Czy religia uzdrawia?
13 styczeñ 2006 | Doda³: Admin - Malach | Ods³on 648
Od najdawniejszych czasów mnisi, nie tylko chrze¶cijañscy, ¿yli w klasztorach, w których zgromadzona by³a wiedza na temat zió³ leczniczych i funkcjonowania cz³owieka. Nauka i religia by³y wtedy ¶ci¶le ze sob± po³±czone. Mnisi, którzy stanowili najlepiej wykszta³con± czê¶æ spo³eczeñstwa, oprócz pos³ugi religijnej zajmowali siê równie¿ leczeniem cia³a ¦ladem tamtej epoki s± choæby bonifratrzy, ze swoj± aptek± pe³n± specyfików sporz±dzonych wed³ug dawnych receptur, albo Hildegarda z Bingen, mistyczka ¿yj±ca w XII w., która pozostawi³a pisma dotycz±ce wielu dziedzin nauki, w tym tak¿e przepisy na leki (od dietetyki po ginekologiê). Ci, którzy badaj± jej spu¶ciznê, mówi±, ¿e by³a raczej kim¶ takim jak Leonardo da Vinci, czyli bardziej uczon± i mêdrcem ni¿ mistyczk±, chocia¿ to w³a¶nie jej wizje mistyczne i muzyka s± dzi¶ najbardziej znane. Uzdrawiaj±ca moc religii w tamtych czasach by³a o wiele bardziej ni¿ dzisiaj zwi±zana z tym, czym zajmuje siê medycyna. Jednak w pewnym momencie drogi religii i medycyny siê rozesz³y.
w jaki sposób religia uzdrawia?
Zacznê od mojej ulubionej definicji religii, czyli my¶li Paula Tillicha, ¿e religia to jest najwy¿sza troska - najwy¿sza troska o wszystko. A wiêc to nie jest tak, ¿e "my" jeste¶my wa¿ni, a "tamci" siê nie licz± i bêd± w piekle. Wielcy przywódcy religijni, wielcy nauczyciele duchowi, sk³onni s± raczej do twierdzenia, ¿e bêdziemy zbawieni wszyscy albo nikt. Zostali¶my stworzeni przez tego samego Ojca, jeste¶my spokrewnieni, powinni¶my siê wspieraæ. Cz³owiek zawsze poszukiwa³ jedno¶ci. Pamiêtamy s³owa Jezusa: bêdzie jedna owczarnia i jeden Pasterz. Jest te¿ buddyjska metafora, mówi±ca o zwi±zku krowy i cielêcia*. Te metafory eksponuj±, g³êboko wpisan± w nasz ¶wiat, relacjê zale¿no¶ci miêdzy kim¶, kto potrzebuje opieki i kim¶, kto tê opiekê zapewnia, i w ten sposób daj± poczucie bezpieczeñstwa.
Gdyby¶my mogli porzuciæ nasz lêk. Je¶li istnieje Bóg, to nie muszê siê baæ. Najmocniejszy przekaz Jana Paw³a II zawarty by³ w s³owach: "Nie lêkajcie siê". Obawa, lêk, strach nale¿± do najbardziej niszcz±cych emocji. Boimy siê o wiele za czêsto. O wiele za czêsto czujemy siê opuszczeni, chorzy, nieszczê¶liwi, biedni i na marginesie ¿ycia. S± oczywi¶cie przytu³ki, sierociñce, pracownicy socjalni, organizacje pozarz±dowe i ró¿ne dora¼ne inicjatywy spo³eczne, które w takich przypadkach pomagaj±, ale wszyscy czujemy, ¿e "to nie to", ¿e czego¶ im brakuje.
