką i gościnnością zapraszając do Ogrodów
Watykańskich i przyjmując najserdeczniej na specjalnej audiencji. Do
Prymasa Polski powiedział potem: "Polacy sprawili mi wielką radość przez swoje rozmodlenie".
W dniach 21 - 25 września 1978 roku ks. kard. Prymas wraz z ks. kard.
Wojtyłą i delegacją Episkopatu Polski odbył podróż do Niemiec - Stała
się ona znakiem chrześcijańskiego przebaczenia oraz pragnienia jedności
i pokoju. W Fuldzie delegacja polska spotkała się z niemiecką
Konferencją Episkopatu. Ponadto polscy biskupi odwiedzili: Kolonię,
Neviges, Monachium, Dachau, Frankfurt, Moguncję.
Po nagłej śmierci papieża Jana Pawła I ks. kard. Stefan Wyszyński
brał udział w konklawe, które wybrało ks. kardynała Karola Wojtyłę na
papieża. Był to okres wielkich przemian w dziejach narodu polskiego: w
czerwcu 1979 roku odbyła się I wizyta Ojca świętego Jana Pawła II w
Polsce, w tym samym czasie (na przełomie lat 1979/1980) datuje się
narodziny wielkiego ruchu społecznego w Polsce - „Solidarność”, którego
Duchowym Ojcem jest Prymas Tysiąclecia. Na początku 1981 roku ks. kard.
Stefan Wyszyński śmiertelnie zachorował, a jego stan zdrowia pogorszyła
jeszcze wiadomość o zamachu na Ojca Świętego Jana Pawła II w dniu 13
maja 1981 roku. Wtedy ks. kard. Prymas mówił do Polaków: „Proszę
was, aby te heroiczne modlitwy, które zanosiliście w mojej intencji, (
...) skierowali wraz ze mną ku Matce Chrystusowej o zdrowie i siły dla
Ojca Świętego”.
Ksiądz kardynał Stefan Wyszyński, wielki Prymas Polski umarł w dniu
28 maja 1981 roku w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, o godzinie
4.40 rano w Warszawie.
Nieustanna cześć dla Maryi ... Ksiądz kard. Wyszyński w swoim herbie biskupim umieścił słowa „Soli Deo”, co w języku polskim znaczy: Jedynemu Bogu.
Służba Bogu samemu przez pośrednictwo Maryi była widoczna w całym jego
życiu. W swoich „Zapiskach więziennych” w czasie internowania przez
władze komunistyczne PRL-u ks. kard. Stefan Wyszyński umieścił pewną
syntezę swojej maryjności, a jej początki sięgają aż jego domu rodzinnego: "Wcześnie
- napisał - straciłem matkę rodzoną, która miała szczególne nabożeństwo
do Matki Ostrobramskiej, dokąd jeździła z pielgrzymką, jeszcze z
Zuzeli; mój ojciec natomiast ciągnął zawsze na Jasną Górę. Cześć Matki
Bożej w życiu domowym była bardzo rozwinięta. Często odmawialiśmy
wspólnie różaniec w godzinach wieczornych".
Ta cześć do
Matki Bożej rozwijała się następnie w czasie nauki w gimnazjum, a
pełnych kształtów nabrała podczas studiów seminaryjnych we Włocławku,
gdzie (jak sam powiedział); "dwa nabożeństwa wzajemnie się
dopełniały: do Serca Pana Jezusa i do Matki Bożej Jasnogórskiej, której
obraz był w bocznym ołtarzu. Wszystkie święta Matki Bożej – napisał
później - obchodziłem z wielkim podniesieniem ducha". Nic więc dziwnego, że młody neoprezbiter, ks. Stefan Wyszyński odprawił swoją pierwszą Mszę Świętą Prymicyjną na Jasnej Górze.
