¦ladami Aposto³a Narodów - Pobyt w Berei
13 styczeñ 2009 | Doda³: Admin - Malach | Ods³on 366
Geograficzna nazwa „Berea” pewnie niewiele mówi przeciêtnemu chrze¶cijaninowi. Pojawia siê na kartach Pisma ¦wiêtego bodaj¿e tylko w kontek¶cie drugiej podró¿y misyjnej aposto³a Paw³a. To macedoñskie miasto zawdziêcza sw± nazwê, która etymologicznie oznacza „miejsca wielu wód”, licznym ¼ród³om znajduj±cym siê w tym regionie.Le¿±ce trochê na uboczu, z dala od wa¿nych szlaków handlowych, mog³o zapewniæ Paw³owi i jego towarzyszom schronienie na czas niepokojów w Tesalonice. Byæ mo¿e Aposto³ mia³ nadziejê, ¿e przeczeka niebezpieczn± sytuacjê, jaka wytworzy³a siê w tym mie¶cie, i powróci doñ przy najbli¿szej nadarzaj±cej siê okazji.
W Berei musia³o byæ sporo ¯ydów, skoro posiadali oni w³asn± synagogê. Pawe³ szybko zapomnia³ – przynajmniej w jakiej¶ mierze – o cierpieniu, jakiego dozna³ w Tesalonice, i zacz±³ gorliwie g³osiæ Chrystusa, rozpoczynaj±c, równie¿ tym razem, w³a¶nie od synagogi. Ku swemu zaskoczeniu, spotka³ siê tutaj z wyj±tkow± otwarto¶ci± ze strony zarówno wspólnoty ¿ydowskiej, jak te¿ pó¼niej wcale niema³ej liczby pogan.
¯ydzi z Berei „byli szlachetniejsi od Tesaloniczan, przyjêli naukê z ca³± gorliwo¶ci± i codziennie badali Pisma, czy istotnie tak jest. Wielu te¿ z nich uwierzy³o, a tak¿e [wiele] wp³ywowych Greczynek i niema³o mê¿czyzn” (Dz 17, 11-12).
Mo¿emy sobie wyobraziæ wewnêtrzn± rado¶æ Paw³a wynikaj±c± z licznych nawróceñ ¯ydów i pogan, zmiany stylu ich postêpowania, przyjêcia przez wielu nowej drogi ¿ycia, któr± Aposto³ z tak± gorliwo¶ci± g³osi³ i co do której by³ coraz g³êbiej przekonany, ¿e tylko ona mo¿e daæ cz³owiekowi prawdziwe szczê¶cie. Wra¿enie nauczania Paw³owego by³o w Berei tak silne, ¿e ju¿ nie tylko w dzieñ sobotni, ale codziennie badano wspólnie Pismo ¦wiête, a ¯ydzi skrupulatnie, ale bez uprzedzeñ, sprawdzali argumentacjê Paw³a. Pewnie nie bez znaczenia by³o ich usposobienie, szczero¶æ i otwarto¶æ na wewnêtrzny g³os Boga; nie bez powodu £ukasz stwierdza, ¿e „byli szlachetniejsi od Tesaloniczan” (Dz 17, 11), a jeden ze wspó³czesnych biblistów wyja¶nia, ¿e mieszkañcy Berei okazali Paw³owi po prostu trochê wiêcej serca ni¿ Tesaloniczanie. Tak, w sprawach wiary nie ma regu³: niekiedy trzeba wielkiego, trwaj±cego wiele lat wysi³ku, a innym razem wystarczy trochê otwarto¶ci na Bo¿± ³askê i zwyk³ej dobroci…
Pobyt Paw³a w Berei trwa³ ju¿ – byæ mo¿e – kilka tygodni. Liczba nawróconych z obydwóch ¶rodowisk, zarówno ¿ydowskiego, jak i pogañskiego, ci±gle wzrasta³a. Co wiêcej, mo¿na przypuszczaæ, ¿e powstawa³y ju¿ pierwsze, maj±ce zawsze du¿e znaczenie, formy organizacyjne nowej wspólnoty.
