Marketing i reklama a ewangelizacja
09 styczeñ 2006 | Doda³: Admin - Malach | Ods³on 746
¯yjemy w ¶wiecie reklam. Otaczaj± nas billboardy a
w skrzynkach pocztowych znajdujemy codziennie dziesi±tki ulotek... Reklama sta³a siê w³a¶ciwie nasz± rzeczywisto¶ci±. Czy jest rzeczywisto¶ci± k³amstwa? Czy jest niemoralna? A mo¿e istnieje mo¿liwo¶æ wykorzystania jej do ewangelizacji? Z Remigiuszem Rec³awem SJ rozmawia Weronika Ikah Gurdek. Nie ma miejsca, w którym nie mo¿na g³osiæ Mi³o¶ci!
Zanim rozpoczniemy rozwa¿ania na temat samej reklamy i marketingu, i zanim odniesiemy to wszystko do g³oszenia Ewangelii, zastanówmy siê nad sam± istot± ewangelizacji. Jest to bowiem najwiêksze zadanie chrze¶cijan wobec bli¼nich na ca³ym ¶wiecie. Ewangelizacja to dzia³anie wyp³ywaj±ce z wielkiej mi³o¶ci...
Cz³owiek, który przeczyta³ bardzo dobr± ksi±¿kê - zaraz chce j± daæ przyjacielowi, aby on te¿ móg³ j± przeczytaæ, potem kupuje komu¶ na urodziny, poleca znajomym w szkole i pracy. Jest to zachowanie normalne i nikogo ono nie dziwi. W ten sposób poleca siê bezinteresownie to, co uznajemy za dobre zarówno dla nas, jak i osób nas otaczaj±cych. Poza tym nale¿y uznaæ, ¿e jest to proporcjonalnie najskuteczniejszy sposób reklamy: procent osób, które skorzystaj± z otrzymanej propozycji jest bardzo wysoki.
Podobna zasada jest w ewangelizacji. Cz³owiek, który spotka³ Jezusa, cz³owiek, który dowiedzia³ siê, ¿e jest bezgranicznie kochany, ¿e wszystko jest mu wybaczone nie potrafi o tym nie mówiæ. Nie da siê o tym nie mówiæ. Jest to po prostu niemo¿liwe. Problem zatem nie polega na tym, czy ewangelizacja jest najwiêkszym zadaniem chrze¶cijan, czy te¿ najwiêkszym zadaniem jest co¶ innego. Je¶li chrze¶cijanin (¶wiecki czy duchowny) naprawdê do¶wiadcza codziennie Jezusa, je¶li Go spotyka na modlitwie i w drugim cz³owieku - to nie potrafi o tym milczeæ. Jego ¿ycie, jego s³owa, jego u¶miech na twarzy - to wszystko jest ewangelizacj±. Tak, jak osoba zakochana zawsze ma b³yszcz±ce z rado¶ci oczy, tak zakochany w Jezusie chrze¶cijanin jest ca³y jedn± wielk± ewangelizacj±. Problem polega tylko na tym, czy ów chrze¶cijanin (¶wiecki czy duchowny) spotyka Jezusa, czy jest zakochany...
I rzek³ do nich: "Id¼cie na ca³y ¶wiat i g³o¶cie Ewangeliê wszelkiemu stworzeniu!(Mk 16,15)
Jezus skierowa³ do uczniów bardzo konkretne polecenie g³oszenia Ewangelii. By³y to jednak s³owa do ludzi, którzy cali poszli za Nim. Jezus da³ to polecenie ludziom zakochanym w Bogu, aby dobrze wiedzieli, jak ukierunkowaæ swoje pragnienia. Po tych s³owach uczniowie wiedzieli, ¿e nie musz± t³umiæ w sobie rado¶ci ludzi, którzy s± kochani i kochaj±. Wiedzieli te¿, ¿e g³osiæ to maj± zawsze i wszêdzie. Nie ma miejsca, w którym nie mo¿na by by³o g³osiæ Mi³o¶ci, nie ma osoby, której nie powinni¶my g³osiæ Ewangelii.
Ewangelia od wieków t³umaczona by³a na jêzyk kultury. I zawsze towarzyszy³ temu jaki¶ bunt, b±d¼ to czê¶ci duchowieñstwa albo wiernych. Wszelkie podzia³y mia³y jednak charakter tymczasowy. Dzi¶ nikogo nie dziwi Biblia pauperum, ale oburzamy siê na hip-hop'we psalmy...
