Dom z ko³em fortuny
22 marzec 2007 | Doda³: Admin - Malach | Ods³on 701
Nadu¿ywaj±cy alkoholu i nienawidz±cy siê rodzice, bójki, krzyki... A do tego nieustaj±cy strach dziecka zastanawiaj±cego siê, co wydarzy siê za piêæ minut albo czy kolejna noc bêdzie przespana, czy te¿ znowu przyjedzie policja i zabierze pijanego ojca.W tym domu Monika i jej m³odszy brat mogli liczyæ tylko na babciê, która z konieczno¶ci zast±pi³a zawsze pijanych rodziców. Babcia gwarantowa³a namiastkê normalno¶ci, dba³a o tak bardzo potrzebne w dzieciñstwie rodzinne ciep³o i stara³a siê zag³uszaæ swoj± mi³o¶ci± nieustannie m±c±cy spokój d¼wiêk t³uczonego szk³a... Niestety, przyszed³ kryzys, z którym babcia Moniki nie mog³a sobie poradziæ, i przed którym nie by³a w stanie uchroniæ swoje ukochane wnuki.
Sze¶æ lat pó¼niej
Po sze¶ciu latach Monika opowiada mi swoj± historiê. Po trudnych prze¿yciach z dzieciñstwa zosta³y bolesne wspomnienia, których nie da siê wymazaæ i o których nie³atwo mówiæ.
- Tata i jego brat przyszli wieczorem do domu kompletnie pijani. By³a wielka awantura. Nad ranem wszystko przycich³o. Wsta³am jak zawsze o siódmej i posz³am do pokoju babci po klucze do domu. Zapuka³am i nic. Wesz³am do ¶rodka i... zobaczy³am, ¿e babcia wisi... Pope³ni³a samobójstwo.
Monika nie wie dlaczego babcia to zrobi³a. Kocha j± do dzi¶, gdy tylko mo¿e odwiedza j± na cmentarzu... W tym miejscu nie mo¿e ju¿ d³u¿ej t³umiæ emocji - zaczyna p³akaæ. Ale szybko zbiera siê w sobie i koñczy ten trudny powrót do najgorszego okresu w ¿yciu. - Po ¶mierci babci trafi³am z bratem na Mariack±. Jeste¶my tu ju¿ ponad sze¶æ lat.
Ja goszczê dopiero godzinê w o¶rodku prowadzonym przez siostry szarytki, ale zd±¿y³em ju¿ poczuæ atmosferê prawdziwego domu. To miejsce jest trochê na uboczu, z dala od centrum Poznania. Gdy znalaz³em siê na ulicy Mariackiej, od razu zobaczy³em wielki, jasny budynek, bardziej przypominaj±cy szko³ê albo urz±d ni¿ pe³en ciep³a dom. Jak siê okazuje, pierwsze wra¿enie nie zawsze jest s³uszne.
- Jak trafi³am do o¶rodka? Buntowa³am siê. Nie s³ucha³am sióstr... Ci±gle robi³am im na z³o¶æ, zadaj±c sobie pytanie, dlaczego mnie to wszystko spotka³o i czego te siostry chc±, dlaczego tyle wymagaj±... Po jakim¶ czasie zrozumia³em jednak, ¿e chc± naszego dobra.
- Tata i jego brat przyszli wieczorem do domu kompletnie pijani. By³a wielka awantura. Nad ranem wszystko przycich³o. Wsta³am jak zawsze o siódmej i posz³am do pokoju babci po klucze do domu. Zapuka³am i nic. Wesz³am do ¶rodka i... zobaczy³am, ¿e babcia wisi... Pope³ni³a samobójstwo.
Monika nie wie dlaczego babcia to zrobi³a. Kocha j± do dzi¶, gdy tylko mo¿e odwiedza j± na cmentarzu... W tym miejscu nie mo¿e ju¿ d³u¿ej t³umiæ emocji - zaczyna p³akaæ. Ale szybko zbiera siê w sobie i koñczy ten trudny powrót do najgorszego okresu w ¿yciu. - Po ¶mierci babci trafi³am z bratem na Mariack±. Jeste¶my tu ju¿ ponad sze¶æ lat.
Ja goszczê dopiero godzinê w o¶rodku prowadzonym przez siostry szarytki, ale zd±¿y³em ju¿ poczuæ atmosferê prawdziwego domu. To miejsce jest trochê na uboczu, z dala od centrum Poznania. Gdy znalaz³em siê na ulicy Mariackiej, od razu zobaczy³em wielki, jasny budynek, bardziej przypominaj±cy szko³ê albo urz±d ni¿ pe³en ciep³a dom. Jak siê okazuje, pierwsze wra¿enie nie zawsze jest s³uszne.
