Kap³añskie kryzysy
20 marzec 2008 | Doda³: Admin - Malach | Ods³on 688
W Polsce od kilku dziesiêcioleci liczba powo³añ do kap³añstwa kszta³tuje siê na wysokim poziomie i nie odczuwamy braków w tym wzglêdzie. W stosunku do innych krajów naszego Kontynentu sytuacja ilo¶ciowa jest wrêcz bardzo dobra, gdy¿ w Polsce mamy a¿ 25 proc. wszystkich alumnów Europy. Ci, którzy odchodz± z kap³añstwa, stanowi± znikomy u³amek procenta. Jednak ka¿da z takich sytuacji to o jeden dramat za du¿o.Niepokój budzi natomiast jako¶æ niektórych kandydatów zg³aszaj±cych siê do domów formacyjnych. Coraz wiêcej jest w¶ród nich osób z rodzin niepe³nych i bêd±cych w kryzysie. Spora grupa kandydatów ma powa¿ne braki w wychowaniu, zw³aszcza w wymiarze intelektualnym, moralnym, duchowym i religijnym. Wielu ma te¿ problemy z solidno¶ci±, pracowito¶ci±, dyscyplin± i zaanga¿owaniem.
Powo³anie: dar i zadanie
W tej sytuacji jeszcze wa¿niejsza ni¿ dot±d staje siê solidna formacja alumnów w seminariach duchownych. Formacja ta ma podwójny cel. Dla kandydata jest to czas modlitwy, nauki i ró¿nych form zaanga¿owania duszpasterskiego po to, by weryfikowaæ, czy rzeczywi¶cie jest on powo³any do kap³añstwa i czy rzeczywi¶cie jego motywacja jest dojrza³a. Z kolei wychowawcy seminaryjni s± odpowiedzialni przed Bogiem i przed Ko¶cio³em za to, by pomagaæ kandydatowi w dorastaniu do powo³ania i by nie dopu¶ciæ do tego, aby kto¶ przyj±³ ¶wiêcenia czy z³o¿y³ ¶luby zakonne bez osi±gniêcia odpowiedniej dojrza³o¶ci.
Do ¶wiêceñ nie wystarczy sam dar powo³ania. Konieczna jest tak¿e dojrza³o¶æ, która oznacza, ¿e powo³any dorasta do tego, by my¶leæ, kochaæ i pracowaæ na wzór Chrystusa. Weryfikacja seminaryjna w obu wy¿ej wymienionych aspektach bywa z regu³y skuteczna, gdy¿ zwykle do ¶wiêceñ dochodzi nie wiêcej kandydatów ni¿ 50-60 proc. spo¶ród tych, którzy siê zg³osili. Odej¶cie z seminarium jest przejawem uczciwo¶ci, zw³aszcza gdy dokonuje siê moc± osobistej decyzji danego alumna, który przed Bogiem i lud¼mi uznaje, ¿e kap³añstwo nie jest jednak jego drog± ¿ycia lub ¿e nie dorasta jeszcze do ³aski powo³ania.
Dramat niewierno¶ci
Prawdziwy dramat ma miejsce wtedy, gdy kto¶ sprzeniewierza siê przyjêtym ju¿ ¶wiêceniom diakonatu czy kap³añstwa. Odchodz±cy przestaje byæ wierny w³asnemu powo³aniu i ³amie zobowi±zania, które podj±³ w sposób ¶wiadomy, dobrowolny i publiczny.
Odej¶cie z kap³añstwa czy ¿ycia konsekrowanego to niewierno¶æ tak wielka, ¿e mo¿e byæ porównana jedynie ze z³amaniem przysiêgi ma³¿eñskiej. Zwykle osób, które odchodz± z kap³añstwa, jest od kilku do kilkunastu w skali roku. Je¶li uwzglêdnimy fakt, ¿e w Polsce mamy oko³o trzydziestu tysiêcy kap³anów diecezjalnych i zakonnych, to ci, którzy odchodz±, stanowi± znikomy u³amek procenta. Jednak ka¿da z takich sytuacji to o jeden dramat za du¿o.
