Ró¿ne powo³ania - wspólny cel
30 styczeñ 2008 | Doda³: Admin - Malach | Ods³on 393
Zarówno kap³ani, jak i lekarze maj± w pos³udze wobec chorego jeden wspólny cel - ul¿yæ w cierpieniu, okazaæ pomoc, a przede wszystkim, je¿eli to mo¿liwe, wyleczyæ. Lekarze duszy i lekarze cia³a stanowi± jedno spójne, nierozerwalne ogniwo, bez którego skuteczny proces terapeutyczny nie jest mo¿liwy, gdy¿ nie mo¿na dobrze leczyæ chorób cia³a, kiedy sumienie nie daje spokoju.Podobnie pomoc duchowa pozwala skuteczniej leczyæ choroby, gdy¿ uporz±dkowane sumienie, mobilizuje uk³ad neurohormonalny i immunologiczny do zwalczania procesu chorobowego.
Byæ z powo³ania
Nasze dzia³anie jest najbardziej skuteczne, gdy opiera siê na tym samym fundamencie, który nazywamy powo³aniem.
Chrystus ludziom, wydawa³oby siê, s³abym, chwiejnym i grzesznym powierza wielkie dzie³a. W Ewangelii ¶w. Marka (Mk 16, 14-15) znajdujemy fragment dotycz±cy sytuacji, gdy zmartwychwsta³y Chrystus ukazuje siê jedenastu i wprost wyrzuca im brak wiary i upór, ¿e nie uwierzyli tym, którzy widzieli Go Zmartwychwsta³ego. Co najwa¿niejsze i zaskakuj±ce, jednocze¶nie przekazuj±c im równie¿ i nam zleca bardzo wa¿ne zadanie obdarzania innych nadziej± i rado¶ci±, której byæ mo¿e brak nam samym. A mo¿e chodzi najpierw o to, bym sam tego zapragn±³, bym trochê pomy¶la³ o innych, wzi±³ do serca ich niepokoje i potrzeby. Bym podarowa³ im ¶wiat³o, którego nie mam, ofiarowa³ si³ê, której mi brak, nadziejê, która we mnie siê chwieje.
Ksi±dz w szpitalu
Jak¿e istotna jest nawet sama tylko obecno¶æ kapelana w szpitalu, ¿eby by³ jak najczê¶ciej widoczny w¶ród chorych, byæ mo¿e nawet na pocz±tku czêsto nieufnych wobec kap³ana, a nawet z pozoru wrogich. Okazuje siê jednak nierzadko, ¿e po wstêpnych, niejednokrotnie zdawkowej lub grzeczno¶ciowej wymianie zdañ, ods³ania siê zagubione ludzkie wnêtrze, tak bardzo potrzebuj±ce wys³uchania i duchowej terapii i pocz±tkowa nieufno¶æ przeradza siê w serdeczn± za¿y³o¶æ, a kap³an staje siê oczekiwanym go¶ciem.
Niewa¿ne jest równie¿, czy chory cz³owiek potrzebuj±cy duchowego wsparcia, bêd±c czêsto na krawêdzi ¿ycia, jest wierz±cy czy niewierz±cy, czy jest protestantem czy prawos³awnym. Ofiarowane dobro wys³uchania kogo¶, obdzielenia dobrym s³owem, u¶miechem lub szczer± rozmow± ma wymiar uniwersalny i g³êboko ludzki i przez to prawdziwie chrze¶cijañski.
Obecno¶æ kapelana w szpitalu wi±¿e siê to nie tylko z pos³ug± dla chorych, ale równie¿ z mo¿liwo¶ci± wzajemnego wspierania siê – kap³ana i lekarza tak dla dobra powierzonych nam chorych, ale i dla dobra nas samych. Mo¿emy byæ dla siebie wzajemnym ¼ród³em informacji o konkretnych pacjentach, a tym samym sobie nawzajem pomagaæ. Zachêcam ksiê¿y, by od czasu do czasu zapukali do dy¿urki lekarskiej i wprosili siê w wolnej chwili na kawê i herbatê. Takie kontakty s± dobr± okazj±, by siê zapoznaæ, polubiæ, a mo¿e i otworzyæ przed kap³anem swoje nieraz trochê zakrêcone sumienie i podzieliæ siê w³asnymi problemami, z którymi nie zawsze dajemy sobie radê. Wyniki przeprowadzonych ankiet w¶ród chorych i personelu lekarskiego, wskazuj± na nasze du¿e oczekiwania w tym zakresie.