Czego im brakuje? Pewnej wizji uzdrowienia i wyzwolenia, któr± mo¿e daæ tylko religia. Wszystkie inne wizje uzdrowienia i wyzwolenia w historii ¶wiata okaza³y siê chybione. Na przyk³ad marksizm i jego sztandarowe has³o: "Wyklêty powstañ ludu ziemi…", czyli powstañmy, z³±czmy siê i zróbmy nowy raj na ziemi. Niestety, sta³o siê wrêcz przeciwnie - z marksizmu wyniknê³a ogromna ilo¶æ cierpieñ. Bo nie chodzi o to, ¿eby ludziom biednym, odsuniêtym, opuszczonym, chorym czy samotnym daæ - tak po prostu - to, czego im brakuje, czyli chleb, lekarstwo, dom. Chodzi o to, ¿eby im w jakim¶ sensie zado¶æuczyniæ (uczyniæ zado¶æ), wyrównaæ stratê, wynagrodziæ ból. Wyobra¼my sobie, ¿e kto¶ zosta³ osierocony, gdy mia³ np. siedem lat. Choæby¶my nie wiem jak siê starali i nie wiem jak± zrobili rewolucjê, nie bêdziemy w stanie zapewniæ mu poczucia równo¶ci z kim¶, kto zosta³ wychowany przez rodziców, i to w dodatku dobrych – to nie le¿y w ludzkiej mocy. Mo¿na wymieniæ wiele podobnych sytuacji, w których nierówno¶æ, niesprawiedliwo¶æ, poczucie krzywdy s± ogromne i nie w ludzkiej mocy jest im zaradziæ. Je¿eli kto¶ urodzi³ siê z ciê¿k± nieuleczaln± chorob± i jest przykuty do ³ó¿ka, a obok siebie widzi ludzi zdrowych, którzy mog± robiæ to, co chc±, to jaka ludzka moc by³aby w stanie, zwróciæ mu jego stratê?
religia pe³na mocy
A religia ma w sobie tak± moc. Przede wszystkim tylko ona jest w stanie wzbudziæ w cz³owieku marzenie, ¿e mo¿liwy jest taki stan, który w Apokalipsie zosta³ okre¶lony jako czas, kiedy zostanie otarta wszelka ³za. Cz³owiek otwiera siê na nadziejê, ¿e niesprawiedliwo¶æ i godna po¿a³owania sytuacja, w której siê znalaz³, mo¿e zostaæ naprawiona i wynagrodzona. Ale nadzieja na otarcie "wszelkiej ³zy" na koñcu czasów to nie wszystko – religia oferuje jeszcze jedn± mo¿liwo¶æ. Ona ma moc sprawiæ, ¿e absurdalna, niesprawiedliwa, bezsensowna sytuacja, w jakiej znajduje siê opuszczony i cierpi±cy cz³owiek, zostanie uznana za sensown±, warto¶ciow± i znacz±c±. Jak to jest mo¿liwe?
Spójrzmy na za³o¿yciela chrze¶cijañstwa, Jezusa Chrystusa. To by³ Kto¶ odrzucany od dzieciñstwa, a nawet od poczêcia, bo ju¿ Józef ma w±tpliwo¶ci, co zrobiæ z t± kobiet±, która ma w swoim ³onie dziecko nie wiadomo sk±d... W Betlejem nikt nie chce ich przyj±æ, i Jezus musi narodziæ siê w stajni. Potem Herod chce Go zabiæ, dlatego Jezus z rodzicami ucieka do Egiptu. W nastêpnych latach wcale nie jest lepiej. ¯ycie Jezusa wygl±da jak studium systematycznego odrzucania. Jezus to cz³owiek, który niemal w ka¿dym momencie ¿ycia jest odrzucany. Tylko Maryja od pocz±tku Go przyjmuje. Oczywi¶cie, akceptuj± Go Jego uczniowie, ale i oni czêsto Go nie rozumiej±. Zejd¼ mi z oczu szatanie – mówi Jezus do Piotra – bo nie my¶lisz po Bo¿emu, lecz po ludzku. Potem jest ukrzy¿owanie, czyli ostateczne odrzucenie, i samotno¶æ. A jednak historia Jezusa opowiedziana w Ewangelii mówi ka¿demu, kto j± czyta, ¿e Jego ¿ycie by³o najbardziej wygranym ¿yciem na ziemi. Mówi: uwierz w to, ¿e On nie przegra³ wszystkiego, ¿e to nie by³o najbardziej tragiczne ¿ycie, ale najlepsze z najlepszych, ¿e ten Cz³owiek by³ t± sam± Istot±, dziêki której ca³y ¶wiat istnieje, dziêki której ty istniejesz i ze wzglêdu na któr± wszystko siê dzieje.