Ka¿dy, kto odchodzi z kap³añstwa czy ³amie ¶luby zakonne, szuka jakiego¶ usprawiedliwienia, jakiej¶ formy wymówki. Dzia³aj± wtedy psychiczne mechanizmy obronne. Kto nie postêpuje zgodnie z sumieniem i w³asnymi zobowi±zaniami, prze¿ywa powa¿ny niepokój i próbuje „za³agodziæ” ten niepokój jak±¶ form± alibi. Ca³kiem podobnie czyni nastolatek, który ucieka z domu, albo cz³owiek doros³y, który odchodzi od ma³¿onka, Boga i Ko¶cio³a.
Ci, którzy porzucaj± kap³añstwo czy ³ami± ¶luby zakonne, czêsto ca³± odpowiedzialno¶ci± za zaistnia³± sytuacjê obarczaj± swoich prze³o¿onych, trudne warunki ¿ycia czy zbyt du¿y - wed³ug nich - ciê¿ar obowi±zków, które mieli do wype³nienia. W rzeczywisto¶ci najwa¿niejszym powodem odej¶cia jest osobisty kryzys danej osoby, zaniedbanie modlitwy i ofiarnej mi³o¶ci, ucieczka od odpowiedzialno¶ci i od nieuniknionego przecie¿ trudu ¿ycia, brak czujno¶ci i dyscypliny, a tak¿e magiczne oczekiwanie, ¿e w ¶wieckim ¿yciu jest ³atwiej o rozwój i do¶wiadczenie rado¶ci ¿ycia. Tymczasem rozwój i rado¶æ zale¿y od tego, jak postêpujemy, a nie od tego, w jakim ¶rodowisku ¿yjemy.
Chora kultura
Odej¶cia z kap³añstwa zdarza³y siê w ka¿dej epoce, jednak w naszych czasach odej¶cia te uwarunkowane s± nie tylko s³abo¶ci± poszczególnych ludzi, ale te¿ wyj±tkowo negatywnym oddzia³ywaniem dominuj±cej kultury, któr± w jakim¶ stopniu wszyscy siê karmimy.
Jest to kultura odarta z duchowo¶ci, a w konsekwencji odarta tak¿e z wra¿liwo¶ci moralnej oraz z godnych cz³owieka idea³ów i marzeñ. Kultura, która dostrzega w cz³owieku jedynie cia³o, popêdy i emocje; usi³uje nam wmówiæ, ¿e cz³owiek jest wielki i nieomylny jak Bóg, a jednocze¶nie sugeruje, ¿e powinien zachowywaæ siê na podobieñstwo zwierz±t, ulegaj±c instynktom i popêdom.
Dominuj±ca dzi¶ kultura, zwana ponowoczesno¶ci±, promuje utopijne ideologie o istnieniu ³atwo osi±galnego szczê¶cia, a przez to zachêca do ucieczki od twardych realiów ¿ycia. A to oznacza promowanie tchórzostwa w obliczu prawdy o cz³owieku i o otaczaj±cej nas rzeczywisto¶ci. W konsekwencji cz³owiek „nowoczesny” to kto¶, kto nie jest zdolny do wiernej mi³o¶ci, i kto uwa¿a, ¿e inni ludzie nie s± takiej mi³o¶ci godni.
Kultura ta cechuje siê ponadto populizmem w pedagogice. Odwo³uje siê do mile brzmi±cych utopii o ¿yciu na luzie, kierowaniu siê w³asnymi przekonaniami, prawach bez obowi±zków i tolerowaniu - a nawet akceptowaniu! - wszystkich i wszystkiego. No, mo¿e poza Ko¶cio³em katolickim… Dochodzi nawet do tego, ¿e niektórzy rodzice, pedagodzy, psycholodzy i seksuolodzy okazuj± siê raczej demoralizatorami ni¿ odpowiedzialnymi i realistycznymi wychowawcami.
W takiej to niskiej kulturze umierania w cz³owieku tego, co w nim najpiêkniejsze i najbardziej Bo¿e, z trudem przychodzi m³odym ludziom dorastanie do ¶wiêto¶ci i wierno¶ci otrzymanemu powo³aniu.
