GłogówGłogowianiePublikuj w Głogowskim serwisieGłogów - informator miejskiKultura w mieście GłogówWiara w miescie GłogówForum głogowskieGłogowska Galeria MediówGłogów Video - filmyKatalog ogłoszeń głogowskich, sprzedam kupię, zamienięBiznes Głogowski, reklama, firmy GłogówKontakt
23 maj 2012
Zarejestruj się! | Zaloguj się
Radio Rodzina Online

Kara, coś między mną a Bogiem

Trudno nam mówić o karze Bożej. Jest tak między innymi dlatego, że mamy tendencję do traktowania jej jako odpowiednika kar, które wymierzają sobie ludzie. Te zaś są często niesprawiedliwe, pełne gniewu i nieproporcjonalne do winy. Teksty biblijne wydają się to potwierdzać: czytamy w nich o przerażających, brutalnych nieraz karach, jakimi Bóg doświadczał ludzi. Tyle że patrząc w ten sposób na Biblię, zapominamy, że posługuje się ona głównie językiem metaforycznym.

W tekstach opowiadających o karze Bożej chodzi przede wszystkim o przekazanie prawdy - tak trudnej do opisania w inny sposób - że Bóg walczy ze złem, na żadne zło nie może się zgodzić i sprzeciwia się naszemu grzechowi

Bóg walczy z grzechem, a nie z grzesznikiem. On doskonale odróżnia to, z czym my mamy problem: ja to nie to samo, co mój grzech. My zaś boimy się kary, bo mamy wrażenie, że cierpienie z nią związane zniszczy nas albo nam coś odbierze. Tymczasem to, co nazywamy karą Bożą, uderza tak naprawdę nie w nas, tylko w to, co w nas jest grzechem. To jest istotna część Dobrej Nowiny o Zbawieniu człowieka. Bóg walczy z grzechem, który w nas znajduje, możemy więc mieć nadzieję, że kiedyś w pełni się z Nim pojednamy.

Na jednej szali

Karę opisałbym najkrócej jako wszelkie konsekwencje złych uczynków. Najgorszą z nich jest nieuchronne zniszczenie naszej więzi z Bogiem. Utrata Boga jest nieporównywalna z jakimkolwiek cierpieniem czy karą fizyczną. Kardynał John Henry Newman przeprowadził kiedyś w wyobraźni pewien eksperyment: położył na jednej szali wszystkie cierpienia fizyczne, czyli wszystkie śmierci, wszystkie tragedie, a na drugiej położył jeden grzech lekki, i ujrzał wyraźnie, że dużo większy ciężar od całego zła fizycznego ma ten mały, oddzielający od Boga grzech.

Przeważnie jednak kary nie postrzegamy jako nieuchronnej konsekwencji grzechu, ale jako coś zewnętrznego, czego doświadczamy od innych ludzi lub Pana Boga. Ta ingerencja prawie zawsze związana jest z cierpieniem. I tu pojawia się pytanie: czy Bóg sprawia to cierpienie? Odpowiadając trzeba zachować wielką ostrożność.

Dopust Boży, czyli Opatrzność

Tym, co może nam choć trochę pomóc w zrozumieniu problemu, jest pojęcie "dopustu Bożego". "Dopuścić coś", to nie to samo, co "sprawić". Spotykając się z czyimś nieszczęściem, możemy co najwyżej powiedzieć, iż z pewnych względów Bóg pozwolił, aby kogoś to spotkało. Ale to nie On był autorem zła, On tylko je dopuścił. To jednak, co Bóg dopuszcza, jest - jak wierzę - malutką częścią tego, co mogłoby nas spotkać, gdyby nas w ogóle nie bronił przed złem.

Wszystko, co nas spotyka, i dobrego, i złego, dzieje się za Jego wiedzą, Bóg w tajemniczy sposób jest obecny w całym naszym życiu. Wierzę głęboko w Opatrzność Bożą. Prawda o niej bywa jednak opacznie rozumiana, i to w dwojaki sposób. Człowiekowi cierpiącemu można powiedzieć: "Bóg nie ma z tym nic wspólnego, za nic cię nie karze", albo też: "Bóg to wszystko zdziałał, to On cię karze". Oba podejścia są fałszywe, są próbą wygodnego dla nas uproszczenia. Naszą odpowiedzią na nieszczęścia, jakie spotykają innych, może być tylko milczenie. Mamy bardzo mały dostęp do wnętrza cierpiących ludzi i ich relacji z Bogiem. Nie wiemy, jak w konkretnym przypadku działa Boża Opatrzność i nie mamy prawa komukolwiek powiedzieć: "To kara za twoje grzechy".

