Gdzie jest nowo narodzony król ¿ydowski? Pytanie trzech
nieznanych przybyszów ze Wschodu wstrz±snê³o nie tylko Herodem. Zadr¿eli
dworzanie i urzêdnicy, kap³ani i przywódcy narodu. Doznali wstrz±su i to nie
tyle z powodu zaskoczenia, ile strachu. Co uczyni w³adca Judei na wie¶æ o
pretendencie do tronu? Kto siê ostoi wobec gniewu potwora, który chodzi nocami
po korytarzach pa³acu i wyje jak dziki zwierz, wo³aj±c poduszonych synów i
brata, którego z ob³êdnej mi³o¶ci kaza³ otruæ.
Kto uniknie zemsty tego, który pisa³ do cesarza Augusta: Zabijam, poniewa¿ mog± przestaæ mnie kochaæ! A ja chcê, ¿eby mnie kochali! Imperator Rzymu uwa¿a³ go za szaleñca. Kaza³ wiêc Cyrynowi, legatowi Syrii, wnikaæ we wszystkie sprawy Judei. Herod opanowa³ siê wobec dostojnych go¶ci ze Wschodu, królów czy kap³anów. Mo¿e nie wiedzia³, jak wielka jest ich w³adza, jakie uk³ady mog± ich ³±czyæ z wszechw³adnym Rzymem? A mo¿e odezwa³ siê w nim zrêczny polityk, dla którego liczy³a siê tylko skuteczno¶æ w osi±gniêciu celu. Grzecznie wyprawi³ wiêc Mêdrców do Betlejem i uprzejmie prosi³, by powiadomili go o miejscu pobytu królewskiego Dziecka, aby i on sam móg³ oddaæ Mu nale¿ny pok³on.
Czy ju¿ wtedy w umy¶le Heroda zalêg³a siê zbrodnia wymierzona przeciwko bezbronnym? Na pewno tak, choæ nie na tak± skalê. Dopiero gdy go Mêdrcy zawiedli, gdy „inn± drog± wrócili do swej ojczyzny”, wpad³ w gniew. Liczy³ siê ju¿ tylko cel. W Betlejem i okolicy rozleg³ siê krzyk mordowanych i jêk matek op³akuj±cych synów.
Czy by³a to pierwsza zbrodnia pope³niona na bezbronnych dzieciach? Z pewno¶ci± nie. Mo¿e tylko pierwsza opisana przez kronikarzy. Mo¿e pierwsza, ale nie ostatnia.
* * *
Nazywa³a siê Stanis³awa Leszczyñska i pochodzi³a z £odzi. W roku 1922 ukoñczy³a Pañstwow± Szko³ê Po³o¿nicz± w Warszawie i rozpoczê³a pracê po³o¿nej - w s³u¿bie matce i dziecku. Lubi³a swój zawód, poniewa¿ bardzo kocha³a ma³e dzieci. Trudny by³ teren jej dzia³alno¶ci w przedwojennej £odzi. Zamieszkiwa³a go biedota, wiêc biegn±c do porodu, d¼wiga³a w torbie nie tylko lekarstwa i opatrunki, lecz tak¿e co¶ s³odkiego, by umiliæ smutne i twarde ¿ycie dzieci, oczekuj±cych na powrót matek z fabryk.
Zawsze u¶miecha³a siê na wspomnienie dziecka, któremu pomog³a przyj¶æ na ¶wiat. Dziecko by³o dla niej najwiêkszym cudem, a sam akt rodzenia najwspanialszym biologicznym uniesieniem natury. To by³a poezja jej ¿ycia, bo je¶li podstaw± poezji - jak twierdzi Robert Graves - jest mi³o¶æ, to Stanis³awa Leszczyñska by³a poetk±.
20 lutego 1943 roku Stanis³awa Leszczyñska wraz z córk± Sylwi± zosta³a aresztowana przez Gestapo. Dwaj jej synowie - Stanis³aw i Henryk - przebywali ju¿ w obozie koncentracyjnym Mauthaussen-Gusen. M±¿ zgin±³ po¼niej w czasie Powstania Warszwskiego trafiony w brzuch od³amkiem pocisku. Dwa miesi±ce od momentu aresztowania, dnia 17 kwietnia 1943, Stanis³awa Leszczyñska razem z córk± zosta³a przewieziona do obozu koncentracyjnego w O¶wiêcimiu-Brzezince, gdzie oznaczono j± numerem obozowym 41335.