Rzeczywi¶cie, to prawda, ¿e na przestrzeni wieków ró¿nie rozumiano ewangelizacjê. My¶lê jednak, ¿e historia zatacza pewne ko³o. Pierwsze cztery wieki by³y rzeczywi¶cie wiekami ewangelizacji, tak jak j± dzi¶ rozumiemy. Pierwsi chrze¶cijanie wchodzili w kulturê swoich narodów i w ramach tej kultury g³osili Mi³o¶æ. Od V wieku mamy taki okres, ¿e w³adca przyjmowa³ wiarê i razem z nim robi³ to ca³y naród. Taki stan trwa³ bardzo d³ugo, bo a¿ do pó¼nego ¶redniowiecza. Sprzyja³o to temu, aby robiæ wyprawy krzy¿owe itd. Powód by³ jasny: zmienimy w³adcê, to ca³y kraj przyjmie wiarê. Nie mo¿na mówiæ, ¿e by³a to ewangelizacja, tak, jak j± rozumiemy dzisiaj.
Problem, który rysowa³ siê coraz bardziej w Ko¶ciele polega³ na tym, ¿e chrze¶cijanie nigdy nie spotkali osobi¶cie Jezusa. Ko¶ció³ to widzia³ od samego pocz±tku, dlatego pojawi³a siê forma katechezy, równie¿ zawsze wpisana w kulturê danego narodu. Katecheza przybli¿a³a Mi³o¶æ tym, którzy byli zakochani w Mi³o¶ci lub tym, którzy siê za takich podawali.
XV i XVI wiek, g³ównie za spraw± jezuitów, przyniós³ najwiêkszy rozkwit katechezy w Ko¶ciele. By³ to czas nie tyle walki z reformacj±, jak to siê czêsto podaje, ale u¶wiadamiania katolikom, ¿e s± katolikami i konsekwencji z tego p³yn±cych. Dlatego te¿ jezuici zaczêli szybko t³umaczyæ Pismo ¶wiête i Katechizm na ró¿ne jêzyki. Nie raz sami pisali katechizm, aby by³ bardziej przystêpny dla ludzi.
Dzi¶ Ko¶ció³ nieustannie g³osi katechezê. Coraz czê¶ciej jednak w odpowiedzi na pytanie "Dlaczego katecheza nie przynosi rezultatów?" pada odpowied¼ "Bo nie by³o wcze¶niej ewangelizacji, albo re-ewangelizacji". Najpierw cz³owiek siê zakochuje, a potem chce tê osobê poznaæ. Najpierw jest do¶wiadczenie Jezusa ¯ywego, Jezusa, który jest dla mnie najwiêkszym skarbem na ziemi. Dopiero potem mo¿na g³osiæ katechezê. Dlatego te¿ coraz czê¶ciej w parafiach w ramach rekolekcji wielkopostnych lub adwentowych proponuje siê wiernym rekolekcje ewangelizacyjne. Wielokrotnie, wraz z zespo³em Mocni w Duchu z £odzi, prowadzi³em w³a¶nie rekolekcje ewangelizacyjne.
Zanim zapytam, czy w takim razie mo¿liwe jest wykorzystanie marketingu i reklamy do ewangelizacji, znowu wypada zacz±æ od teorii... Marketing (obejmuj±cy reklamê jako jedn± z jego p³aszczyzn) jest to z za³o¿enia zespó³ dzia³añ, który ma na celu doprowadzenie do tego, aby dany produkt lub us³ugê sprzedaæ (definicja szalenie uproszczona!). Sama reklama ma za zadanie o produkcie lub us³udze poinformowaæ i do niej przekonaæ. Czy wiêc mo¿na sam marketing uznaæ za niemoralny czy nieetyczny?
Istnieje pewien problem miêdzy ewangelizacj± a reklam± i marketingiem. W reklamie i marketingu trzeba rozró¿niæ dwie rzeczy: osoby, które tam pracuj± oraz metody, których u¿ywaj±. Otó¿ u¿ywane metody s± wynikiem badañ naukowych, a zatem nale¿y je traktowaæ podobnie jak komputer, film, Internet lub telefon. Natomiast ludzie, którzy pracuj± w reklamie tworz± swoje dzie³a za pieni±dze, na zlecenie. Raz tworz± reklamê dla produktów firmy Kodak, a zaraz potem dla Samsunga. To jest po prostu ich praca i nie ma w tym nic sprzecznego.
