Kazimierz S. O¿óg: Kafel. P³ytki. Ceg³a. Kostka granitowa. Stara zaprawa. Jaszczurka. Krawê¿nik. Metalowy prêt. Przedzieram siê przez G³ogów wyrzucony na ha³dê za ratuszem. Wielka betoniarka jest myta przez swojego kierowcê. Pracuj± maszyny, docinane s± belki, równo k³adzione pustaki. W s³oñcu jesiennym drzemi± ceg³y na ¶cianki dzia³owe. Pêczniej± dumnie styropiany, które w swoim czasie zatrzymaj± ciep³o.
Te dwa Miasta – zniszczone i odbudowywane – istniej± obok siebie. Na sobie. G³ogów zapomniany, ten zniszczony, czêsto bezmy¶lnie i bezsensownie, po wojnie, ju¿ chyba przesta³ siê gniewaæ. Przedawniono dawne zbrodnie. Zasn±³, choæ rozrywany koparkami, ³opatami archeologów, szalunkami do wylewanych fundamentów ok³adany. Jest cisza i spokój.
Na nim wyrasta G³ogów nowy. Jak¿e szybko, prawda? Kolorowe elewacje kamieniczek, niczym wyjête z renesansowego poczucia koniecznej jaskrawo¶ci, uporz±dkowane stoj± dostojnie wzd³u¿ siatki ulic, u³o¿onych w starych ci±gach. Kolumna, dach z miedzi, wazon, wykusz – jak¿e piêkne materii skomplikowanie. Gdzie¶ w tle czai siê kicz, tandeta, ale jest te¿ obecne to prastare pragnienie. By dom by³ piêkny, dostojniejszy i okazalszy, ni¿ dom s±siada. Na dole sklep, na górze sypialnia. ¦redniowieczny G³ogowianin poczu³by siê ca³kiem swojsko.
I gdy zapada zmrok, tak samo jak w dzieñ, patrz± na siebie Dwie Wie¿e. O¶wietlone i majestatyczne. ¯elbetowy s³up wie¿y ratuszowej i kikut ¦wiêtego Miko³aja. Wbite w niebo. Pomniki tego, co odrodzone i tego, co ¶pi. Przemykamy raz ciszej, raz g³o¶niej. Ale miasto, które pod nami, zbudzi siê w koñcu.
Ws³uchajmy siê w jego spokojny oddech. Najlepiej miêdzy dzwonami o 21 (ratusz, Bo¿e Cia³o, kolegiata). Oddychajmy wraz z nim...
Kazimierz S. O¿óg