Wybuch II wojny światowej jeszcze bardziej wzmocnił jego cześć do Maryi. "Związałem
się gorąco z ołtarzem Matki Bożej Wrociszewskiej. Przed nią spędzałem
codziennie długie godziny wieczorne. Podczas swojej pracy w Laskach,
wśród dziatwy ociemniałej, podtrzymywałem ducha strwożonych sytuacją
przyfrontowego życia głównie modlitwą do Matki Bożej. Rzecz znamienna,
chociaż zakład przechodził bardzo ciężkie chwile ostrzału
artyleryjskiego, pacyfikacji Kampinosu, nigdy nie byliśmy zmuszeni do
odłożenia wieczornego różańca" - wspominał. Wielką Maryjność
Prymasa Tysiąclecia należy osadzić w jego kapłaństwie. Przez kapłaństwo
sakramentalne Chrystus rodzi się na nowo. Jest ono zatem naśladowaniem
i rozszerzaniem macierzyństwa Maryi względem Boga-Człowieka. Kapłaństwo
jest tym dla Chrystusa eucharystycznego, czym Maryja dla wcielonego
Syna Bożego. Ta prawda leżała u podstaw kształtowania się idei oddania
się Maryi ze strony ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Jako Prymas Polski
w jakiś szczególny sposób związał się z Tronem Królowej Polski na
Jasnej Górze:
Po latach tak jeszcze wspominał: "Często
organizowałem kongresy maryjne i na terenie Gniezna, i na terenie
Warszawy. Wygłosiłem przeszło tysiąc przemówień okolicznościowych o
Matce Boga-Człowieka. Co roku urządzałem rekolekcje dla kapłanów na
Jasnej Górze. (...) Najchętniej organizowałem konferencje episkopatu na
Jasnej Górze. (...) Przyjeżdżałem na Jasną Górę każdego roku 4 albo 5
razy. (...) Często celebrowałem sumy pontyfikalne na Jasnej Górze i
głosiłem Słowo Boże do rzesz pielgrzymich. Prosiłem o. generała
Markiewicza o przyjęcie mnie na członka agregowanego do zakonu paulinów
- tej łaski dostąpiłem z wielką radością".
W okresie
internowania ks. kardynał Wyszyński oddał się Maryi w Jej święto - 8
grudnia 1953 roku. To oddanie się Maryi, nie było impulsem chwili, ale
było ono konsekwentnym aktem całkowitego zawierzenia swojego życia
Dziewicy Niepokalanej. W Niej widział doskonałą drogę do Chrystusa
także dla całego narodu polskiego. "Serce Maryi pracuje dla Serca
Jezusa. To serce Maryi, tak niezwykle ubogacone, przynosi Sercu Jezusa
to wszystko, co Niepokalana Matka może wziąć z miłości matczynej, by
dać swojemu Dziecięciu. (...) Jakże Maryja była zawsze gotowa i rychła
do każdej posługi: odpowiedź dana aniołowi, nawiedzenie Elżbiety, Kana,
Kalwaria. To wszystko zadziwia szybkością decyzji i pośpiechem w
niesieniu pomocy i służby. (...) Serce Maryi odbiło się w Sercu Jezusa.
Odtąd te dwa Serca, ze sobą zespolone, będą na służbie człowieka".
Jasnogórskie Śluby Narodu ...
Jego wielka i nieustanna troska o Kościół w Polsce sprawiła, że ks.
kard. Stefan Wyszyński w czasie swego internowania ułożył -16 maja 1956
roku - tekst Ślubów Jasnogórskich: ”Bogurodzico Dziewico, Matko
Kościoła, Królowo Polski i Pani nasza Jasnogórska, dana nam, jako pomoc
ku obronie narodu polskiego! W obliczu Boga w Trójcy Jedynego, w
głębokim zjednoczeniu z Głową Kościoła rzymskokatolickiego, Ojcem
Świętym Pawłem VI, my, Prymas Polski i biskupi polscy, zebrani u stóp
Twego jasnogórskiego tronu, otoczeni przedstawicielami całego
wierzącego narodu - duchowieństwa i ludu Bożego z diecezji i parafii, w
łączności z Polonią światową, oddajemy dziś ufnym sercem w Twą
wieczystą niewolę miłości wszystkie dzieci Boże ochrzczonego narodu i
wszystko, co Polskę stanowi, za wolność Kościoła w świecie i w
ojczyźnie naszej, ku rozszerzaniu się królestwa Chrystusowego na ziemi.
