Nic nas nie zwalnia z marszu pod pr±d
29 czerwiec 2007 | Doda³: Admin - Malach | Ods³on 964
Z Jerzym Zalewskim, re¿yserem filmowym i teatralnym, prowadz±cym swój autorski program „Pod pr±d” w TV Puls, rozmawia £ukasz Ka¼mierczak: Patrz±c na Pañski ¿yciorys, wydaje siê, ¿e w pierwszej kolejno¶ci powinien Pan zaprosiæ do swojego programu samego siebie...Kto¶ nawet powiedzia³, ¿e bohaterów moich programów dobieram pod takim k±tem, jakbym rzeczywi¶cie opowiada³ w³asny ¿yciorys. Tak, uwa¿am, ¿e idê pod pr±d. I to od bardzo dawna. Gdyby spojrzeæ na moje filmy od strony zawodowej, to tak naprawdê nikt w tym kraju takich filmów nie zrobi³. Ale na ¿adne nagrody nie liczê. Tym bardziej ¿e zobaczy³em kiedy¶, kto je rozdaje: ci sami, co przed 1989 rokiem. I ja siê ju¿ potem wiêcej na ¿adnym takim festiwalu dokumentalnym nie pojawi³em.
Pierwszy odcinek „Pod pr±d” zacz±³ Pan od s³ów: „Nazywam siê Jerzy Zalewski, jestem re¿yserem, jakby to g³upio nie brzmia³o”...
G³upio to brzmi szalenie, bo to jest zawód, który utraci³ swoj± cnotê bardzo dawno temu. W latach 60., 70. mog³o siê wydawaæ, ¿e film daje jak±¶ mo¿liwo¶æ sensownej wypowiedzi kulturowej. Potem to siê po prostu skoñczy³o. Jeszcze kiedy dosta³em siê do szko³y filmowej, uwa¿a³em, ¿e to co mam do zrobienia, to w³a¶nie uprawiaæ sztukê filmow±. I potem nagle okaza³o siê, ¿e wa¿niejsza jest ta opowie¶æ wspó³czesna.
No i sta³ siê Pan dokumentalist± politycznym czy te¿ mo¿e, jak nazywaj± Pana z³o¶liwi, „cz³owiekiem o czarnym podniebieniu”...
Ja w ogóle nie chcia³em byæ dokumentalist±, a jak ju¿ nim zosta³em, no to si³± rzeczy wszed³em w tematykê polityczn±...
...bo tylko to by³o ciekawe?
To prawda, tym bardziej kiedy zrozumia³em, ¿e te moje kreacyjne filmy fabularne, które sobie zamierzy³em, s± nie do zrobienia, poniewa¿ bez uk³adów nikt nie da mi na nie ¿adnej kasy. A potem w³a¶ciwie gdyby nawet dano mi tak± szansê, to ju¿ bym siê czu³ dziwnie, robi±c artystyczne filmy i jednocze¶nie wiedz±c, ¿e wokó³ mnie dzieje siê co¶ o wiele wa¿niejszego. To by³ ten poligon do¶wiadczenia prze³omu komunizmu i niekomunizmu. I nikt siê tym tematem u nas nie zajmowa³. Wtedy zaczê³o mnie korciæ, aby opowiedzieæ o sednie tych wydarzeñ. Ale sk±d zdobyæ na to pieni±dze? Bo to trochê tak, jakby prezydent jakiego¶ kraju zamordowa³ ¿onê, a ja chcia³bym za jego pieni±dze nakrêciæ o tym film. Mimo to uda³o mi siê jakim¶ cudem zrobiæ trochê filmów kompletnie bez ¿adnego wp³ywu nañ tych, którzy trzymali kasê. Tyle tylko, ¿e to oddala³o mnie od moich planów fabularnych. Nadal je zreszt± mam…
Czy¿by wiêc „Pod pr±d” by³o takim wentylem, który pozwala Panu „wywaliæ” z siebie tê frustracjê, która siê przez te lata gdzie¶ tam nagromadzi³a?
Na pewno tak. Frustracja jest bardzo powa¿na, tym bardziej, gdy siê wie, co siê zawodowo potrafi. W tym samym czasie, kiedy re¿yserskie miernoty ¶wiêtowa³y triumfy, ja przez wiele lat musia³em po¿yczaæ pieni±dze, ¿eby w ogóle przetrwaæ.
Cena, jak± p³aci siê za nonkonformizm...
To wynika z postawy artystycznej, a nie politycznej. Bo mam wra¿enie, ¿e w sztuce podstawow± zasad± jest, aby nie k³amaæ; to paradoks, bo sztuka polega przecie¿ na manipulacji widzem. Tym wiêksza jest jednak odpowiedzialno¶æ artysty za prawdziwo¶æ przekazu.