Zgorszenie czy mobilizacja?
Kryzys cz³owieka i wychowania w kulturze ponowoczesno¶ci jest powszechny. Jednak dla ludzi dojrza³ych kryzys drugiego cz³owieka to nie powód do gorszenia siê, ale do „lepszenia” siê dziêki mobilizacji. Im wiêcej widzê wokó³ siebie ludzi bêd±cych w kryzysie – duchownych i ¶wieckich – tym bardziej mobilizujê siê do czujno¶ci i do ¶wiêto¶ci. Z³o zwyciê¿a siê bowiem jedynie dobrem!
Najbardziej boli mnie i niepokoi to, ¿e niektórzy z odchodz±cych zupe³nie nie wstydz± siê tego, ¿e okazali siê niewierni. To rzadkie, ale za to no¶ne medialnie przypadki. Tacy ludzie usi³uj± odgrywaæ nawet rolê „bohaterów”, którzy s± – w ich subiektywnych deklaracjach – „wierni sobie” i którzy wybieraj± drogê „wolno¶ci”. To zaiste cyniczna i przewrotna logika, kiedy kto¶ ³amie w³asn±, publicznie wobec Boga i Ko¶cio³a z³o¿on± przysiêgê i – zamiast zaszyæ siê gdzie¶ na przys³owiowym koñcu ¶wiata - twierdzi, ¿e w ten sposób jest wierny… samemu sobie.
Cz³owiek bêd±cy w kryzysie potrafi na³ogowo oszukiwaæ samego siebie i uwierzyæ w ka¿dy absurd, który pasuje do jego linii obrony. Dziwiê siê natomiast innym ludziom, w tym wielu dziennikarzom, którzy kompletnie bezkrytycznie powtarzaj± te absurdalne linie obrony. Nie wiem, czy to a¿ tak wielka naiwno¶æ, czy te¿ a¿ tak bardzo zaawansowany cynizm…
Wytrwaæ do koñca
Jezus zapewnia nas o tym, ¿e kto wytrwa do koñca, ten bêdzie zbawiony. ¯ycie – z winy naszej i z winy innych – przynosi nam nieraz bolesne ciê¿ary, a tak¿e do¶wiadczenie w³asnej s³abo¶ci, naiwno¶ci i grzeszno¶ci. Nie jest dobrze cz³owiekowi w samotno¶ci. Nie jest dobrze komu¶ osamotnionemu zw³aszcza wtedy, gdy prze¿ywa powa¿ny kryzys. Wiedz± o tym biskupi, wy¿si prze³o¿eni zakonni i wszyscy inni. Wiêkszo¶æ z tych osób chce i potrafi udzieliæ b³±dz±cemu kompetentnej pomocy w klimacie szacunku i przyja¼ni. Problem polega na tym, ¿e im bardziej kto¶ b³±dzi i wchodzi w kolejne fazy kryzysu, tym bardziej unika kontaktu z tymi, którzy mog± mu pomóc, chêtnie natomiast kontaktuje siê natomiast z tymi, którzy s± w podobnej sytuacji.
Ka¿dy ksi±dz czy osoba zakonna dysponuje potê¿n± pomoc±, jak± jest osobista wiê¼ z Bogiem, modlitwa i ¿ycie sakramentalne. Ka¿dy, kto prze¿ywa kryzys, mo¿e zwykle liczyæ na pomoc swoich krewnych, pocz±wszy od rodziców i rodzeñstwa. Mo¿e tak¿e liczyæ na pomoc prze³o¿onych i wspó³braci w kap³añstwie oraz wielu ¿yczliwych ludzi ¶wieckich, w tym specjalistów: psychologów i terapeutów. Pytanie tylko, czy zechce z tej pomocy skorzystaæ i czy zechce postawiæ sobie twarde wymagania, bez których pomoc z zewn±trz nie mo¿e byæ skuteczna.