Warto¶æ cierpienia
Chorzy stanowi± ogromn± i wa¿n± cz±stkê Ko¶cio³a. Gdy chory po chrze¶cijañsku i dojrzale prze¿ywa swe cierpienie i gdy ¶wiadomie przyjmuje na siebie obowi±zek wynikaj±cy ze swej trudnej sytuacji, mo¿e ofiarowaæ siebie samego, swoje cierpienie i modlitwê m.in. za tych, którzy mu ten dar uzdrowienia duchowego przynosz± – za kap³anów i lekarzy. Naprawdê my sami wiele chorych zawdziêczamy i mo¿emy ich prosiæ o modlitwê w ró¿nych intencjach. Wielko¶æ ich duchowego apostolstwa mo¿e oceniæ jedynie Bóg i ci, którzy na co dzieñ do¶wiadczaj± tej pomocy.
W swoich kontaktach z chorymi pamiêtajmy o niezwykle wa¿nej sprawie, by w okre¶lonej chwili rozmowy z chorym, kilka minut po¶wiêciæ tylko dla niego i ws³uchaæ siê w jego s³owa. A to nieraz takie trudne, bo ka¿dy z nas, równie¿ pacjent, mówi we w³a¶ciwy sobie sposób, nie zawsze na pocz±tku zrozumia³y. Jak¿e czêsto odkrywamy prawdziwe znaczenie s³ów cz³owieka dopiero po jego ¶mierci. Ws³uchaæ siê w jego gesty, w jego twarz, rêce, ca³e cia³o, które czasami jest bardziej czytelne ni¿ s³owa. Ws³uchaæ siê tak¿e w to, czego nie mówi, o czym za wszelk± cenê nie chce powiedzieæ, co boi siê nazwaæ, przed czym ucieka.
Byæ dla cz³owieka
Ale aby dobrze ws³uchaæ siê w drugiego cz³owieka, trzeba oderwaæ siê od swoich spraw i po¶wiêciæ mu swoj± ca³± uwagê. Czêsto jest to nie³atwe, a czasami wrêcz niemo¿liwe. Jak zapomnieæ o sobie, o innych czekaj±cych chorych, k³opotach i rado¶ciach, którymi przepe³nione jest serce i umys³? Jednak dopiero wtedy, gdy znajdujê czas, gdy chcê ws³uchaæ siê w drugiego cz³owieka, mogê mu towarzyszyæ.
W koñcu, nie mniej wa¿ne, bym chcia³ podarowaæ choremu, nad którym siê pochylam, równie¿ swój u¶miech i pogodê ducha, rodz±c siê w momencie jej darowania.
„Mów wszystkim, ¿e Bóg jest u¶miechniêty” – to by³y jedne z ostatnich s³ów umieraj±cego ks. Jana Twardowskiego. Matka Teresa chyba najlepiej zna³a ludzi cierpi±cych, umieraj±cych samotnie, bez opieki, bez ¿adnej pomocy lekarskiej, ale i równie¿ opieki duchowej. Czêsto mawia³a: „Mo¿emy daæ biednym wszystko, nawet ¿ycie, ale je¶li nie dajemy tego z u¶miechem, nie dajemy nic”…
Wiem dobrze, jak pacjenci to ceni±, jak obserwuj± nas przy wej¶ciu na salê, z jakim wyrazem twarzy siê do nich zbli¿amy, czy zbli¿amy siê do nich z u¶miechem… I potrafi± d³ugo pamiêtaæ, ka¿dy przyjazny gest, dobre s³owo, zwrócenie siê do nich po imieniu, które wcze¶niej zd±¿ymy odczytaæ z karty gor±czkowej, np. „Panie Stanis³awie, „Pani Nino”.
Oby¶my jak najczê¶ciej umieli swoim u¶miechem, optymizmem i dawaniem nadziei obdarzaæ i zara¿aæ innych. Mo¿emy byæ wówczas pewni, ¿e w tych chwilach Bóg rzeczywi¶cie jest u¶miechniêty.
Autor jest kardiologiem, prof. dr. hab. med. Collegium Medicum Uniwersytetu Miko³aja Kopernika w Toruniu
W³adys³aw Sinkiewicz
Przewodnik Katolicki nr 3/2008 r.









































Odno¶niki