Rok temu odszedł Ojciec...
30 marzec 2006 | Dodał: Admin - Malach | Odsłon 847
Odszedł Ojciec Narodu, Rodu Polaków znad Bugu, Wisły i Odry, od Tatr do Bałtyku. Odszedł Pasterz nasz, co ukochał lud. Odszedł, pozostawiając poczucie osierocenia i żałoby w sercach wszystkich Polaków, ale przede wszystkim tych, których łączy poczucie wspólnej tysiącletniej historii, kultury zrośniętej z wiarą i Kościołem, bogactwo narodowej literatury, muzyki, malarstwa, architektury.To dla takiego Narodu Polskiego On był Ojcem, Ojcem żarliwie kochającym, do którego rodacy przychodzili tłumami i gromadami, świadomi, że szli na spotkanie z Ojcem. Śpieszyli do Niego, gdy przemierzał drogi Ojczyzny w różnych zakątkach, otaczali Go życzliwością swoich serc, napełnionych radością i niewypowiedzianym szczęściem. Ale nie obcy był i dla tych Polaków, którzy byli i są jako owce zagubione z Jego Owczarni.
Ogólnonarodowy smutek tamtego wyjątkowego tygodnia narastał w miarę, jak szybsze stawały się kroki Jego umierania na naszych oczach. A był to dobry Ojciec, gorąco kochający swój naród. Jak bardzo zależało Mu na polepszeniu jego doli, jak głęboko współczuł mu w jego bolesnych doświadczeniach, jak głęboko przeżywał jego walkę o wolność oraz zmagania, których doznawał na tej drodze. Z jakże gorącą troską przestrzegał ten naród przed pojawiającymi się zagrożeniami. Wszystko to da się podsumować: odszedł wierny Syn Ojczyzny, Ojciec kochający swój Naród.
Nie dziwi zatem, że ta pierwsza rocznica nie rozproszyła jeszcze w pełni w tym narodzie ciemnej mgły żałobnego osierocenia, tak boleśnie uwierającego w tamtych dniach. Dotyczy to zarówno tych, którzy stali blisko Niego od czasów duszpasterskiej młodości, jak i tych stojących blisko Jego papieskiego trudu oraz świadków Jego wypalania się w dniach tragicznego odejścia.
Ale Ten, który odszedł rok temu nie był Ojcem tylko tego Narodu, z którego się wywodził. Jego ojcowskie serce miało znacznie szerzy zasięg. Obejmowało ono również tych, do których wędrował w swoich podróżach apostolskich, zwracając pilną uwagę na dotkniętych niedostatkiem materialnym, czy obarczonych cierpieniem psychicznym.
Jak nie wspomnieć w tym miejscu pielgrzymek do Brazylii, Meksyku, Chile czy Nikaragui. W pamięci pozostały odwiedziny osławionych osiedli nędzy w Brazylii, czy spotkanie z biedotą indiańską w Meksyku. W świadomości tych ubogich ludzi Jan Paweł II zapisał się również jako kochający i współczujący Ojciec.
W przeżywaniu osierocenia w naszym polskim wymiarze nasuwają się jeszcze dwie znaczące refleksje. Po pierwsze, jeśli „odszedł”, to rodzi się pytanie: gdzie odszedł? Oczywiście - do domu Ojca, a więc nie znowu aż tak daleko, by nie móc przez święte okno pośrednictwa i obcowania świętych śledzić nadal naszego życia i jego złożonych losów. Toczący się proces beatyfikacyjny czyni tę ewentualność jeszcze realniejszą. Do nas wszystkich należy staranie, by to Jego wyniesienie na ołtarze jak najszybciej się spełniło.
A po drugie, musimy z radością powiedzieć, że smutek Jego odejścia łagodzi fakt, że możemy na tyle sposobów się z Nim spotykać: w Jego pomnikach, obrazach, dziełach i różnego rodzaju inicjatywach, nawiązujących do Jego Osoby i doktrynalnego dorobku, i wreszcie w odwiedzinach Jego grobu w Grotach Watykańskich.
Trzeba mieć szeroko otwarte oczy i wdzięczne serce. Dzięki temu wszystkiemu możemy powiedzieć, że nie odszedł za daleko, tak by nie można było Go dojrzeć i odnaleźć śladów Jego ojcostwa. A to powoduje, że ta nasza żałoba staje się już mniej głęboka, bo jest przetykana promieniami nadziei i cichej, świętej radości.
kard. Stanisław Nagy SCJ (Kraków)
Czas Serca









































Odnośniki