Ewangelizacja zawsze wykorzystywa³a wszystkie dostêpne ¶rodki techniczne i dalej bêdzie tak robiæ. Tego nikt nie zatrzyma. Je¶li kto¶, kto jest zakochany w Jezusie tworzy strony internetowe, to z pewno¶ci± szybko zaanga¿uje swoje zdolno¶ci dla dzie³a ewangelizacji. Je¶li kto¶ zakochany w Jezusie ¶wietnie gra na gitarze elektrycznej lub perkusji, to zaanga¿uje swoje zdolno¶ci w dzie³o ewangelizacji. Nie bêdzie przecie¿ teraz uczy³ siê graæ na organach, bo zakocha³ siê w Jezusie. To by³by absurd.
Ró¿ni nas jednak od marketingu ¶wieckiego to, ¿e "pracownicy" ewangelizacji nie mog± zmieniæ "reklamowanej firmy" tak po prostu. Ich ¿ycie powinno byæ takie, jak pokazuj± na reklamie. Wiem na przyk³ad, ¿e do zespo³u ewangelizacyjnego Mocni w Duchu z £odzi nie mo¿na siê tak po prostu do³±czyæ. Od osób, które chc± razem pos³ugiwaæ wymaga siê pewnej dojrza³o¶ci w wierze, zakochania w Jezusie i poddania siê formacji duchowej przez rekolekcje ignacjañskie. Niektórzy za pracê w zespole otrzymuj± normaln± pensjê, poniewa¿ niezbêdne dla funkcjonowania zespo³u jest, aby byli w nim na pe³ny etat. Zespó³ jednak nigdy nie zatrudni³ "nowego pracownika". Zawsze by³o tak, ¿e decyzja o zatrudnieniu by³a podejmowana w sytuacji, gdy kto¶ potrzebny by³ w tym rodzaju ewangelizacji, w takim wymiarze czasu, ¿e nie mia³ mo¿liwo¶ci podjêcia inne pracy zarobkowej. Pokazujê przez to, ¿e ewangelizator nigdy nie g³osi, aby zarobiæ. Jednak je¶li zaanga¿owany jest w ewangelizacjê bez reszty, normalne jest, ¿e ona go równie¿ utrzymuje. Dotyczy to zarówno duchownych, jak i ¶wieckich.
My¶lê, ¿e chrze¶cijanie musz± dbaæ o to, aby "reklama" Ewangelii mówi³a prawdê, nawet kosztem skuteczno¶ci. Dlatego np. wykluczona jest reklama porównawcza, bo jej zastosowanie w przypadku Ewangelii by³oby sprzeczne z Ewangeli±. Prawda mo¿e byæ reklamowana, ale nale¿y dok³adaæ niezwyk³ej troski, aby robi³a to w sposób prawdziwy. Inaczej by³oby to sprzeczne z jej przes³aniem i z góry skazane na niepowodzenie.
We wspó³czesnej reklamie liczy siê efekt, czasem stosuje siê metody, które ograniczaj± wolno¶æ cz³owieka. Jest dla mnie jasne, ¿e tymi przes³ankami nie mo¿e kierowaæ siê ewangelizator. Bo choæ mo¿e siê okazaæ, ¿e odniós³ sukces, to bêdzie to tylko jego sukces, a nie sukces Jezusa. Jezus mówi, ¿e "Prawda was wyzwoli", a zatem zakochany w ka¿dym s³owie Jezusa bêdzie siê tymi wskazówkami kierowa³.
Co mo¿na reklamowaæ? Czy tylko wytwory kultury i sztuki? A mo¿e postawy moralne? Elementy tradycji i obrzêdowo¶ci religijnej (np. ¶wiêta)?
Uwa¿am, ¿e wszystko, co wymieni³a¶ mo¿na reklamowaæ. Je¶li kto¶ siê podaje za chrze¶cijanina, a nie chodzi do ko¶cio³a, to my¶lê, ¿e Ko¶ció³ ma nie tylko prawo, ale i obowi±zek przypomnieæ takiej osobie o ¶wiêtach, spowiedzi itd. Mo¿e to zrobiæ w ró¿ny sposób np. przez ministranta, który zapuka do drzwi i zapyta siê: "Czy Pañstwo przyjmuj± ksiêdza po kolêdzie?" Albo przez list wys³any do domu. A mo¿e te¿ przez du¿± reklamê przed ko¶cio³em.
Czego powinni siê wystrzegaæ, o czym pamiêtaæ chrze¶cijanie konstruuj±c dzia³ania marketingowe i same reklamy?