Rado¶æ Paw³a nie trwa³a jednak zbyt d³ugo. Jego dzia³alno¶æ w Berei i odnoszone sukcesy duszpasterskie nie mog³y, rzecz jasna, pozostaæ niezauwa¿one w okolicy. Wie¶æ o nich dosz³a te¿ do Tesaloniki: miêdzy dwoma miastami by³o tylko trzydzie¶ci kilometrów odleg³o¶ci. Pawe³ doskonale zdawa³ sobie sprawê z tego, ¿e jego nauczanie zatacza coraz szersze krêgi, z czego móg³ siê jedynie cieszyæ i byæ dumnym. Nie spodziewa³ siê jednak, ¿e spowoduje to ponown± akcjê ze strony ¯ydów zamieszkuj±cych Tesalonikê. Ci, dowiedziawszy siê o wszystkim, co zasz³o w Berei, postanowili dzia³aæ niezw³ocznie. Przys³ali do Berei wypróbowanych ju¿ w Tesalonice wichrzycieli, aby wywo³aæ rozruchy i oskar¿yæ o nie Aposto³ów.
Metoda by³a ju¿ znana Paw³owi i jego towarzyszom, a konsekwencje zagra¿a³y m³odej gminie chrze¶cijañskiej. Dla unikniêcia zatem niebezpieczeñstw postanowiono, aby Pawe³ opu¶ci³ Macedoniê. Odprowadzono go do portu, sk±d uda³ siê do Aten. W Berei pozostali jeszcze przez jaki¶ czas Sylas i Tymoteusz.
W dosyæ d³ugiej drodze do Aten Pawe³ mia³ mo¿liwo¶æ dokonaæ bilansu zakoñczonej w³a¶nie czê¶ci drugiej podró¿y misyjnej. Z jednej strony mia³ powody do g³êbokiej rado¶ci, poniewa¿ krótki pobyt w Macedonii by³ z punktu widzenia ewangelizacji du¿ym sukcesem. Za³o¿one tam wspólnoty chrze¶cijañskie dodawa³y mu niew±tpliwie odwagi do dalszej pracy i stanowi³y powód do wdziêczno¶ci wobec Chrystusa.
Z drugiej jednak strony nieustannie towarzyszy³a mu ¶wiadomo¶æ, ¿e ka¿de miasto macedoñskie musia³ opu¶ciæ w po³owie pracy, g³ównie z uwagi na nies³ychanie mocn± opozycjê ze strony swoich braci ¯ydów, co nie wró¿y³o nic dobrego na przysz³o¶æ. W takim stanie chwile rado¶ci ³atwo przeplataj± siê z momentami smutku i zniechêcenia.
¦wiadomo¶æ odpowiedzialno¶ci za dzie³o g³oszenia Ewangelii, wspomnienie cierpieñ i pora¿ek, lêk co do przysz³o¶ci ³atwo dostrzec w s³owach, które kiedy¶ skieruje do Koryntian: „Nie przyby³em, aby b³yszcz±c s³owem i m±dro¶ci±, g³osiæ wam ¶wiadectwo Bo¿e. Postanowi³em bowiem, bêd±c w¶ród was, nie znaæ niczego wiêcej jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzy¿owanego. I stan±³em przed wami w s³abo¶ci i w boja¼ni, i z wielkim dr¿eniem” (1 Kor 2, 1-3).
S³abo¶æ, boja¼ñ i wielkie dr¿enie… jak¿e jest nam bliski ten Pawe³ opuszczaj±cy Macedoniê. Z punktu widzenia ludzkiego zrobi³ wszystko, na co pozwala³y mu jego mo¿liwo¶ci, i mia³ prawo spodziewaæ siê wiêkszych owoców, ludzkiej ¿yczliwo¶ci i wdziêczno¶ci, a tymczasem ledwie uszed³ z ¿yciem. Zmartwychwsta³y, którego g³osi³, wydawa³ mu siê w czasie tej podró¿y do Grecji doprawdy tajemniczy. Ale Aposto³ nie mia³ w±tpliwo¶ci co do s³uszno¶ci obranej drogi: mo¿e trzeba bêdzie – medytowa³ – jedynie zmieniæ trochê metody dzia³alno¶ci, a przede wszystkim jeszcze bardziej ufaæ Panu, bo to przecie¿ nie na piêknych s³owach ani na ludzkiej m±dro¶ci opiera siê nasza wiara, lecz na mocy Bo¿ej (por. 1 Kor 2, 5).
ks. Waldemar Turek
Radio Watykañskie









































Odno¶niki