Trochę mnie poraziło
08 sierpień 2006 | Dodał: Admin - Malach | Odsłon 644
Gazeta Lubuska: Rozmowa z ks. RAFAŁEM ZENDRANEM, proboszczem parafii kolegiackiej- 1 sierpnia biskup awansował księdza na proboszcza. Parafia kolegiacka jest bardzo specyficzna. Część wiernych mieszka w Głogowie, a część w podgłogowskich wsiach. Czy będzie to miało wpływ na zarządzanie?
- Z pewnością tak. Układ jest dość kuriozalny. Wsie należą do parafii rapocińskiej, ale tam nie ma proboszcza, a kościół już nie istnieje. Tamtejsi mieszkańcy zostali przypisani naszej parafii. Trzeba także pamiętać, że swego czasu kolegiata również została oderwana od parafii św. Mikołaja. Teraz wszyscy musimy budować całkiem nową wspólnotę, a wiadomo, że problemy w mieście i we wsiach są zupełnie inne. Dla mieszkańców np. Grodźca Małego ważniejszy jest ich miejscowy kościół, a nie kolegiata.
- Przez wiele lat parafią kierował ks. prałat Ryszard Dobrołowicz. Czy obecny proboszcz będzie współpracował z byłym?
- Od początku mojej posługi w kolegiacie ceniłem sobie współpracę z księdzem prałatem i nadal będę o nią zabiegał, Zresztą, ks, Ryszard przed odejściem powiedział, że w każdej sytuacji będzie służył mi radą i pomocą. To jest dla mnie bardzo ważne. Zakres prac i obowiązków jest tak duży, że gdy dowiedziałem się o objęciu parafii, to mnie początkowo trochę poraziło. Prałat pocieszył mnie, że jak zaczął budować kościół na osiedlu Kopernika, był młodszy ode mnie.
- W jaki sposób będziecie się kontaktować?
- Ksiądz prałat często przyjeżdża do Głogowa. Ponadto telefonujemy do siebie. Ryszard Dobrolowicz na pewno nie zapomni o naszym mieście. Przecież spędził tu wiele lat.
- Na księdza głowie, oprócz obowiązków duszpasterskich, jest teraz także odbudowa kolegiaty.
- Najważniejsze, że zabytek został wzniesiony z ruin i uratowany. Obiekt jest już zamknięty i powoli dawnego blasku nabiera jego wnętrze. Wszystko zależy od pieniędzy, a nie mamy ich za dużo. Będziemy starać się o fundusze zewnętrzne.
- Kierowanie parafią rozpoczął ksiądz z kontuzją ręki. Co się stało?
- Pierwszą mszę, jako proboszcz, musiałem prowadzić z ręką na temblaku. Dobrze chociaż, że złamałem lewą rękę, a nie prawą. Od razu wyjaśniam, że kontuzji nie nabawiłem się na mojej motolotni, ale podczas jazdy rowerem. Na jednym z górskich szlaków, z dość dużą szybkością wjechałem do rowu. Nie zdążyłem wyhamować. No i jest efekt.
- Dziękuję
KRZYSZTOF ZAWICKI
- Z pewnością tak. Układ jest dość kuriozalny. Wsie należą do parafii rapocińskiej, ale tam nie ma proboszcza, a kościół już nie istnieje. Tamtejsi mieszkańcy zostali przypisani naszej parafii. Trzeba także pamiętać, że swego czasu kolegiata również została oderwana od parafii św. Mikołaja. Teraz wszyscy musimy budować całkiem nową wspólnotę, a wiadomo, że problemy w mieście i we wsiach są zupełnie inne. Dla mieszkańców np. Grodźca Małego ważniejszy jest ich miejscowy kościół, a nie kolegiata.
- Przez wiele lat parafią kierował ks. prałat Ryszard Dobrołowicz. Czy obecny proboszcz będzie współpracował z byłym?
- Od początku mojej posługi w kolegiacie ceniłem sobie współpracę z księdzem prałatem i nadal będę o nią zabiegał, Zresztą, ks, Ryszard przed odejściem powiedział, że w każdej sytuacji będzie służył mi radą i pomocą. To jest dla mnie bardzo ważne. Zakres prac i obowiązków jest tak duży, że gdy dowiedziałem się o objęciu parafii, to mnie początkowo trochę poraziło. Prałat pocieszył mnie, że jak zaczął budować kościół na osiedlu Kopernika, był młodszy ode mnie.
- W jaki sposób będziecie się kontaktować?
- Ksiądz prałat często przyjeżdża do Głogowa. Ponadto telefonujemy do siebie. Ryszard Dobrolowicz na pewno nie zapomni o naszym mieście. Przecież spędził tu wiele lat.
- Na księdza głowie, oprócz obowiązków duszpasterskich, jest teraz także odbudowa kolegiaty.
- Najważniejsze, że zabytek został wzniesiony z ruin i uratowany. Obiekt jest już zamknięty i powoli dawnego blasku nabiera jego wnętrze. Wszystko zależy od pieniędzy, a nie mamy ich za dużo. Będziemy starać się o fundusze zewnętrzne.
- Kierowanie parafią rozpoczął ksiądz z kontuzją ręki. Co się stało?
- Pierwszą mszę, jako proboszcz, musiałem prowadzić z ręką na temblaku. Dobrze chociaż, że złamałem lewą rękę, a nie prawą. Od razu wyjaśniam, że kontuzji nie nabawiłem się na mojej motolotni, ale podczas jazdy rowerem. Na jednym z górskich szlaków, z dość dużą szybkością wjechałem do rowu. Nie zdążyłem wyhamować. No i jest efekt.
- Dziękuję









































Odnośniki