
Czas wypisu ze szpitala dla chorego i jego rodziny jest jak wyrok. Wtedy wkraczaj± oni - ksi±dz, wolontariusze i pielêgniarki z poznañskiego Hospicjum Domowego ¶w. Jana Kantego. Od tego momentu s± do dyspozycji umieraj±cego o ka¿dej porze dnia i nocy, do ostatnich dni, "ucz±c ¶mierci" nie tylko konaj±cych, ich rodziny, ale i siebie samych...
My¶l o powo³aniu hospicjum zrodzi³a siê w poznañskim szpitalu przy ul. Przybyszewskiego 22 lata temu. - S³u¿ba zdrowia by³a atakowana za to, ¿e "bez p³acenia" niczego nie mo¿na dostaæ. My postanowili¶my zrobiæ co¶ innego – wspomina Jolanta Ruszkowska, za³o¿ycielka hospicjum. Wraz z kilkorgiem osób zwróci³a siê ze swoim pomys³em do ks. Ryszarda Miko³ajczaka, który wtedy zajmowa³ siê niepe³nosprawnymi. Kap³an pomys³ podchwyci³ i zgodzi³ siê poprowadziæ dzie³o. – To zaczyna³o siê w tym budynku, piêtro ni¿ej - mówi. Dlaczego Jan Kanty? Bo to jest przed³u¿enie jego dzia³alno¶ci sprzed wieków. - Dziêki niemu wiemy co robiæ, nie musimy szukaæ jakich¶ nowych programów - przekonuje ks. Ryszard.
A pos³uga hospicjum nie jest lekka. Oko³o czterdziestu wolontariuszy medycznych (lekarze i pielêgniarki) i niemedycznych, a tak¿e ksi±dz zajmuj± siê osobami z chorob± nowotworow±, której nie mo¿na ju¿ leczyæ. Bezinteresownie nios± im pomoc, zjawiaj± siê w ich domach na ka¿d± pro¶bê. Po co? - Ciê¿ko chory nie mo¿e zostaæ w domu sam. A przecie¿ rodzina musi i¶æ do pracy, dzieci do szko³y. Ponadto nawet ¶rednio zamo¿nych po prostu nie staæ, by op³acaæ opiekê w ci±gu dnia - wyja¶nia siostra Irena, wolontariuszka. Czêsto te¿ rodzina nie chce oddaæ chorego po raz kolejny do szpitala, bo jak mówi wolontariuszka Urszula, "chce mieæ go w tych ostatnich chwilach przy sobie".
Zaczyna siê od wypisu
Opieka hospicyjna to nie tylko "pos³ugiwanie z podsuwaczem", ale te¿, a mo¿e przede wszystkim, bycie z cierpi±cym, które zaczyna siê na krótko przed wypisem ze szpitala. - Wtedy chorzy s± ju¿ ¶wiadomi swego stanu i wiedz± o tym, ¿e za chwilê bêdzie bardzo konkretny k³opot dla nieprzygotowanej na tê sytuacjê rodziny - mówi ks. Miko³ajczak. - Ca³y ten moment zawstydzenia, trudno¶ci, niestwarzania sob± problemów najbli¿szym jest bardzo wielkim cierpieniem tego cz³owieka - czuje siê jak zastraszony królik. Wtedy wraz z zespo³em dy¿urnym wkraczamy my - dodaje. Ta sytuacja daje choremu i jego rodzinie pewno¶æ, ¿e nie jest wstydem, kiedy prosz± o pomoc nastêpnego dnia. - Oni zasmakowali bardzo wa¿nego "bycia" w godzinie ich potrzeby, chc± "bycia" kontynuowanego, które jednoczy - zauwa¿a ks. Ryszard.
To "bycie" przynosi wymierne korzy¶ci umieraj±cym. Czerpi± z niego rado¶æ i si³ê, które - jak mówi wolontariuszka Basia - promieniuj± z chorego, mimo jego cierpienia. - Do¶wiadczy³am tego, opiekuj±c siê dwoma osobami, a mia³am jak na razie trzech podopiecznych, czyli sprawdza siê to w 66 proc. - przyznaje ze ¶miechem.
Katharsis dla rodziny
Korzy¶ci czerpie równie¿ rodzina. - Ta niesamowita dobroæ, ciep³o i mi³o¶æ ludzi, którzy przychodz±, jest bardzo potrzebna nie tylko choremu, ale i nam, którzy cierpimy razem z umieraj±cym – mówi Barbara, ¿ona niedawno zmar³ego. - Dziêki Hospicjum ¶w. Jana Kantego m±¿ umiera³ w spokoju, a ja wraz z córkami w obliczu ca³ej tej tragedii nie by³am sama - dodaje ze wzruszeniem.