Kiedy w bloku, gdzie przebywa³y chore wiê¼niarki, zachorowa³a ciê¿ko zawodowa po³o¿na, Schwester Klara, Niemka zabijaj±ca rodz±ce siê tam dzieci, pani Stanis³awa zast±pi³a drogê obozowemu lekarzowi, prosz±c o powierzenie jej funkcji po³o¿nej. Zaryzykowa³a ¿ycie, gdy¿ taki gest odwagi móg³ siê skoñczyæ tragicznie. Chyba tylko zaskoczeniu SS-mana nale¿y przypisaæ jego decyzjê pozostawienia pani Leszczyñskiej w tak zwanym rewirze, czyli „izbie chorych”.
W kilka dni pó¼niej stanê³a przed obliczem os³awionego doktora Mengele, który poleci³ jej, by wszystkie dzieci natychmiast po urodzniu zabija³a, tak jak czyni³a to poprzednia po³o¿na Schwester Klara i jej pomocnica, niemiecka prostytutka Schwester Pfani. Topi³y one nowo narodzone dzieci w beczce. Po ka¿dym porodzie, z pokoju tych kobiet dochodzi³ do uszu matek g³o¶ny bulgot i plusk wody. Wkrótce potem matka mog³a ujrzeæ cia³o swego dziecka wyrzucone przed blok i szarpane przez szczury. Doktor Mengele ostrzeg³ pani± Stanis³awê, ¿e za niewykonanie rozkazu czeka j± ¶mieræ.
Stanis³awa Leszczyñska gotowa by³a jednak umrzeæ w obronie ¿ycia dziecka. - Nie, nigdy. Nie wolno zabijaæ dzieci! - odpowiedzia³a po niemiecku. Do dr¿±cych z niepokoju matek mówi³a: Nigdy nie wykonam ich rozkazu, dla maleñkich niewini±tek nie bêdê Herodem, nigdy!
I uda³o siê. Nikt nie doniós³ Niemcom. Ponad trzy tysi±ce razy krzyk nowo narodzonego dziecka obwieszcza³ ¶wiatu, ¿e pani Stanis³awa Leszczyñska nie wykona³a rozkazu.
* * *
Porody odbywa³y siê na niskim murku ogrzewczym, przewa¿nie zimnym. Roz³o¿ony by³ na nim koc, ruszaj±cy siê od wszy. Przed rozpoczêciem porodu Mama Leszczyñska, jak j± nazywa³y wiê¼niarki, klêka³a przy murku, kry³a twarz w d³oniach i modli³a siê: Matko Bo¿a, za³ó¿ choæ jeden pantofelek i przyb±d¼ szybko z pomoc±.
W epoce „dymi±cych pieców”, w dobie zaprzeczenia cz³owieczeñstwa, w miejscu, gdzie nikt nie dba³ o ¿ycie, zwyk³a po³o¿na modli³a siê, by poród siê uda³. I wszystko graniczy³o z cudem. Przy braku ¶rodków opatrunkowych i narzêdzi chirurgicznych, przy braku wody nawet, w antyseptycznych warunkach - nie by³o zaka¿eñ po³ogowych.
Mama Leszczyñska codziennie rzuca³a na szalê w³asne ¿ycie. Codziennie musia³a wybieraæ i wybiera³a. Wybiera³a ¿ycie dziecka, obcego dziecka. Czy dzi¶ uda³o by jej siê zrozumieæ kobiety maszeruj±ce ulicami miast amerykañskich, w³oskich, polskich, irlandzkich i domagaj±cych siê prawa do decydowania o ¿yciu dziecka, ich dziecka? A có¿ powiedzieæ o lekarzach, wiê¼niach O¶wiêcimia-Brzezinki, którzy walczyli o ¿ycie stracone i za to stracone ¿ycie oddawali w³asne?
W nocy z 5. na 6. grudnia 1943 roku urodzi³ siê kolejny maleñki wiêzieñ. Mama Leszczyñska poda³a go osiemnastoletniej wiê¼niarce, Marii Oyrzyñskiej - nr 40275, mówi±c: A teraz najwa¿niejsze - ochrzcimy dziecko. Dziecko musi byæ natychmiast ochrzczone. Pamiêtaj, ¿e nikt inny tylko my jeste¶my za to odpowiedzialne. Dzieci nie mog± umieraæ bez chrztu ¶wiêtego. To by³ pierwszy chrze¶niak m³odziutkiej Marii. Po³o¿na unios³a nad g³ow± dziecka kubek z wod±: Adamie, ja ciebie chrzczê w imiê Ojca i Syna i Ducha ¦wiêtego.