My¶lê, ¿e musimy dbaæ o to, aby tworz±cy reklamy sami byli ju¿ zewangelizowani. Poza tym g³oszona przez Jezusa Dobra Nowina zawsze zostawia³a du¿o miejsca na wolno¶æ. Ten kierunek musz± mieæ te¿ wszystkie propozycje Ko¶cio³a z ewangelizacj± na czele. Przyjêcie wiary nie jest dzie³em manipulacji, ale dzie³em Ducha ¦wiêtego. Je¶li bêdziemy siê bawiæ w Ducha ¦wiêtego, to marnie skoñczymy.
Czy wykorzystanie reklamy do ewangelizowania nie sprowadzi chrze¶cijañstwa do rodzaju mody, pewnego way of life?
To zale¿y od nas. Wszystko, co nowe zawsze wi±¿e siê z ryzykiem. Dlatego te¿ trzeba sobie zadawaæ pytania, czy nie stawiamy reklamy ponad osobisty kontakt z cz³owiekiem. Zawsze bezpo¶rednia ewangelizacja powinna byæ na pierwszym miejscu. W ewangelizacji reklama mo¿e pomóc, ale na pewno nie zast±pi bezpo¶redniego przepowiadania.
Reklama zbudowana jest na zasadzie obietnicy. Obietnicy przyjemno¶ci, wygody itd. Jak to siê ma do ¿ycia przykazaniami?
Stworzy³em ju¿ wiele plakatów ewangelizacyjnych i powo³aniowych dla zakonu jezuitów. Nigdy jednak nie obiecywa³em przyjemno¶ci ani wygody. Owszem - reklama proszków, jogurtów itd. proponuje przyjemno¶æ i wygodê, ale np. kilka lat temu by³a reklama wódki Bols, która proponowa³a wyprawê, ryzyko i przygodê - nie by³o mowy o wygodzie. Wszystko zale¿y od tego, co reklamujemy. Dla mnie Ewangelia jest wyzwaniem, Jezus najwiêkszym skarbem ¶wiata, moje powo³anie jest wspania³± przygod±, ewangelizacja - realizacj± tego, co mam w sercu. Je¶li tworzy³bym dzi¶ reklamê, to móg³bym obiecaæ w niej to, czego sam do¶wiadczam, nic wiêcej. Bo najwa¿niejsze - w reklamie Prawdy musi byæ prawda.
Reklama opiera siê m.in. na emocjach. A one maj± tak± naturê, ¿e mijaj±. Wiara natomiast jest czym¶ sta³ym. Czy takie "granie na emocjach" jest fair w stosunku do odbiorców - naszych bli¼nich?
A symbole, których w liturgii i ko¶ciele mamy masê - nie graj± na emocjach? A muzyka - nie gra na emocjach? A kazanie - nie przekazuje emocji? Emocje w naszym ¿yciu s± wszêdzie. Nawet, gdy uwa¿amy, ¿e ich nie ma - to s±, tylko ukryte. Chodzi tylko o to, aby nie zostaæ na poziomie emocji. Dlatego reklama nigdy nie wystarczy. Reklama mo¿e byæ tylko pomoc± w ewangelizacji i w katechezie. Ostatecznie wszystko ma prowadziæ do bezpo¶redniego spotkania z sob±, z Bogiem i z drugim cz³owiekiem.
Podsumowuj±c, my¶lê, ¿e warto podkre¶liæ, i¿ zwyk³e reklamowanie tym ró¿ni siê od ewangelizacji, ¿e to pierwsze chce zdobyæ nasze pieni±dze, a to drugie serce. Poza tym, zwyk³a reklama zawsze bêdzie interesowna - bo chodzi o zdobycie pieniêdzy dla siebie, za¶ w ewangelizacji chodzi o zdobycie serca dla Jezusa.
W³a¶ciwie nasze rozwa¿ania rozpoczêli¶my w czasie, kiedy chrze¶cijanie zaczynaj± dostrzegaæ moc reklamy i mo¿liwo¶æ jej wykorzystania. Bardzo wa¿ne jest to, ¿eby byæ w tych dzia³aniach ostro¿nym, ¿eby pamiêtaæ o modlitwie i zawsze mieæ na sercu dobro bli¼niego, a nie nasze lub nie wy³±cznie nasze. Chyba w pierwszym mailu jaki wymienili¶my napisa³e¶: reklama wci±ga. Zatem trzeba uwa¿aæ... Dziêkujê serdecznie za rozmowê.
Rozmawia³a: Weronika Ikah Gurdek, Kraków-Wersal, 7 listopada 2005







































Odno¶niki