Jak pos³uga hospicyjna zespala rodzinê, pokazuje historia Ady - wolontariuszki z 12-letnim sta¿em. - Od wczoraj jestem pod wp³ywem pani Zofii, która odesz³a w nocy. Od ponad 40 lat mieszka³a z niepe³nosprawn± córk±. Choæ od pocz±tku choroby nowotworowej nale¿a³o pój¶æ do stacjonarnego hospicjum, córka nie wyobra¿a³a sobie oddaæ tam mamy i postanowi³a zorganizowaæ pomoc w domu. Zdecydowa³a siê na Hospicjum ¶w. Jana Kantego. Pos³uguj±c wraz z m³odymi pielêgniarkami, Patrycj± i Kasi±, widzia³am jak w tych ostatnich dniach scala³a siê przy jej ³ó¿ku rodzina; przyjecha³a siostra pani Zofii, wnuk - adoptowany syn niepe³nosprawnej córki. Wszyscy wspólnie w tym czasie bardzo siê zjednoczyli¶my - wspomina z przejêciem.
"Z³ota kura" Ko¶cio³a
Ta historia, jak wiele innych, jest te¿ dowodem na to, ¿e umieranie i "bycie" nie pozostaje bez wp³ywu na samych wolontariuszy. - Chory potrafi bardzo wiele nas nauczyæ. Pe³ni³am pos³ugê, przez któr± chora kobieta nauczy³a mnie w niesamowity sposób cierpliwo¶ci, pokory i pog³êbienia swojej wiary - wspomina wolontariuszka Ma³gorzata. A to ostatnie nie jest bez znaczenia nie tylko dla samych wolontariuszy, u których czêsto "do¶wiadczenie umierania", jak mówi ks. Miko³ajczak, "prostuje ich ¿ycie", ale tak¿e dla rodzin umieraj±cych, którzy widz±c troskê wolontariuszy, po latach nawracaj± siê. - Od strony duszpasterskiej hospicjum jest tak± "z³ot± kur±"”. Regulowanie zwi±zków niesakramentalnych, spowiedzi po latach, chrzty - to wszystko zmienia siê pod wp³ywem bycia z ojcem, matk± czy córk± w godzinie ich umierania - wyja¶nia kap³an. - Nie dzieje siê to od razu, czasem po trzech, piêciu latach, ale dla mnie to jest namiastka tego pierwszego Ko¶cio³a - dodaje.
Numerki i czekoladki
Owoce tej niezwyk³ej pos³ugi przenosz± siê te¿ czasem na kontakty z s±siadami, których wcze¶niej, gdy wszyscy byli zdrowi, nie by³o. - Ko³o mnie siedzi Piotr, s±siad pani Marii, któr± siê opiekujê - mówi wolontariuszka Basia. - Zaofiarowa³ swoj± pomoc. Dzi¶ poszed³ i... - Pomog³em nakleiæ numerki, które star³y siê na telefonie - wyja¶nia m³ody ch³opak. - To by³ prosty gest, a da³ mi masê szczê¶cia. Pani Maria te¿ by³a niesamowita. Kiedy odmówi³em jakiejkolwiek zap³aty, ona z wdziêczno¶ci wcisnê³a mi czekoladki - ¶mieje siê Piotr.
Duch "macza palce"
A czy mimo wszystko, pos³uguj±c w¶ród cierpi±cych, maj±c te¿ wiele swoich obowi±zków, swoje ¿ycie, pracê, szko³ê i codzienne problemy, s± momenty, gdy wolontariuszom najzwyczajniej w ¶wiecie nie chce siê i¶æ do umieraj±cego? - Dla mnie to zwyczajne bycie z drugim daje tyle rado¶ci, wewnêtrznego pokoju, ¿e nie istnieje przymus pój¶cia do chorego. Ja po prostu chcê tam byæ, bo wiem, ¿e on mnie potrzebuje - mówi Basia. - Tak sobie uk³adam hierarchiê wa¿no¶ci spraw w ci±gu dnia, ¿e znajdê na to czas. Wiem, ¿e jak pomogê innym, to Duch ¦wiêty pozwoli mi przezwyciê¿yæ moje problemy - dodaje. Potwierdza to Ada, weteran w¶ród wolontariuszy, mówi±c, ¿e niezale¿nie od godziny, zawsze gotowa jest "na wyj¶cie do umieraj±cego". S³uchaj±c tych s³ów nie sposób oprzeæ siê wra¿eniu, ¿e w ich niesamowitej pos³udze Duch ¦wiêty faktycznie ci±gle "macza palce".
Micha³ Bondyra
Przewodnik Katolicki nr 6 2007 r.