Tak samo w przypadku wielkich katastrof, takich jak tsunami czy powódź w Nowym Orleanie. Czy możemy powiedzieć, że były to kary za nieprawość ludzką, albo z całą pewnością stwierdzić, że tak nie było? W Biblii wyraźnie widać, że odpowiedzialność za grzech jest osobista, a nie zbiorowa. Bóg każdego prowadzi indywidualną drogą, dla innych najczęściej niepojętą. W przypadku wielkich katastrof konieczna jest przede wszystkim delikatność i współczucie. Gdyby pojawiło się myślenie w stylu "macie za swoje", które prowadziłoby do zaniku miłosierdzia i zniechęcało do niesienia pomocy, byłaby to prawdziwa tragedia. Kościół w swych oficjalnych wypowiedziach nigdy nie określił, że jakieś wydarzenie było karą Bożą.

Kara, coś między mną a Bogiem

Powiedziałbym, że kara jest czymś bardzo intymnym w relacji danego człowieka z Bogiem, podobnie jak osobista i intymna jest relacja między ojcem i dzieckiem. Tylko patrzenie z tej perspektywy nie wykrzywia obrazu Bożej kary. Mówi o tym choćby List do Hebrajczyków: "gdybyś był dzieckiem z nieprawego łoża, to ojciec by cię nie karcił, ale jesteś prawdziwym synem, więc cię karci" (por. Hbr 12, 7-8).

To, jak Bóg karze, jest dla nas tajemnicą, jednak możemy być pewni, że najgłębszym celem kary jest zawsze przybliżenie nas do Niego, inaczej mówiąc - nasze uzdrowienie. Dla Boga kara, która ostatecznie nie prowadzi do pojednania z Nim i nie leczy czegoś w nas, nie ma sensu. Przypomina mi się genialna zasada św. Augustyna: jeżeli Bóg dopuszcza zło fizyczne lub moralne to tylko dlatego, że jest w stanie z tego zła wyciągnąć dobro. Oczywiście, do głosu dochodzi też nasza wolność, bo od nas samych w dużym stopniu zależy, czy dane nieszczęście zbliży nas w jakikolwiek sposób do Boga.

Kara często jest tym zdarzeniem, przez które odkrywamy, że robimy coś źle, wskazaniem: uważaj, chodzisz po niebezpiecznej ścieżce. Czasem konsekwencje naszego grzechu - potocznie określane jako kara - mogą odsłonić sam grzech, którego wcześniej nie zauważaliśmy lub, mniej czy bardziej świadomie, ukryliśmy przed sobą. Bywa że dopiero kiedy przestaje się nam układać, odkrywamy, że popełniliśmy zło, że gdzieś w naszym życiu jest słaby punkt. Kara ujawnia nasz grzech, a dopiero gdy go widzimy, możemy zacząć z nim walczyć. Jedynie wtedy, gdy dostrzeżemy, że trzeba w sobie coś zmienić, możemy zacząć się nawracać.

Najemnicy i dzieci

Zauważmy, że nie chodzi bynajmniej o to, aby naszą relację z Bogiem kształtował strach przed karą. Wątpię, czy taki strach jest w stanie zbudować więź miłości między nami i Bogiem. Trzeba jednak być realistą i przyznać, że powstrzymywanie się od grzechu z lęku przed karą jest pewną niedoskonałością serca, ale niekiedy jest potrzebne. Są sytuacje, w których okazuje się to jedynym sposobem na powstrzymanie kogoś od zła i krzywdzenia innych. Jednak budowanie relacji z Bogiem na lęku jest chybione, choć na ogół jest to nieunikniony etap na naszej drodze do Niego.

