"Seks po katolicku" - czyli, jak katolicy przeżywają własną seksualność. Okazuje się, że Kościół w sposób entuzjastyczny podchodzi do płciowości człowieka i jego relacji w tej sferze. Temu zagadnieniu poświęcony jest duży blok materiałów w najnowszym podwójnym numerze "Frondy" (44-45).
Na ten temat wypowiada się m.in. doradca w sprawach seksualnych, kapucyn o. Ksawery Knotz. Poza tym w piśmie znajdujemy cykl tekstów o religijności polityków: Jarosława Kaczyńskiego, Rudolpha Giulianiego i Władimira Putina, a także zbiór artykułów dotyczących tego, jak w chrześcijaństwie traktowano postać Antychrysta - od czasów Apostołów aż do Benedykta XVI, który uważa, że Antychryst, jeśli się pojawi, będzie znakomitym teologiem.
O kontrowersyjnym teologu włoskim, ks. Antonio Rosminim, opowiada z kolei szkic ks. Roberta Skrzypczaka: tylko jeden raz w historii cofnięto dekret Świętego Oficjum potępiający dzieła jakiegoś teologa - dotyczyło to właśnie Rosminiego, który nie tylko został zrehabilitowany, lecz także w 2007 roku beatyfikowany przez Benedykta XVI. Obecny papież w 2007 roku beatyfikował też austriackiego rolnika Franza Jägerstaettera, który z pobudek religijnych jako katolik odmówił służby wojskowej w Wehrmachcie i został za to zgilotynowany w 1943 roku. "Fronda" zamieszcza wstrząsające fragmenty jego zapisków pisanych w celi śmierci.
Z księdzem o seksie, czyli trzeba lubić ten sport!
ROZMOWA Z KAPUCYNEM O. KSAWERYM KNOTZEM
W niektórych środowiskach Kościoła katolickiego dziedzina seksualności jest traktowana jako ta gorsza strona natury ludzkiej. Czy Kościół krzywo patrzy na cielesność i seksualność człowieka?
– Odpowiedź jest prosta: jeśli się wierzy w Boga chrześcijan, to wiadomo, że ten Bóg stworzył świat i stworzył człowieka. Nie stworzył nic złego, wręcz przeciwnie – stwarzając człowieka powiedział, że to dzieło jest nie tylko dobre, ale bardzo dobre! Wyróżnił je. Jeśli czytamy Biblię, to nie możemy powiedzieć, że w człowieku tkwi takie zło, które by wyszło z ręki Boga. Ciało w takim razie jest dobre, a jeżeli jest dobre, to i seksualność też jest dobra. To jest oczywiste i większość ludzi to przyjmuje.
Na rekolekcjach, które prowadzę, cytuję wypowiedź papieża Piusa XII sprzed 50 lat, który mówi, że Pan Bóg tak stworzył człowieka, że on-człowiek szuka i używa przyjemności poprzez współżycie seksualne. Przyjemności fizycznej i duchowej, i że takie używanie i szukanie przyjemności jest czymś dobrym, ponieważ Pan Bóg tak właśnie nas stworzył, tak sobie wymyślił. Tylko że trzeba szukać i używać tej przyjemności mądrze. Ta sfera jest dla nas, żebyśmy się nią cieszyli. A to znaczy, że małżonkowie powinni się zastanawiać, jak się najlepiej rozbudzić, jak przeżyć tę przyjemność w najlepszy sposób, jak ją znaleźć we współżyciu seksualnym. I znaczy to też, że doświadczenie orgazmu jest doświadczeniem pożądanym i dobrym, które jest zaplanowane przez Pana Boga. Stwórca chce, aby ludzie właśnie takim silnym przeżyciem przyjemności się cieszyli. Jeżeli mąż pieści żonę, to robi to, co jest dane ku jej rozbudzeniu przez Pana Boga. Więcej, jeśli mąż ją pieści, to w ten sposób realizuje wolę Boga, który tak a nie inaczej stworzył kobietę.
Skąd więc się wziął się manichejsko-gnostycki nurt myślenia, który sprowadza sferę cielesną do kwestii grzechu, do myślenia, że lepiej się tym w ogóle nie zajmować, a jeśli już współżyć, to tylko ze względu na prokreację, pomijając radość i przyjemność płynącą z tej witalnej energii człowieka?
– Docenienie seksualności to nie jest novum w Kościele dla – powiedzmy – tzw. elity, która już w średniowieczu na ten temat pisała głębokie rozważania. Takie otwarte mówienie to raczej, jeśli tak można powiedzieć, novum dla tzw. ludu Bożego. Dotąd był to rzeczywiście temat tabu i zaniechany ze szkodą dla Kościoła, ewangelizacji i wierności Ewangelii, bo kwestie te są tak ważne, że zaniedbania są w tej dziedzinie poważnym nadużyciem i przeszkodą w ewangelizacji.