Spojrzenie na ¿ycie Jezusa w ten sposób, a potem w ¶wietle ¿ycia Jezusa na w³asne ¿ycie, jest do¶wiadczeniem niezwyk³ym, zawieraj±cym w sobie wielki potencja³ twórczy, dodaj±cym si³. Tkwi w nim równie¿ pewne niebezpieczeñstwo, bo bardzo ³atwo uznaæ, ¿e cierpienie jest dobre. Tymczasem prawd± jest, ¿e cierpienie mo¿e przyczyniæ siê do dobra, ale nieprawd± jest, ¿e jest dobre. Chrystus cierpia³ na krzy¿u, ale samo to, ¿e cierpia³, nie by³o dobrem, dobrem by³o odkupienie cz³owieka. Taka subtelno¶æ ma du¿e znaczenie w przypadku ka¿dego cierpi±cego cz³owieka. Je¶li zdecyduje siê on na pewne heroiczne wybory, jego cierpienie nie bêdzie bezsensem, a on sam mo¿e uzyskaæ wewnêtrzn± moc i zdolno¶æ "uzdrawiaj±cego przekszta³cania" zarówno siebie, jak i innych ludzi. Takie rzeczy mo¿liwe s± tylko w obrêbie religii. Tylko religia potrafi sprawiæ, ¿e kto¶ przegrany, skoñczony, takie zupe³ne "nic", mo¿e staæ siê pomocnikiem Boga. Ona daje ka¿demu cz³owiekowi szansê jednocz±cego, uzdrawiaj±cego dzia³ania. Trzeba tylko pamiêtaæ o tym jednym warunku: nie wolno komu¶ cierpi±cemu, np. dziecku choremu na bia³aczkê albo cz³owiekowi porzuconemu przez wszystkich, wmawiaæ, ¿e Bóg go w ten sposób wybra³. Bo wtedy czyni siê z religii horror. Je¶li wydaje ci siê, ¿e twoje ¿ycie jest ze wszech miar nieudane, skoñczone i nic nie da siê z nim zrobiæ, to religia daje ci szansê popatrzenia na wszystko w taki sposób, ¿e zobaczysz swoje ¿ycie jako pe³ne sensu, i w ten sposób uzyskasz je na nowo. I naprawdê mo¿e nie mieæ znaczenia, jak bardzo nieszczê¶liwe by³o to ¿ycie do tej pory.
przemienienie,
czyli moc sprawcza religii
Podsumowuj±c, mo¿na powiedzieæ, ¿e uzdrawiaj±ca moc religii, geniusz religijny, polega na tym, ¿e cz³owiek otrzymuje narzêdzie interpretacji ¶wiata i szansê zmierzenia siê ze swoim losem w taki sposób, ¿e nawet skrajnie przegrane ¿ycie mo¿e staæ siê wygranym. W jêzyku religijnym nazywa siê to nawróceniem, uzdrowieniem, o¶wieceniem – ró¿nie w ró¿nych religiach. Istot± tego do¶wiadczenia jest ujrzenie wszystkiego w zupe³nie nowym ¶wietle: zachwycaj±co nieoczekiwanym, wynagradzaj±cym, zbawiaj±cym, wyzwalaj±cym zarówno dla cz³owieka, który to prze¿ywa, jak i dla wszystkiego, co istnieje. Ka¿da religia, godna miana religii, oferuje jak±¶ specjaln± drogê do takiego do¶wiadczenia. Oczywi¶cie nie chodzi o samo prze¿ycie, ale o to, ¿eby takie widzenie sta³o siê czym¶ co kieruje naszym ¿yciem. Historia uczy, ¿e tego typu do¶wiadczenia maj± wielk± moc sprawcz±. Wystarczy zajrzeæ do ¿ywotów ¶wiêtych, a zobaczymy przeciêtnych, mo¿e nawet s³abych ludzi, których ¿ycie zosta³o przekszta³cone przez takie w³a¶nie do¶wiadczenie. Religia przesuwa cz³owieka ze sfery skoñczono¶ci, ¶mierci, pora¿ki, grzechu, w sferê, w której wszystko, co z³e, zostaje uniewa¿nione, w której dostaje siê ca³kiem nowe ¿ycie.