Takimi tezami nie przysparza Pan sobie raczej przyjació³ w ¶rodowisku filmowym...
Dlatego przez te wszystkie lata patrzono na mnie jak na idiotê. Ja np. czterokrotnie kolaudowa³em film „ Szpiedzy ¶wiadkowie historii”, nie zmieniaj±c w nim nic i przedstawiaj±c za ka¿dym razem ten sam wariant, w zwi±zku z czym nie dostawa³em zwrotu pieniêdzy. Ten filmowy biznes mo¿na ¶wietnie uprawiaæ tylko wtedy, je¶li autor zgadza siê na wszystkie poprawki. Tyle ¿e po jakim¶ czasie zaczyna siê funkcjonowaæ w jakim¶ takim mitycznym ¶wiecie dobrze zrobionego ch³amu. Ja na mojej drodze nie spotka³em prawie ¿adnych osób, które broni³yby swojej wypowiedzi. A uwa¿am, ¿e w sensie artystycznym to jest rzecz ¶wiêta.
To dlatego nie zgodzi³ siê Pan na jakiekolwiek zmiany w „Obywatelu Poecie”, filmie opowiadaj±cym o ¿yciu Zbigniewa Herberta. Ale TVP Kwiatkowskiego te¿ siê upar³a i w ten sposób dorobili¶my siê najs³ynniejszego „pó³kownika” III RP...
Kiedy skoñczy³em ten dokument, powiedzia³em swojemu monta¿y¶cie, ¿e to jest chyba na d³ugo mój ostatni film. Niemo¿liwe stary – odpar³ – to ¶wietny film. Odpowiedzia³em: no w³a¶nie... Oczywi¶cie, zdajê sobie sprawê z tego, ¿e gdybym wyci±³ te fragmenty, w których Herbert ¼le siê wypowiada o Michniku i Mi³oszu, to mia³bym spokój. Ale wiedzia³em, ¿e je¶li tak zrobiê, to ju¿ mnie maj±. Ju¿ mnie obciêli. A takich obciêtych biega po Warszawie ca³a armia. Zaryzykujê twierdzenie, ¿e z kolegów uprawiaj±cych ten zawód obciêci s± wszyscy. W³a¶nie dlatego, ¿e musz± go jako¶ uprawiaæ...
Zaczynam rozumieæ, dlaczego powiedzia³ Pan kiedy¶, ¿e telewizja publiczna kojarzy mu siê jedynie z domem publicznym...
Po Okr±g³ym Stole bardzo szybko zrozumia³em, ¿e w TVP nic siê nie zmieni³o. A potem pozna³em j± od ¶rodka i obejrza³em sobie dok³adnie tych wszystkich ludzików. Oni s± dumni ze swojej pracy w telewizji, bo maj± z tego spore pieni±dze, a na prowincji ludzie im siê k³aniaj±. Ale tak naprawdê to jest okropnie wstydliwa sprawa. Bo na tych „gwiazdorów” nawet nie trzeba specjalnie krzyczeæ, oni sami z siebie doskonale wiedz±, co maj± robiæ, ¿eby przypodobaæ siê aktualnej w³adzy. To wszystko jest takie grzeczne, ¿e a¿ obrzydliwe. I ktokolwiek zaczyna tam pracowaæ, niewa¿ne, m³odzi dziarscy prawicowcy, czy te¿ kto¶ inny, po jakim¶ czasie wchodzi w tê rolê. Bo ten system jest niereformowalny. Zapêtlone interesy polityczne, rozmaite spó³ki, spó³eczki, uk³adziki – to wszystko siê tam k³êbi i sobie dryfuje.
W uk³ad Pan nie wszed³, ale za to zyska³ w±tpliw± reputacjê „trêdowatego”...
Po „Obywatelu Poecie” mia³em w telewizji kompletny szlaban. Ale co¶ tam kiedy¶ musia³em za³atwiæ na Woronicza i na telewizyjnych korytarzach spotka³em ró¿nych ludzi z tej niby „naszej” strony. I oni mnie oczywi¶cie zapytali, co ja tu robiê. Ja na to, ¿e wpad³em na chwilê, a oni: zapomnij, w ogóle ciebie nie ma, nie istniejesz, nienawi¶æ. To by³ dla mnie mimo wszystko szok. W koñcu do kogo¶ w tej telewizji powiedzia³em: to co, ja mam byæ premierem tego kraju, ¿eby móc robiæ filmy?