- Jak trafi³am do o¶rodka? Buntowa³am siê. Nie s³ucha³am sióstr... Ci±gle robi³am im na z³o¶æ, zadaj±c sobie pytanie, dlaczego mnie to wszystko spotka³o i czego te siostry chc±, dlaczego tyle wymagaj±... Po jakim¶ czasie zrozumia³em jednak, ¿e chc± naszego dobra.
Ko³o fortuny
O¶rodek szkolno-wychowawczy - ju¿ sama nazwa sugeruje co¶ szalenie oficjalnego. Nasze wra¿enie mo¿e wzmocniæ to, ¿e o¶rodek ma swój regulamin. Swego czasu przygotowywa³em audycjê o rodzinnym domu dziecka, w którym ojciec rodziny jest oficjalnie dyrektorem, bo tak± funkcjê dali mu urzêdnicy - na szczê¶cie ¿ycie nie jest a¿ tak formalne, bo ¿adne z dzieci nie mówi do niego per ‘panie dyrektorze’, ale ‘tato’. Podobna zasada ma zastosowanie tutaj. O¶rodek szkolno-wychowawczy zastêpuje dom, siostrê prze³o¿on±-matka, a regulamin-ko³o fortuny. - Je¶li kto¶ co¶ przeskrobie - opowiada Monika - to krêci ko³em i poprzez losowanie sam wybiera sobie karê... Zakaz gry w pi³kê, sprz±tanie ³azienki itd.

Ko³o fortuny wisi na ¶cianie gabinetu jednej z sióstr, a losowanie kary jest bardziej zabaw± ni¿ kar± sam± w sobie - choæ ta zabawa ma wymiar wychowawczy. Dzieci z domu (bo nie mam zamiaru nazywaæ go wiêcej o¶rodkiem), choæ czasem co¶ przeskrobi±, co jest dla m³odych ludzi charakterystyczne i zrozumia³e, raczej nie stwarzaj± wiêkszych problemów. S± podzielone na grupy, razem sprz±taj± i przygotowuj± posi³ki, a gdy pojawia siê problem, rozwi±zuj± go wspólnie z siostr± wychowawczyni±.
- Muszê wspomnieæ o siostrze Ma³gorzacie, do której mówiê „mamo”. Miêdzy nami s± takie fajne, zdrowe relacje, relacje, których w dzieciñstwie mi bardzo brakowa³o.
W domu sióstr
Dzieci, które tu trafi³y, pochodz± z bardzo trudnych rodzin. U sióstr mieszkaj±, ucz± siê, wykonuj± codzienne obowi±zki takie jak sprz±tanie czy opieka nad m³odszymi kolegami. Spêdzaj± razem czas, wyje¿d¿aj± na zawody sportowe, przygotowuj± przedstawienia. Ich ¿ycie toczy siê zupe³nie innym, spokojniejszym rytmem. Niektóre nie pamiêtaj± rodziców albo nie chc± pamiêtaæ, dusz±c w sobie wspomnienia. Wiêkszo¶æ dzieci ma jednak kontakt z rodzicami - Monika je¼dzi do ojca w weekendy i na wakacje, kontakt z matk± ogranicza siê jednak do sporadycznych spotkañ, w czasie których nastêpuje sekwencja krótkich pytañ i odpowiedzi, charakterystycznych dla rozmówców, którzy nie maj± sobie niestety zbyt wiele do powiedzenia.
Siedzimy z Monik± w obszernym pomieszczeniu na pierwszym piêtrze, w którym jest doskona³a akustyka, co jako radiowca bardzo mnie cieszy. W pewnym momencie wchodzi jedna z sióstr z ciastem i kaw±. Kto mia³ szczê¶cie kiedy¶ go¶ciæ na Mariackiej, ten na pewno pamiêta smak tego ciasta i wieczny zapach pierników, unosz±cy siê w ca³ym budynku. Siostra nie domknê³a drzwi – w w±skiej szparze natychmiast pojawia siê kilka par oczu, zaciekawionych moj± skromn± osob±. Siostra, która przynios³a kawê, wychodzi na korytarz i ¶ci±ga jak magnes chichocz±ce dzieciaki, które wymieniaj± uwagi na mój temat, omawiaj±ce, z tego co s³yszê, mój mikrofon, ozdobiony postrzêpion± g±bk±.
Dzi¶: Mariacka, a co dalej?
- Siostry pomog³y mi wyj¶æ na prost±... Teraz robiê roczn± szko³ê policealn± jako instruktor terapii uzale¿nieñ, a pó¼niej chcia³abym pracowaæ w policji.
- Dlaczego?
- ¯eby pomagaæ dzieciom. Mi policja bardzo pomog³a. Kiedy mieszka³am z rodzicami, prawie ka¿dego dnia musia³am dzwoniæ na policjê. Pó¼niej mia³am nawet numer do konkretnego policjanta. Wystarczy³o, ¿e powiedzia³am „mówi Monika”, a oni zaraz przyje¿d¿ali. Nie wiem, mo¿e chcê pracowaæ w policji, ¿eby jako¶ odwdziêczyæ siê za to, co oni kiedy¶ dla mnie zrobili.