wszystko wiemy, a jednak chcemy ¿yæ w piekle
Dlaczego wiêc na co dzieñ ¿yjemy w piekle, chorzy i zrozpaczeni? Wyja¶nienie tego mo¿e byæ dla kogo¶ bolesne. Otó¿ s± dwa podstawowe motywy ludzkiego dzia³ania: chciwo¶æ i strach. Buddyzm nazywa to po¿±daniem i lêkiem. Jedne rzeczy chcesz mieæ, a innych siê boisz. Ma³o tego: chcesz, ¿eby rzeczy, które s± dla ciebie dobre, powtarza³y siê, a rzeczy z³e nigdy ci siê nie zdarzy³y. Buddyzm mówi te¿, ¿e wyobra¿enie sobie, i¿ twoje pragnienia posiadania siê spe³ni±, a przykre rzeczy ciê nie spotkaj±, jest totaln± iluzj±. Je¶li poza ni± nie wyjdziesz, zawsze bêdziesz niewolnikiem, bêdziesz ci±gle po¿±daæ i ci±gle bêdziesz siê baæ. Na szczê¶cie, mo¿na z tego "wyskoczyæ". Buddy¶ci mówi± wtedy o opuszczeniu krêgu sansary, czyli porzuceniu nieustannych wcieleñ, w których narodziny s± po¿±daniem a staro¶æ strachem. Trwanie miêdzy po¿±daniem a strachem to piek³o. Tylko jak siê wyrwaæ z tego piek³a, skoro nasza zachodnia kultura reklamuje go jako najlepszy sposób funkcjonowania? Ze wszystkich stron reklamy wo³aj± do nas: "Kupuj, konsumuj, posiadaj wiêcej, ¿eby¶ nie by³ gorszy od innych, odsuniêty, nieszczê¶liwy!". Z piek³a zrobiono z wzorzec spo³eczny.
Nie da siê w ten sposób ¿yæ, w koñcu ka¿dy z nas u¶wiadomi sobie, ¿e kiedy¶ to wszystko straci, ile by nie mia³. Przyjdzie Alzheimer czy inne choroby, wypadek, ¶mieræ... Wspó³czesna kultura tworzona jest tak, ¿eby tê prawdê ukrywaæ. Dawniej wszyscy domownicy, równie¿ dzieci, widzia³y jak umieraj± prababcie, babcie, koty, psy, wujkowie i kuzynki. Teraz ludzie umieraj± samotnie, zamkniêci w szpitalach, a zwierzêta s± usypiane, ¿eby nie cierpia³y. Dziêki temu wszyscy pozostali s± m³odzi, niezniszczalni i wieczni – wystarczy, ¿e ¿uj± gumê bez cukru i pij± odpowiednie napoje. Nawet nauka zaanga¿owana jest w to k³amstwo, pop-kultura ci±gle powo³uje siê na jej odkrycia. Religia traci na znaczeniu, bo wymaga prawdy. Tote¿ wspó³czesn± "religi±" sta³a siê pop-kultura i korporacyjny kapitalizm.