Dziś, tak samo jak kiedyś, wnikają do Kościoła poprzez kulturę różne nurty myślenia, które Kościół czasem nieopatrznie przyjmuje. Z biegiem lat zaczyna się je postrzegać jako poglądy Kościoła, choć są obce Ewangelii. Naszym zadaniem jest wyrzucać wszystko, co nie ma źródła ewangelicznego i sięgać do źródeł, do Biblii.
Czy to znaczy, że Kościół nasiąknął myśleniem, które nie jest chrześcijańskie?
– Nasiąknął myśleniem manichejskim. Doszło do pewnych uproszczeń – cielesny wymiar grzechu połączono z grzeszną cielesnością i tak ciało zaczęło się kojarzyć z grzesznością. Czasami jest tak, że myśl wyrażona w jednym kontekście zostaje wykorzystana w kontekście innym i tak dochodzi do nieporozumień. Dam przykład z rekolekcji: małżonkowie pytali się mnie, jak to jest z seksem oralnym (…)
(…)
W takim razie może spróbujemy się przyjrzeć, jak mówi się o sferze seksualnej człowieka w Biblii. Przychodzi mi na myśl Pieśni nad Pieśniami, dawniej nie zawsze w Kościele czytana, a przepojona przecież zmysłowością i będąca analogią miłości Boga do człowieka, jak mówi teologia.
– Ta księga liczy sobie dwa i pół tysiąca lat. Niektóre jej fragmenty są tak bardzo sensualne, że śmiało można je określić jako erotyki. (…)
(…)
Można by pomyśleć, że te fragmenty to prawie afrodyzjak... Mogą inspirować nawet współczesnych kochanków. Możemy zatem powiedzieć, że teksty Pisma Świętego – nie tylko Pieśni nad Pieśniami – dowartościowują piękno miłości zmysłowej?
– Normalnej ludzkiej miłości między mężczyzną i kobietą – zmysłowej, psychicznej, duchowej – która zawsze jest cielesna i nie może być inna. Przez wieki te pieśni interpretowano bardzo duchowo, mistycznie, np. św. Jan od Krzyża wyrażał głębokie stany mistyczne właśnie za pomocą tych erotycznych przecież pieśni. Ta pieśń mówi też o głębokich duchowych stanach człowieka. To pokazuje, że w tradycji Kościoła zakorzenione jest myślenie, które z jednej strony odsłania spotkanie mężczyzny i kobiety na płaszczyźnie fizycznej, zmysłowej, a z drugiej – ujawnia ich zjednoczenie duchowe, wręcz mistyczne – na wzór miłości Boga do człowieka. Oba wymiary doskonale się uzupełniają i żadnego z nich nie wolno usuwać.
W trakcie rekolekcji mówi Ojciec, że w akcie seksualnym można spotkać Boga, czyli w akcie małżeńskim – tak, w innym – nie? Innym, czyli pozamałżeńskim.
– My, katolicy, mamy świadomość sakramentu małżeństwa, który jest dla nas ważny. Niektórzy może go nie rozumieją, nie wiedzą, gdzie Pan Bóg jest obecny na mocy tego sakramentu. Z Chrystusem spotykamy się, tak jak i w innych sakramentach, również w małżeństwie. W trakcie rozważań rekolekcyjnych dochodzimy ostatecznie do tego, że Bóg jest obecny w więzi, którą małżonkowie tworzą i budują także poprzez współżycie seksualne. (…)
Wielu ludzi nie jest zadowolonych ze swojego życia małżeńskiego, także seksualnego. A jednocześnie są to osoby, które żyją w Kościele, są przykładnymi albo mniej przykładnymi katolikami. Co ich ma motywować, by być ze sobą?
– Ostatnio na rekolekcjach dotyczących aktu małżeńskiego była pewna para. Żona mi mówi, że wszystkie moje konferencje wywracają jej świat do góry nogami, dla niej to rewolucja. Jest to bardzo pobożna, wierząca osoba, ale myśli całkiem inaczej niż ja.
(…)
Powiedział Ojciec, że aby dobrze przeżyć, aby spotkać Boga w tym akcie, gdzie dwa ciała się spotykają i jednoczą dwie dusze, trzeba się do tego przygotować, że to nie da rady tak z biegu, jak na filmie.
– Tutaj Kościół może bardzo ludziom pomóc, bo nie trzeba być wnikliwym obserwatorem, żeby widzieć, że to wszystko wokół, co się mówi o seksualności, bardzo ją banalizuje. To, co jest w telewizji, żeby było ciekawe, musi być szybkie, czyli szybko, krótko i skutecznie. A tak naprawdę to nie ma nic wspólnego z życiem. W normalnym życiu mężczyźni mają przedwczesne wytryski albo jest coraz więcej impotentów, bo tak są zestresowani i zapracowani, że nie są w stanie współżyć. Kobiety mają lęki przed poczęciem dziecka i różne opory związane z gospodarką hormonalną. Nie jest to wszystko takie łatwe. O wiele ważniejsze jest szukanie odpowiedzi na pytanie jak sobie pomóc, żeby rzeczywiście współżycie seksualne było jak najlepsze, jak najpiękniejsze. I tutaj w sukurs przychodzi intuicja i mądrość Kościoła, która jest powszechnie wyśmiewana.