Oddajemy więc Tobie w niewolę miłości za Kościół całą Polskę, umiłowaną
ojczyznę naszą, cały naród polski, żyjący w kraju i poza jego granicami. Odtąd,
najlepsza Matko i nasza Królowo Polski, uważaj nas, Polaków, jako naród
za całkowitą własność Twoją, za narzędzie w Twych dłoniach na rzecz
Kościoła świętego, któremu zawdzięczamy światło wiary, moce krzyża,
jedność duchową i pokój Boży. Czyń z nami, co chcesz! Pragniemy wykonać
wszystko, co zażądasz, byleby tylko Polska po wszystkie wieki zachowała
nieskażony skarb wiary świętej, a Kościół w ojczyźnie naszej cieszył
się należną mu wolnością; bylebyśmy z Tobą i przez Ciebie, Matko
Kościoła i Dziewico Wspomożycielko, stawali się prawdziwą pomocą
Kościoła powszechnego - ku budowaniu Ciała Chrystusowego na ziemi! Dla
tego celu pragniemy odtąd żyć, jako naród katolicki, przez pracę ku
chwale Bożej i dla dobra ojczyzny doczesnej. Oddani Tobie w niewolę,
pragniemy czynić w naszym życiu osobistym, rodzinnym, społecznym i
narodowym nie wolę własną, ale wolę Twoją i Twojego Syna, która jest
samą Miłością”. Śluby Jasnogórskie były szczytowym punktem
maryjnej drogi Prymasa Tysiąclecia - drogi, która wśród cierpień
osobistych i całego narodu prowadziła od zawierzenia siebie po oddanie
w niewolę miłości Maryi całej Polski i wszystkich jej synów,
gdziekolwiek żyją na świecie.
Varia ...
Pasterskie nauczanie i duchowa spuścizna Prymasa Tysiąclecia jest
bardzo wielka i bogata, w tych dniach z okazji 25. rocznicy jego
śmierci warto jeszcze raz sięgnąć i przypomnieć sobie choćby niektóre
jego powiedzenia, wezwania i modlitwy:
- Choćbyś przegrał całkowicie, zbierz się, zgarnij, zacznij od nowa! Spróbuj budować na tym, co w tobie jest z Boga.
- Chrońmy się od pogardy dla kogokolwiek, nawet dla najgorszego człowieka, bo to jeszcze człowiek, aż... człowiek.
- Człowiek dopiero wtedy jest w pełni szczęśliwy, gdy może służyć, a
nie wtedy, gdy musi władać. Władza imponuje tylko małym ludziom, którzy
jej pragną, by nadrobić w ten sposób swoją małość. Człowiek naprawdę
wielki, nawet gdy włada, jest służebnikiem.
- Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi.
- Człowiek jest tak mocno związany ze sobą, że trudno mu o sobie
zapomnieć, można jednak wyrobić w sobie zwyczaj myślenia o innych.
- Człowiek, który nie lubi i nie umie przebaczać, jest największym wrogiem samego siebie.
- Człowiek ujawnia swoją osobowość w sposobie traktowania innych.
- Drobne i nieznaczne dokonania mogą nas uczynić wielkimi, podczas gdy wielkie mogą nas upodlić, jeśli są źle wykonane.
- Drogi kamień nie przestaje być sobą nawet wtedy, gdy spadnie w błoto i zabrudzi się.
- Gdy człowiek tak bardzo wydobędzie się z siebie, że ma już odwagę
być poczytanym za nic, dopiero wtedy jest wolność, wspaniałość i
zwycięstwo - najtrudniejsze, bo nad samym sobą.
- Gdy gaśnie pamięć ludzka, dalej mówią kamienie.
- Gdy znajdę w sobie choć jeden akt miłości, już nie jestem nędzą.
- Jak trudno jest miłować - ale jak warto jest miłować
- Jesteśmy mocni w wierze, ale... słabi w czynie.