To, jak dokonuje się rozwój naszej relacji z Bogiem, dość dobrze opisują słowa św. Bazylego: "Albo odwracamy się od zła z obawy przed karą, jesteśmy wtedy jak niewolnicy; albo też zachęca nas nagroda, jesteśmy wtedy podobni do najemników; albo wreszcie jesteśmy posłuszni dla samego dobra i dla miłości Tego, który rozkazuje, a wtedy jesteśmy jako dzieci". To jest właśnie dorastanie do pełnej świadomości tego, że jest się dzieckiem Boga, i do pragnienia bliskości z Bogiem dla Niego samego, a nie ze względu na strach. Oczywiście, taka bliskość nie gwarantuje, że nie będzie nas dotykać cierpienie - przecież nie każde nieszczęście, jakie na nas spada, jest karą za grzechy. Jednak wówczas potrafimy na nie patrzeć w innych kategoriach.

Zniszczony ogród

Kiedy człowiek odkrywa, jak daleko odszedł od Boga i szczerze zapragnie wrócić do Niego, kara staje się niepotrzebna. W pewien sposób znosi ją głęboka skrucha, czyli taka postawa, w której człowiek zwraca się do Boga: "Wiem, że zgrzeszyłem i cierpię z tego powodu. Jest mi źle bez Ciebie". To jest, mniej więcej, żal doskonały, który sprawia, że nasza relacja z Bogiem jest momentalnie odbudowywana. Jednak grzech rujnuje nie tylko naszą więź z Bogiem i nie tylko ją trzeba później naprawić. Każdy, nawet lekki grzech, pozostawia ślad w naszym otoczeniu, w naszych bliskich, wreszcie w nas samych, krótko mówiąc - niszczy coś w świecie.

Wyobraźmy sobie, że ktoś nam bliski ma ogród, któremu poświęca wiele czasu i który jest dla niego bardzo ważny. Któregoś dnia, bez jego wiedzy i nie zważając na nic, niszczymy rośliny, urządzamy sobie boisko i zostawiamy po sobie istne pobojowisko. Przyjaciel wraca i jest załamany. Co nam pozostaje? Iść do niego i prosić o wybaczenie. Tak też robimy. Przyjaciel przyjmuje przeprosiny, ale zniszczony ogród pozostaje. Bierzemy się więc do pracy i próbujemy naprawić szkody.

Jest to bardzo uproszczony obraz, ale pomaga uświadomić sobie coś istotnego. Gdy popełnimy zło, najistotniejsze jest odnowienie więzi z Bogiem. Odbywa się to przede wszystkim w sakramencie pojednania lub przez żal doskonały. Gdy powracamy do Boga, nie grozi nam już najstraszniejsza z możliwych kar - kara wieczna, czyli odłączenie od Boga na zawsze.

Pozostaje jednak do naprawienia zło, które nasz grzech spowodował w świecie. Mówimy wtedy o tzw. karze doczesnej. Pojawia się tu jednak coś, co przekracza ludzki sposób pojmowania i sprawia, że porównanie do zniszczonego ogrodu zawodzi. Bóg w swoim miłosierdziu, kiedy tylko damy Mu na to szansę, darowuje nam także karę doczesną - można powiedzieć, że sam naprawia swój ogród.

MATEUSZ PRZANOWSKI OP
List - Miesięcznik Katolicki 2006/2

Reklama w Malachu głogowskim serwisie informacyjnym Dom Mody Szyk - Garnitury, moda, głogów

REKLAMA
Informator Duszpasterski to bezpłatny dwutygodnik, który jest dostępny w głogowskich Parafiach - Domy energooszczędne
- Domki Pobierowo

ARTYKUŁY

Brak nowych artykułów

LINKI Z ostatnich 2 tygodni

Brak nowych linków

MEDIA GALLERY Ostatnie 7 Dni

Brak nowych mediów

Brak nowych komentarzy

Katalog ogłoszeń Z ostatnich 2 tygodni

Brak nowych ogłoszeń
Głogów Towarzystwo Ziemi GłogowskiejGóryMuzeum Archeologiczno - Historyczne w GłogowieApostolatCzas Serca - Wydawnictwo DehonNiecodziennik BibliotecznyOpokaRadio Elka GłogówRadio WatykańskieRuah