Kościół widzi małżeństwo jako święte i dlatego go tak bardzo broni. Czasami jest tak, że tej sfery bronimy i być może nawet nie wiemy dlaczego. A bronimy jej właśnie dlatego, że wyczuwamy intuicyjnie, iż jest to jakiś święty obszar życia, że jest szczególnie naznaczony przez Stwórcę, że to sacrum. Uświęcenie małżeństwa jest jednocześnie uświęceniem współżycia seksualnego – to nie jest rozrywka, to nie jest spędzenie wieczoru czy poranka w atrakcyjny i przyjemny sposób, czasami nawet z kimś, kogo się słabo zna, ale akurat nawinął się pod rękę. Seksualność pozwala na wejście w tak głęboką relację z drugą osobą, że można w tej relacji doświadczyć transcendencji, dotknąć Boga.
Przypuszczam, że gdyby małżonkowie-katolicy zaczęli mówić w ten sposób o seksualności, otwarcie i bez pruderii, to byłby to autentyczny przełom w Kościele.
– Znam doświadczenia wielu małżonków. Mam nadzieję, że kiedyś zaczną oni pisać i mówić o tym, że w miłości i w radości ze współżycia seksualnego – że jestem kochany przez żonę, czy kochana przez męża – że oni widzą tam Pana Boga.
(…)
Co dla ludzi jest najbardziej odkrywcze, a nawet szokujące, kiedy uczestniczą w Ojca rekolekcjach?
– Przede wszystkim to, że religijność można łączyć z seksualnością, że te dwa – tak silnie angażujące doświadczenia – nie są ze sobą sprzeczne. (…)
(...)
Dotknął Ojciec bardzo ważnej, moim zdaniem, kwestii, że i w tej dziedzinie nie jesteśmy zwolnieni z myślenia, choć najwygodniej byłoby mieć zbiór przepisów, które z niego zwolnią. Ale w życiu tak się nie da. Zwłaszcza w sferze seksualnej, która powinna być przecież życiodajna i szczęściodajna, nie da się nie myśleć, bo to nas wpędza w kierat i stajemy się współczesnymi niewolnikami.
– Spróbujmy sobie zatem powiedzieć, na czym polega moralność chrześcijańska, żeby nie była takim kodeksem „wolno – nie wolno”. Pytania o to, co wolno, a czego nie wolno są skądinąd słuszne i nie oburzam się na nie, bo każdy z nas chciałby to wiedzieć. Myślę sobie natomiast, że warto dotrzeć to tego, co się kryje w człowieku za tym pytaniem, jaki sposób myślenia.
(…)
Dlaczego Ojciec zajął się tą dziedziną?
– Zauważyłem, że to jest nisza w Kościele. Temat bardzo ważny, a niedotknięty w szczegółach. Moje doświadczenie kapłańskie to potwierdzało i ciągle się okazywało, że jest jeszcze wiele do wyjaśnienia.
No dobrze, ale skąd zakonnik żyjący w celibacie to wszystko wie? Takie szczegóły? Ma na boku kobietę, czy podpatruje przez dziurkę od klucza?
– Żartem kiedyś mówiłem, że wszystko się bierze z moich fantazji seksualnych, ale niektórzy „manichejczycy” tak byli tym zgorszeni, że już tak nie mówię. Serio zaś – dla mnie są to całkowicie normalne rzeczy. Tak normalne, że aż czasami nawet i nudne, choć wydaje mi się, że w czasie rozmów z małżonkami dobrze słyszę, wyłapuję, co im zgrzyta w pożyciu i trafiam we właściwy punkt. Słucham i czyszczę, potrafię wyczuć, co jest niezdrowego w myśleniu konkretnego człowieka. A równocześnie wiem, co ludzi boli, i nie jest to wiedza gazetowa. Często się okazuje, że ludzi boli i przejmuje zupełnie coś innego niż to, co nagłaśniają media. To, co ja robię, to słuchanie ich i odpowiadanie, lepiej lub gorzej. To przechodzi też przez moje doświadczenie, moją osobowość, moją seksualność. Przynajmniej wiem jako chłop, że tak a tak na przykład nie da rady i to mogę żonom czasem powiedzieć. Kobiety również dużo mówią o swojej seksualności, no i siłą rzeczy wychodzi, gdzie jest problem.
(…)
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Mira Jankowska
JUŻ w sprzedaży nowy PODWÓJNY numer FRONDY !
Kwartalnik jest do kupienia w internecie:
www.xlm.pl
www.fronda.pl