Drogi pomocy
Pomoc udzielana z zewn±trz przybiera ró¿ne formy. Zwykle ksiê¿a z s±siednich parafii odwiedzaj± wspó³brata bêd±cego w kryzysie, podejmuj± z nim powa¿ne rozmowy, upominaj± go w cztery oczy. Poszczególne osoby czy grupy parafialne podejmuj± te¿ modlitwê w intencji duchownego, który jest w kryzysie. Gdy te formy pomocy okazuj± siê nieskuteczne, interweniuje dziekan, a nastêpnie biskup czy wy¿szy prze³o¿ony zakonny. Próbuj± oni mobilizowaæ b³±dz±cego do zmiany postêpowania. Czasem kieruj± na jak±¶ formê terapii czy zamkniêtych rekolekcji. W skrajnych przypadkach stosuj± sankcje administracyjne.
Niektórzy sugeruj±, by tym, którzy porzucaj± kap³añstwo, wyp³acaæ jakie¶ formy finansowej odprawy. Zupe³nie nie zgadzam siê z takim postulatem. To tak, jakby oczekiwaæ, ¿e ¿ona wyp³aci mê¿owi nagrodê finansow± za to, ¿e ³amie on swoj± przysiêgê ma³¿eñsk±, opuszczaj±c j± i dzieci. Nawi±zuj±c do s³ów Jezusa, mo¿na powiedzieæ, ¿e godny jest robotnik zap³aty swojej pod warunkiem, ¿e postêpuje w sposób godny swojego powo³ania. Ani biskup, ani kuria nie wyp³aca nagród finansowych ksiê¿om, którzy ¶wietnie wype³niaj± swoj± pracê, czy którzy obchodz± jubileusz kap³añski. Jak mo¿na zatem oczekiwaæ nagrody finansowej za to, ¿e kto¶ ³amie w³asne zobowi±zania? To by³oby demoralizuj±ce i zupe³nie niesprawiedliwe wobec tych, którzy s± wierni powo³aniu. Je¶li jaki¶ ma³¿onek okazuje siê niewierny i ³amie w³asn± przysiêgê, wtedy ponosi ró¿ne konsekwencje, w tym finansowe i prawne.
Kap³añstwo przenikniête rado¶ci±
Na szczê¶cie wiêkszo¶æ kap³anów i osób konsekrowanych ogromnie cieszy siê swoim powo³aniem i dziêkuje Bogu za ten dar. Znam wielu takich kap³anów i wiele takich sióstr zakonnych, dla których ka¿dy dzieñ to kolejny dzieñ rado¶ci i ¶wiêta w s³u¿bie mi³o¶ci Boga i bli¼niego! Z wielk± rado¶ci± obserwujê, ¿e wielu ksiê¿y tworzy parafie bêd±ce prawdziw± wspólnot± mi³o¶ci, w której zdrowi pomagaj± chorym, mocni – s³abym, m³odzi – starym, a bogaci – biednym. We wspólnotach tych pomieszczenia parafialne têtni± ¿yciem od rana do pó¼nego wieczora. Niestety o takich osobach duchownych i o takich parafiach zwykle media milcz±. Nie interesuje siê te¿ nimi opinia publiczna. Ale to w³a¶nie dziêki takim osobom kolejne pokolenia chrze¶cijan s± zafascynowane ewangeliczn± wizj± ¿ycia w mi³o¶ci, prawdzie, wolno¶ci i rado¶ci dzieci Bo¿ych!
Z pewno¶ci± jest te¿ spora grupa takich osób duchownych, które czasami prze¿ywaj± zmêczenie, zniechêcenie, rozczarowanie sob± i innymi lud¼mi. I wtedy pojawia siê w sercu my¶l: a mo¿e odej¶æ? Jezus widzia³ takie postawy nawet u swoich najbli¿szych uczniów i pyta³ ich wprost: „czy i wy chcecie odej¶æ?”. Nie znajdziemy m±drzejszej i bardziej realistycznej odpowiedzi ni¿ odpowied¼ Piotra: „Panie, do kogó¿ pójdziemy? Ty masz s³owa ¿ycia wiecznego!” (J 6,68).
ks. Marek Dziewiecki
Przewodnik Katolicki nr 12/2008 r.








































Odno¶niki