Ci ludzie, którzy niby tak dobrze rozumieli tê moj± sytuacjê, i mówili, jaki to ja odwa¿ny jestem, t³umaczyli, ¿e oni tak nie mog± – bo trudne warunki, chorzy mê¿owie, siedmioro dzieci – i to ich niby mia³o usprawiedliwiaæ, ¿e gdzie¶ tam jak±¶ kaskê buchnêli albo zrobili jaki¶ ¿enuj±cy programik.
Ale kiedy mieli tak± mo¿liwo¶æ, kiedy nie by³o ju¿ „tamtych”, tego ca³ego Kwiatkowskiego, to ja nadal by³em dla nich kim¶ z zewn±trz. Okaza³o siê, ¿e to moje „z zewn±trz” jest tak dalekie, ¿e sprowadza siê do pytania: co wy¶cie robili przez te piêæ lat? A o takie rzeczy lepiej nie pytaæ.
U¿y³ Pan wcze¶niej okre¶lenia „nonkonformista”, którego ja za bardzo nie lubiê, ale pos³u¿y³ siê nim te¿ Bronek Wildstein, kiedy tu¿ przed swoim wej¶ciem do telewizji napisa³ artyku³ „Nonkonformi¶cie biada”. To by³o o mnie. I opowiedzia³ w nim ca³± tê moj± bataliê, a na koñcu doszed³ do konkluzji, ¿e nonkonformi¶ci tak ju¿ maj±... Ideê tego tekstu zrozumia³em jednak dopiero wtedy, kiedy Wildstein zosta³ prezesem TVP. Wtedy napisa³em do niego list, w którym zaproponowa³em wspó³pracê, bo to i mój kolega, i cz³owiek podobnie my¶l±cy, no i nowe otwarcie. I nic, cisza... Nie ma takiego cz³owieka jak Zalewski. Zaiste, nonkonformi¶cie biada.
Ci ludzie, którzy niby tak dobrze rozumieli tê moj± sytuacjê, i mówili, jaki to ja odwa¿ny jestem, t³umaczyli, ¿e oni tak nie mog± – bo trudne warunki, chorzy mê¿owie, siedmioro dzieci – i to ich niby mia³o usprawiedliwiaæ, ¿e gdzie¶ tam jak±¶ kaskê buchnêli albo zrobili jaki¶ ¿enuj±cy programik.
Ale kiedy mieli tak± mo¿liwo¶æ, kiedy nie by³o ju¿ „tamtych”, tego ca³ego Kwiatkowskiego, to ja nadal by³em dla nich kim¶ z zewn±trz. Okaza³o siê, ¿e to moje „z zewn±trz” jest tak dalekie, ¿e sprowadza siê do pytania: co wy¶cie robili przez te piêæ lat? A o takie rzeczy lepiej nie pytaæ.
U¿y³ Pan wcze¶niej okre¶lenia „nonkonformista”, którego ja za bardzo nie lubiê, ale pos³u¿y³ siê nim te¿ Bronek Wildstein, kiedy tu¿ przed swoim wej¶ciem do telewizji napisa³ artyku³ „Nonkonformi¶cie biada”. To by³o o mnie. I opowiedzia³ w nim ca³± tê moj± bataliê, a na koñcu doszed³ do konkluzji, ¿e nonkonformi¶ci tak ju¿ maj±... Ideê tego tekstu zrozumia³em jednak dopiero wtedy, kiedy Wildstein zosta³ prezesem TVP. Wtedy napisa³em do niego list, w którym zaproponowa³em wspó³pracê, bo to i mój kolega, i cz³owiek podobnie my¶l±cy, no i nowe otwarcie. I nic, cisza... Nie ma takiego cz³owieka jak Zalewski. Zaiste, nonkonformi¶cie biada.
Ale ma Pan teraz swój program w TV Puls i jest to jaki¶ rodzaj powrotu. Póki co tylnymi drzwiami, zawsze jednak to co¶...
Na razie by³a jedna rozmowa z obecnym prezesem TVP i podobno od pa¼dziernika mamy robiæ „Pod pr±d” dla telewizji publicznej. Ja sobie wymy¶li³em ten „Pod pr±d” rzeczywi¶cie trochê dla odreagowania. Z dusz± na ramieniu zacz±³em udawaæ przed kamerami jakiego¶ tam rozmawiacza. Tak naprawdê jednak jestem bardziej s³uchaczem, czasami tylko co¶ puentujê, dopowiadam. Niedawno zrobi³em 50. odcinek z W³adimirem Bukowskim. I ka¿dy z tych odcinków to materia³ na osobn± du¿± opowie¶æ filmow±.