- Jeśli cokolwiek warto na świecie czynić, to tylko jedno - miłować
- Jeśli wasza światłość, wiedza, nauka, mądrość prowadzi do uczynków
dobrych, wówczas pochodzi z miłości. Jeśli jest użyta na mnożenie zła,
nie jest ani światłością, ani nauką, ani prawdą, ani miłością.
- Jeżeli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się
bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć
się w nim nie może!
- Każda nienawiść, każda pięść wyciągnięta przeciw bratu - jest przegraną.
- Każda rzecz wielka musi kosztować i musi być trudna. Tylko rzeczy małe i liche są łatwe
- Kto chce wejść na szczyt, musi zaczynać od dołu, a potem iść krok
za krokiem, nie przyspieszając go. Zły to taternik czy alpinista, który
zaczyna wspinaczkę w góry od zrywu i wielkiego wysiłku. Dobry - idzie
krok za krokiem, powoli, spokojnie.
- Ludzie mówią - "czas to pieniądz". Ja mówię inaczej - "czas to miłość". Pieniądz jest znikomy, a miłość trwa.
- Ludzie ratują wartość pieniądza, ale nie umieją ratować wartości życia.
- Łatwiej zmienić ustrój, trudniej odmienić człowieka.
- Miarą naszej miłości ma być miłość, jakiej dla siebie oczekujemy od całego świata.
- Miłość musi być próbowana jak złoto w ogniu prób; tylko mała miłość w ogniu prób kruszeje. Wielka oczyszcza się i rozpala.
- Miłość świadczona innym jest największym dobrodziejstwem dla nas samych, którzy zdobywamy się na okazywanie miłości.
- Można dać bardzo dużo i serce zranić, a można bardzo malutko i serce rozradować, jakby skrzydła komuś przypiąć do ramion.
- Musicie ducha hartować, aby móc jak orły przelatywać w przyszłość Ojczyzny!
- Najważniejsze jest zwycięstwo nad małym, czymś niesłychanie małym, - nad sobą.
- Największą mądrością jest umieć jednoczyć, nie rozbijać.
- Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić
tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie
życia wiecznego.
- Należy w sobie dostrzec pozytywne wartości, bo nawet w najgorszym z nas jest jeszcze ślad Bożej dobroci.
- Naród, który nie wierzy w wielkość i nie chce ludzi wielkich, kończy się. Trzeba wierzyć w swą wielkość i pragnąć jej
- Naród, który walczy o najszlachetniejsze ideały, musi być trzeźwy!
- Nie ma takich sytuacji, w których by jeszcze miłość nie miała czegoś do powiedzenia.
- Nie można brnąć bezkrytycznie w tzw. nowoczesność, bo ona jest pełna fałszu i bierze ludzi w niewolę.
- Nie musisz wszystkiego rozumieć, wystarczy, że wszystko, co Bóg daje, kochasz.
- Nie o to idzie, abyśmy umieli bronić siebie przed innymi, lecz by każdy z nas myślał, jak ma innych bronić przed sobą.
- Nie to jest ważne, by krytykować przeszłość, lecz aby swój własny wysiłek włożyć w lepszą przyszłość.
- Nie trzeba innych ciągle ganić, karcić, wytykać. Należy zawsze
odwoływać się do wartości, które są w każdym człowieku, chociażby ten
człowiek był najbardziej sponiewierany i zniszczony.
- Nie wystarczy urodzić się człowiekiem, trzeba jeszcze być człowiekiem.
- Nienawiść można uleczyć tylko miłością.
- Nietrzeźwość przykleja nam szyld narodu bezrozumnego, bezmyślnego,
niewytrzymałego tak dalece, że często inne kraje zastanawiają się nad
tym, czy narodowi, który tak wiele przepija, warto spieszyć z pomocą.
- Od siebie trzeba wymagać najwięcej.
- Ożywiajmy w sobie ambicję życia, tak konieczną Narodowi, który
dotąd bardziej wsławił się sztuką bohaterskiego umierania niż
umiejętnością życia.
- Pamiętajcie, że głowa jest ponad sercem.
- Po to gromadzimy, abyśmy mieli co rozdawać.