pop-kultura, kapitalizm i religia
Na wszystkie nasze najg³êbsze pragnienia: na ból odrzucenia, chorobê, pragnienie uzdrowienia i uczynienia zado¶æ naszemu cierpieniu, pop-kultura odpowiada zupe³nie inaczej ni¿ religia. Pop-kultura wymaga przemiany zewnêtrznej, a religia wewnêtrznej. Pop-kultura mówi: czujesz siê nieszczê¶liwy, odrzucony, to znaczy, ¿e musisz zmieniæ swój image. Zaoferujemy ci now± twarz; operacje plastyczne w ci±gu dwóch lat stworz± z ciebie kogo¶ nowego; mo¿emy zrobiæ nawet tak, ¿e nikt ciê nie pozna i zaczniesz nowe ¿ycie. Postaramy siê upodobniæ ciê do szczê¶liwców z pierwszych stron kolorowych gazet. To ciê oczywi¶cie bêdzie kosztowa³o, ale tu nie p³acisz wyrzeczeniami i modlitw±, tylko "kas±". Musisz j± tylko zdobyæ. Je¶li bêdziesz mia³ odpowiedni± ilo¶æ domów, samochodów – bêdziesz szczê¶liwy. Nie wszyscy mog± to mieæ, ale wszyscy mog± tego pragn±æ, i o to w³a¶nie chodzi w pop-kulturze. Jak w tym dowcipie: "¯ona mówi do mê¿a: kochanie, dlaczego my nie prowadzimy takiego wspania³ego ¿ycia, jak ci ludzie z reklam?"...
Pop-kultura to jest wielkie "nic" w piêknym opakowaniu – im wiêksze jest "nic", tym piêkniejsze opakowanie. A religia to jest "wszystko", czyli absolut, w marnym opakowaniu. Równie¿ "taktyka" dokonywania przemiany cz³owieka inna jest w religii, a inna w pop-kulturze. W religii od razu mówi± cz³owiekowi rzeczy straszne, czyli ¿e musi wszystko porzuciæ, wyrzec siê nawet samego siebie i dopiero wtedy bêdzie szczê¶liwy. Wtedy on najczê¶ciej odchodzi, bo ma wiele majêtno¶ci, jak ten bogaty m³odzieniec w Ewangelii. Pop-kultura mówi przeciwnie: musisz mieæ natychmiast jak najwiêcej, czyli wszystko to, co maj± inni, a potem jeszcze wiêcej.
dygresja postkomunistyczna
Jakie szanse ma w takim ¶wiecie religia? Niestety, ma³e, o wiele mniejsze ni¿ wtedy, gdy ¿yli¶my w komunizmie. Bo wiêkszo¶æ z nas, tak naprawdê, tylko wtedy jest w stanie przyj±æ to, co daje religia, kiedy sprawdzi, ¿e inne propozycje s± do niczego. A propozycji jest mnóstwo. W czasach komuny ³atwo by³o byæ religijnym, bo ³atwo by³o odkryæ, ¿e te wielkie has³a, które nam oferowano – wolno¶æ, braterstwo, produkcja ro¶nie, wiêcej domów, ludzie coraz bogatsi i szczê¶liwsi – s± nieprawdziwe. Dzi¶ sytuacja jest zupe³nie inna, wokó³ nas jest tyle wszystkiego: kolory, ¶wiat³a, piêkne przedmioty i ubrania, dziesi±tki coraz lepszych samochodów, ³atwe kredyty, subtelny nacisk na posiadanie… Wszystko to jest trudne do zanegowania, bo wydaje siê, ¿e najpierw trzeba to zdobyæ, ¿eby potem odrzuciæ. To nie trabant, moskwicz czy syrenka – kiedy od razu widzisz, ¿e nie dzia³a... Dzi¶ nie zd±¿ysz znudziæ siê jedn± rzecz±, a ju¿ dostajesz nastêpn±. Byæ mo¿e dopiero po wielu latach odkryjesz, ¿e choæby¶ mia³ piêæ rolls-royce’ów, to pustka i samotno¶æ ogarnie ciê w koñcu taka sama jak w komunizmie, kiedy mia³e¶ tylko syrenkê.