- Dlaczego?
- ¯eby pomagaæ dzieciom. Mi policja bardzo pomog³a. Kiedy mieszka³am z rodzicami, prawie ka¿dego dnia musia³am dzwoniæ na policjê. Pó¼niej mia³am nawet numer do konkretnego policjanta. Wystarczy³o, ¿e powiedzia³am „mówi Monika”, a oni zaraz przyje¿d¿ali. Nie wiem, mo¿e chcê pracowaæ w policji, ¿eby jako¶ odwdziêczyæ siê za to, co oni kiedy¶ dla mnie zrobili.
Dwudziestoletnia Monika ma baga¿ do¶wiadczeñ, który dla niejednego z nas okaza³by siê trudny, czy wrêcz niemo¿liwy do ud¼wigniêcia. Choæ mam wra¿enie, ¿e w tym domu wszystko jest ³atwiejsze. Siostry szarytki pomog³y ju¿ wielu m³odym ludziom po przej¶ciach. Ich zadaniem jest zaszczepiæ w dzieciach przekonanie, ¿e mimo ca³ego z³a i niesprawiedliwo¶ci tego ¶wiata Bóg jest zawsze z nimi, gdziekolwiek siê znajd± i cokolwiek bêd± w ¿yciu robiæ.
Z t± ¶wiadomo¶ci± ³atwiej jest zacz±æ ¿ycie od nowa, tak jak jeden z wychowanków, trzydziestojednoletni Rafa³. Siostra, która poczêstowa³a mnie kaw± i doskona³ym sernikiem, pokaza³a z dumê jego ¶lubne zdjêcie. Jego dzieciñstwo polega³o na walce o prze¿ycie w wal±cej siê altance z powybijanymi szybami. Wiecznie pijani rodzice nie byli w stanie wy¿ywiæ dzieci, dlatego on, jako najstarszy z rodzeñstwa, krad³ jedzenie dla siebie i braci. Krad³, ¿eby prze¿yæ. Pó¼niej trafi³ do domu sióstr, gdzie spêdzi³ jedena¶cie lat i gdzie mia³ warunki, ¿eby skoñczyæ szko³ê i zdobyæ zawód. Przed tygodniem dzwoni³ do sióstr, ¿eby pochwaliæ siê nowo narodzonym synkiem. Jego dziecko bêdzie wychowywaæ siê ju¿ w normalnej rodzinie, bo Rafa³ wyszed³ dziêki siostrom na ludzi.
To mój dom…
- Co ma byæ, to bêdzie - mówi, ¿egnaj±c siê ze mn± Monika - Musimy tylko bardzo uwa¿aæ, ¿eby siê nie stoczyæ jak nasi rodzice. Je¶li to nam siê uda, to bêdzie dobrze.
Jedna z sióstr odprowadza mnie do wyj¶cia. Ulic± Mariack± sunie powoli czarny mercedes, który parkuje przed g³ównym wej¶ciem. Mój reporterski rower wygl±da blado przy poje¼dzie kolejnych go¶ci.
- Jaka¶ oficjalna wizyta? - pytam siostrê, która te¿ jest zdziwiona przybyciem limuzyny, z której wychodzi elegancki pan w czarnych okularach. Zdejmuje je i przebiega oczami po oknach, szukaj±c tego jednego, z którego ogl±da³ ¶wiat trzydzie¶ci lat temu jako ch³opiec daremnie wypatruj±cy rodziców. Z mercedesa wychodzi równie elegancka kobieta, która okazuje siê córk± milionera.
- To tu, tato?
Ojciec u¶miecha siê przez ³zy wzruszenia.
- Tak. To mój dom...
Jedna z sióstr odprowadza mnie do wyj¶cia. Ulic± Mariack± sunie powoli czarny mercedes, który parkuje przed g³ównym wej¶ciem. Mój reporterski rower wygl±da blado przy poje¼dzie kolejnych go¶ci.
- Jaka¶ oficjalna wizyta? - pytam siostrê, która te¿ jest zdziwiona przybyciem limuzyny, z której wychodzi elegancki pan w czarnych okularach. Zdejmuje je i przebiega oczami po oknach, szukaj±c tego jednego, z którego ogl±da³ ¶wiat trzydzie¶ci lat temu jako ch³opiec daremnie wypatruj±cy rodziców. Z mercedesa wychodzi równie elegancka kobieta, która okazuje siê córk± milionera.
- To tu, tato?
Ojciec u¶miecha siê przez ³zy wzruszenia.
- Tak. To mój dom...
Jacek Butlewski
Przewodnik Katolicki nr 12 2007 r.









































Odno¶niki