- Pokój światowy zaczyna się od pokoju naszego serca
- Polaków nie zdobywa się groźbą, tylko sercem.
- Poznać naturę człowieka, poznać ją głęboko, całkowicie, zrozumieć
kim jest właściwie człowiek - to wielki ratunek dla współczesnego
świata.
- Przestańmy nareszcie kręcić się wokół siebie, a pomyślmy o niesieniu pomocy innym.
- Sercem nie można służyć za pieniądze, sercem służy się za darmo, bezinteresownie.
- Sztuką jest umierać dla ojczyzny, ale największą sztuką jest dobrze żyć dla niej.
- Światu potrzeba więcej wrażliwych serc i mniej zimnej stali.
- Ten, kto zamknął się w nienawiści, już się skończył!
- To jest prawdziwa przyjaźń - osłaniać innych nawet kosztem siebie.
- Trzeba więc naprzód porzucić smutki, narzekania, wyleczyć się z
samego siebie, ze swoich urazów psychicznych, które są dla nas większym
nieszczęściem niż wszystko, co nas otacza.
- Umiemy wyliczyć winy innych ludzi wobec nas, ale naszych win wobec
innych na ogół nie widzimy. O belce we własnym oku będziemy mówili
potem lub nigdy. Najpierw wolimy zająć się pyłkiem w oku bliźniego.
- Umiera się raz i człowiek szybko okrywa się sławą, ale żyje się w
trudzie, bólu i cierpieniu, długie lata, i to jest większe bohaterstwo
- Uprzejme spojrzenie i uśmiech znaczą często więcej, niż udana rozmowa.
- Warto służyć każdemu człowiekowi i dla każdego warto się poświęcić.
- We wszystkim tym, co zdarza się w życiu człowieka, trzeba odczytać ślady miłości Boga. Wtedy do serca wkroczy radość.
- Wiadomo, że nie powstało wiele dobrych rzeczy, dlatego że czekało się na lepsze.
- Widzimy współcześnie odnawiający się głód ludzi prawdziwych. To
znaczy żyjących w prawdzie i miłości; ludzi jasnych, przejrzystych,
którzy mają oblicza prawdziwe, a nie zniekształcone kłamstwem.
- Wielkie sprawy powstają w ciszy i skupieniu. Musimy uczyć się sztuki milczenia i skupienia.
- Wszystko, co nas spotyka - zdrowie czy cierpienie, dobro czy zło,
chleb czy głód, przyjaźń ludzka czy niechęć dobrobyt czy niedostatek -
wszystko to w ręku Boga może działać ku dobremu.
- Wszystko to, co jest przed Tobą, pozostaje do zdobycia. Życiu,
które nadchodzi, możesz nadać głębszą treść, wartość i znaczenie.
Zależy to od Twojej oceny życia i czasu, od Twojego stosunku do pracy,
od szacunku dla Twego umysłu, woli i serca, dla twych wartości
ludzkich, narodowych i chrześcijańskich.
- Wyjątkowe sytuacje zdołają nas uleczyć z choroby ludzi nasyconych,
która pozbawia nas zdolności oceny prawdziwej wartości łyżki strawy i
kromki zeschłego chleba.
- Z drobiazgów życiowych wykonanych wielkim sercem powstaje wielkość człowieka.
- Zagadnienia "brak czasu" nie rozwiąże się przez pośpiech, lecz przez spokój.
- Zaprzestańmy stawiać wymagania innym! Sobie je dyktujmy!
- Źle czyni człowiek, jeśli poprzestaje na zadowoleniu z siebie i
łatwo przyjmuje pochwałę ludzką. Ale również źle czyni, jeśli boi się
krytyki i nagany.
- Życie jest większe od legend, bo w życiu jest prawda.
- Życie trzeba przeżyć godnie, bo jest tylko jedno.
- Życzliwe spojrzenie i uśmiech więcej nieraz znaczą niż udany dialog.
o. Dariusz W. Andrzejewski CSSp z Montrealu w Kanadzie
www.kosciol.pl
| 02 maja 2006 |
|