a jednak religia
Religia przesuwa ciê ze sfery ¶mierci i rozpadu w sferê, gdzie to wszystko zostaje uniewa¿nione, "zado¶æ uczynione" i wpisane w niewyobra¿aln± wrêcz historiê przemieniaj±c± ca³y ¶wiat. Cz³owiek "przebudzony" ma ochotê krzyczeæ do innych: "Obud¼cie siê, przysz³o do was Królestwo Bo¿e! Cieszcie siê i radujcie, bo zostali¶cie zbawieni! Nie lêkajcie siê, otwórzcie drzwi Chrystusowi! Wszystko bêdzie dobrze!". Ty my¶la³e¶, ¿e bêdzie ¼le, a jest najlepiej jak mog³o byæ. Masz ochotê krzyczeæ, bo to wreszcie "zobaczy³e¶", ale nie tylko "zobaczy³e¶". To nie jest wy³±cznie proces poznawczy, to ca³o¶ciowe do¶wiadczenie, rozgrywaj±ce siê zarówno na poziomie umys³u, jak i uczuæ, woli, osobowo¶ci. Wtedy dopiero ma moc transformuj±c± cz³owieka. W chrze¶cijañstwie mówi siê o ¶mierci starego cz³owieka i narodzinach nowego. Je¶li spojrzysz na siebie w sposób religijny, w kontek¶cie historii o Chrystusie, mo¿esz narodziæ siê na nowo, a rodz±c siê, zaledwie przeczuwasz, ¿e z tego ziarna zasianego w tobie wyro¶nie kiedy¶ co¶ wiêkszego i silniejszego od ciebie. Twoje ¿ycie bêdzie jak gdyby Jego ¿yciem, bêdzie mia³o podobny sens, a wiêc bêdzie ¿yciem Boga. Trudno to do koñca nazwaæ, bo poruszmy siê w sferze, w której s³owa nie wyra¿aj± tego, co najwa¿niejsze.
Wszystkie dojrza³e religie próbuj± prowadziæ cz³owieka w tym kierunku.
BART£OMIEJ DOBROCZYÑSKI
________________________________
* "Budda wzglêdem istot zachowuje siê jak lekarz wzglêdem chorych; on wie, ¿e choroba sama w sobie jest abstrakcj± i ¿e chorzy istniej± tylko w ramach tej¿e choroby. Prawda, która dla kogo¶ jest ocaleniem, dla kogo¶ innego oznacza zgubê, tak jak ¼le u¿yta formu³ka zaklinaczy wê¿ów zabija tego, kto siê ni± pos³u¿y. Wiedza sama przez siê jest bezu¿yteczna, je¶li nie zostanie m±drze u¿yta drog± bezpo¶redniego stosunku miêdzy nauczycielem a uczniem. Musi tedy ustaliæ siê miêdzy nimi ca³kowite zestrojenie duchowe, nie za¶ ch³odna relacja intelektualna ³±cz±ca mistrza z uczniem. Ma to byæ pulsuj±cy pr±d ¿ycia, a nie ogólnikowe przekazywanie my¶li i abstrakcyjnych pojêæ; ³±czyæ ich powinien intymny, witalny zwi±zek na podobieñstwo przep³ywaj±cej krwi, która odnawia ducha neofity. Taki stosunek mistycy okre¶laj± mianem zwi±zku krowy z cielêciem" (Giuseppe Tucci, Mandala, Kraków: Znak, 2002, s. 90).
Artyku³ pochodzi z numeru czasopisma "List": 2006/1 Czy religia uzdrawia? Na stronie www.list.media.pl mo¿na zamówiæ aktualny numer. 







































Odno¶niki