Na miarê „Oszo³oma” - opowie¶ci o Michale Falzmannie - inspektorze NIK, który odkry³ aferê FOZZ i wkrótce potem zgin±³ w niewyja¶nionych okoliczno¶ciach...
„Oszo³oma” robi³em trzy lata, bo to by³ bardzo trudny temat. Ale ¿eby robiæ filmy na podobnym poziomie, musia³bym na ka¿dy z nich mieæ co najmniej rok, czyli ³±cznie zajê³oby mi to 50 lat – nie starczy³oby ¿ycia. A w „Pod pr±d” mogê to wszystko opowiedzieæ w prostej rozmowie. To jest jakby takie „kino dla ubogich”, ale ci cisi, ubodzy bêd± kiedy¶ pierwszymi.
Do mojego programu zapraszam zreszt± tylko tych ludzi, których ceniê i którzy co¶ tam kiedy¶ w ¿yciu zaryzykowali. Te rozmowy nie maj± charakteru goñczego, ¶ledczego. Nie wymy¶lam ich wcze¶niej. I dajê szansê mojemu rozmówcy, by opowiedzia³ widzom to, co chce. Tym ludziom to siê nale¿y, tak jak widzom nale¿y siê s³uchanie rozmowy „bez silikonu”.
Do mojego programu zapraszam zreszt± tylko tych ludzi, których ceniê i którzy co¶ tam kiedy¶ w ¿yciu zaryzykowali. Te rozmowy nie maj± charakteru goñczego, ¶ledczego. Nie wymy¶lam ich wcze¶niej. I dajê szansê mojemu rozmówcy, by opowiedzia³ widzom to, co chce. Tym ludziom to siê nale¿y, tak jak widzom nale¿y siê s³uchanie rozmowy „bez silikonu”.
A czy w ogóle potrafi Pan robiæ filmy „bez silikonu”, które bêd± potem puszczane przed pierwsz± w nocy?
Przecie¿ ja nie robiê filmów pornograficznych. „Oszo³om”, „Obywatel Poeta” s± idealne na godzinê 21. Ale jako¶ nikt nie chce ich puszczaæ o tej porze. Zrobi³em taki jeden film, po którym w efekcie by³em okropnie z³y na siebie – „Tatê Kazika” - no bo ten film kochali wszyscy; przychodzili jacy¶ zachwyceni czerwoni i poklepywali mnie po plecach, to samo solidarno¶ciowcy. Staszewski siê powszechnie spodoba³, bo by³ zapêtlony w tamten system, ale wyszed³ na swoje, piêknie ¶piewaj±c te swoje kiczowate, oczywi¶cie cudownie kiczowate, piosenki, A tacy czy¶ci ludzie jak Falzmann nikogo nie interesuj±. Wolimy upad³e anio³y.
No, ale to tylko potwierdza obiegow± opiniê o Pañskim skrajnym nonkonformizmie – jakkolwiek by Pan nie lubi³ tego zwrotu. No bo je¶li kto¶ jest w¶ciek³y o to, ¿e wszyscy chwal± jego dobry film...
To mi siê nawet przez chwilê podoba³o, dopóki nie zrozumia³em o co w tym wszystkim chodzi; ¿e konfitury dostaj± jedynie ci, którzy siê nie wychylaj±, dla których tre¶æ ich w³asnych filmów jest spraw± drugorzêdn±. Wszyscy chc± siê dobraæ do konfitur. Bo konfitury s± po to, ¿eby co¶ zrobiæ, a po to trzeba co¶ zrobiæ, ¿eby mieæ konfitury... To jest uk³ad samonapêdzaj±cy siê.
W ostatniej sekwencji „Obywatela Poety” Zbigniew Herbert mówi: „A teraz gaszê ¶wiat³o, wychodzê z tej knajpy i niech siê lej± po mordach”... Profetyczne s³owa?
Najbardziej to poczu³em, kiedy obalano rz±d Olszewskiego. Wtedy ju¿ wiedzia³em, ¿e jest po balu, ¿e mo¿emy siê tylko dzielnie stawiaæ. I problem nie dotyczy tylko naszych niedobitych komuszków i naszych prawicowych z³odziei, ale tego, ¿e obecna cywilizacja zmiecie w koñcu to co¶, co jest sensowne, co siê broni przed tak± dramatyczn± powtarzalno¶ci±, przed bylejako¶ci±. Zreszt± my¶lê, ¿e my w koñcu przegramy te bitwê z tymi czerwonymi pod ró¿nymi postaciami. Ale to nas wcale nie zwalnia z marszu pod pr±d.
Przewodnik Katolicki nr 26 2007 r.









































Odno¶niki