Jak na warunki obozowe Ada¶ ¿y³ d³ugo - ca³e trzy tygodnie. Czy warto by³o siê nara¿aæ? Czy warto by³o nara¿aæ siê dla rodz±cych ¯ydówek, wobec których obowi±zywa³y surowsze zarz±dzenia? ¯ydowskim dzieciom nie wolno by³o nawet obcinaæ pêpowiny, mia³y razem z ³o¿yskiem byæ wyrzucane do kub³a na ¶mieci. Czy warto by³o rzucaæ na szalê w³asne ¿ycie? Czy warto by³o, skoro z trzech tysiêcy odebranych przez Mamê Leszczyñsk± porodów prze¿y³o trzydzie¶cioro dzieci? Kilkaset wywieziono do Nak³a w celu zniemczenia, 1500 zosta³o utopionych przez Klarê i Pfani, a tysi±c zmar³o z zimna i g³odu.
Je¶li w mojej Ojczy¼nie - pisa³a Stanis³awa Leszczyñska w s³ynnym raporcie po³o¿nej - mia³yby dojrzewaæ tendencje skierowane przeciwko ¿yciu, to wierzê w g³os wszystkich po³o¿nych, wszystkich uczciwych matek i ojców w obronie ¿ycia i praw dziecka.
Miar± wielko¶ci cz³owieka s± akty odwagi i po¶wiêcenia podejmowane w obliczu stawki najwy¿szej. Los Stanis³awy Leszczyñskiej wype³ni³ siê w losie poni¿onych, upodlonych, bezradnych i bezsilnych. W ¶wiecie, w którym zlikwidowano moralny system warto¶ci zachowa³a ona wiarê w sens walki, w zwyciêstwo dobra i ¿ycia. Zachowa³a j± nie tylko za siebie, lecz tak¿e za tych, którym jej zabrak³o, którzy chcieli prze¿yæ za ka¿d± cenê. „Mama” nosi³a w sobie ogrom mi³o¶ci i mi³osierdzia. Kocha³a dzieci i kocha³a ¿ycie. Sta³a siê matk± bezbronnych, aby zwyciê¿y³ Cz³owiek i to, co w nim najlepsze. W swej beznadziejnej walce nie by³a samotna, bo nawet w obliczu ¶mierci nie jest samotny ten, kto tak mocno zwi±zany jest z innymi.
Bez s³owa skargi odbywa³a sw± ostatni± ludzk± drogê ku drugiemu brzegowi ¿ycia. Umiera³a na raka i bardzo cierpia³a. Umiera³a ¶mierci± g³odow± i znosi³a to godnie i odwa¿nie - tak, jak ¿y³a.
Widzia³em j± tylko raz. W roku 1970 mia³em szczê¶cie uczestniczyæ w uroczystym koncercie ku czci Mamy Leszczyñskiej w ³ódzkim Teatrze Wielkim. Spotka³a siê wtedy z t± trzydziestk± pozosta³ych przy ¿yciu dzieci, jej o¶wiêcimskich dzieci. A 11 marca 1974 roku, po drugiej stronie granicy, któr± przekraczamy w lêku przed nieznanym, mo¿e powita³a j± ta reszta, która z pewno¶ci± dobrze zapamiêta³a jej u¶miech i serdeczne ciep³o r±k.
Pozwolê sobie na zakoñczenie zacytowaæ s³owa ³ódzkiego lekarza, doktora Bronis³awa Leszczyñskiego, syna pani Stanis³awy, z jego wspomnieñ o matce:
Boga nikt nie widzia³, ale pie¶ni± ¿yw±, mówi±c± o Jego mi³o¶ci do nas jest matka. Nie tylko moja matka, ale ka¿da, która jest Jego s³u¿ebnic±, bez wzglêdu na to, czy s³u¿y Mu w cichym domu, czy w piekle O¶wiêcimia. W s³u¿bie bowiem Bogu nie mo¿na zdradziæ mi³o¶ci ku cz³owiekowi, która jest jedynym czynnikiem, bior±cym ¿ycie w obronê. Udowodni³a to swoim ¿yciem Stanis³awa Leszczyñska, matka nasza i o¶wiêcimskich wiê¼niarek, która mimo cierpieñ ponad ludzk± wytrzyma³o¶æ oraz ci±g³ego zagro¿enia ¶mierci± za ratowanie innym ¿ycia - zachowa³a postawê s³u¿ebnicy swego Boga.
A. Orsini