Ślęża - po dziś dzień tajemnicza...
21 maj 2007 | Dodał: Admin - Malach | Odsłon 7,469
Miejsce to nazywane niegdyś, Śląskim Olimpem, znane nam powszechnie jako góra Ślęża, wznosząca się 712 m. n.p.m, znajduje się ok.30 kilometrów od Wrocławia i góruje nad miastem Sobótka. Jest to masyw wciąż nieodgadniony, owiany tajemnicą, posiadający wiele legend i opowiadań. Nazywany również "Świętą Górą”, która to niegdyś była siedzibą bogów: słońca i księżyca.Pradawne legendy mówią o wielu rytualnych obrzędach m.in. o pielgrzymach, którzy nocą wchodzili na górę, po drodze oczyszczając się w pobliskich źródłach, szli w blasku pochodni do kamiennego kręgu , znajdującego się na samej górze do 1300r p.n.e. I jak się mówi, źródła te po dziś dzień, mają właściwości bioenergetyczne.
Nieodgadniony pozostaje również zamek, który znajdował się na szczycie Ślęży. Na jego ruinach postawiony został kościół, jednakże wiele mówi za tym, że pod ruinami znajdują się lochy, które były wykorzystane jeszcze w II wojnie światowej do ukrycia skarbów Śląska. Podobno wejścia do wielkich korytarzy, komnat i lochów zamku strzegą dwa ślężańskie niedźwiedzie czarny i czerwony. Tylko one wiedzą jak dostać się do podziemi Ślęży.
Fascynujące również jest to, że Ślęża jest postrzegana jako miejsce energii kosmicznej. Powstało kilkanaście historii i twierdzeń na ten temat, które można przeczytać na stronach internetowych. Jednak bardzo ciekawe i interesujące pozostaje źródło św. Jakuba, gdzie podobno ta energia zanika. Jest tam totemowy ołtarz, wyżłobiony w kształcie kwadratu, odpowiadający wszystkim stronom świata. Według niektórych miejsce medytacji, spokoju i harmonii. Dlatego tez, pozbawione tzw. energii kosmicznej.


LEGENDY SOBÓTKI
Sobótka, a przede wszystkim Ślęża, posiada bardzo wiele legend i opowiadań. Do najbardziej znanych należą :
JAK POWSTAŁA ŚLĘŻA, RADUNIA I WIEŻYCA
"...Przed wielu, wielu laty, diabły zawistne o dzieło Pana Boga, któremu tak pięknie udała się ziemia śląska, postanowiły zniszczyć i zasypać kamieniami całą krainę, aż po dzisiejszy Wrocław. Czasu miały jednak niewiele - od wiosennego zrównania dnia z nocą do Nocy Świętojańskiej. Zaczęły więc znosić potężne bloki skalne i budować ogromne góry. Tak powstały Sudety ze swym najwyższym szczytem Śnieżką. Dni było jednak coraz mniej i sił, mimo że piekielnych, przy tej ciężkiej pracy ubywało. Kolejne usypiska były więc coraz mniejsze i nie tak starannie uformowane. Wzgórza Łomnickie, na przykład, stanęły w poprzek Karkonoszy. Nadeszła wreszcie Noc Świętojańska - koniec diabelskiej roboty - w ostatniej więc chwili gdzieniegdzie na Przedgórzu czarty usypały kamienne kopce.
Między dwoma takimi wzniesieniami, położonymi najdalej na północ od Karkonoszy, w okolicach dzisiejszej Sobótki, znajdowało się jedyne wejście do piekieł. Pewnego poranka jedną z tych gór, zwaną kiedyś Górą Anielską, a dziś Gozdnicą, opanował hufiec aniołów i zaatakował armie piekielne stojące na Raduni. Rozgorzała zacięta walka, w której bronią były bloki skalne. Pociski były tak ciężkie, że nie dolatywały do celu. Spadając w połowie drogi zamknęły wejście do piekła i utworzyły nową wielką górę, Ślężą później nazwaną. Gdy zobaczył to Lucyfer zdenerwował się okrutnie i chwyciwszy potężną skałę rzucił ją w kierunku aniołów - tak powstała Stolna. Następny pocisk też był niecelny; upadł przed górą zajętą przez anioły i tak utworzyło się wzniesienie dziś zwane Wieżycą. Zrozpaczony czarci dowódca tupnął kopytem z taką siłą, że ziemia się przesunęła i tak powstała przełęcz Tąpadła oddzielająca Ślężę od Raduni. Od tej pory diabły nie mogąc dostać się do swej siedziby nasyłają na Ślężę burze i pioruny, z nadzieją, że kiedyś odsłoni się na powrót wejście do piekieł..."
Autor anonimowy
Za: Sobótka i okolice, Janusz Skałecki, KAW, Wrocław 1979 r.
Panna i niedźwiedź
„Na początku XII wieku dumnie spoglądał ze szczytu Ślęży na uroczą śląską krainę zamek bogatego i szanowanego fundatora kościołów i klasztorów - Piotra Włostowica. W przestronnych komnatach zamkowych nie słychać było żadnych niepokojących odgłosów szczęku broni; na dziedzińcu nie zbierali się też rycerze, by ćwiczyć się w wojennym rzemiośle, a potem wyruszać na wojenne czy łupieżcze wyprawy. Bo też nie dla pozoru jedynie podawał się Piotr Włostowic za zwolennika pokoju, lecz starał się aby na stałe gościł on także w jego własnym domu.
Do rozrywki i przyjemności mieszkańców zamku służyło kilka niedźwiedzi, które trzymano na dziedzińcu, w pomieszczeniu otoczonym ze wszystkich stron wysokimi kratami. Jeden opiekun troszczył się o nie i tresował po to, aby mogły się one pokazywać przed dworzanami, zajmować i bawić ich swymi ruchami i sztuczkami.
Jeden z owych oswojonych niedźwiedzi zaprzyjaźnił się w sposób szczególny z pewną służącą o imieniu Gertruda. Jednocześnie był on ulubieńcem pani zamku i żony Piotra Włostowica - Marii. Jako że miś ten przepadał za rybami, Gertruda otrzymywała od czasu do czasu od swej pani polecenie, aby przyniosła niedźwiedziowi jego przysmak. Kiedy tylko Gertruda schodziła ze stoku góry Ślęży, niedźwiedź, dobrze znający cel jej wypraw, również schodził za nią do połowy drogi, aby tutaj odebrać od niej ciężar i przekazać go potem swej pani.
Pewnego dnia dziewczyna znów zeszła, aby kupić ulubioną potrawę niedźwiedzia. Ponieważ znacznie spóźniała się z powrotem, miś musiał na nią czekać. Kiedy wreszcie dotarła do miejsca, gdzie oczekiwał jej niedźwiedź, ten rzucił się łapczywie na nią chcąc pośpiesznie dosięgnąć koszyka. Ale dziewczyna zeszła na skraj drogi i, jak to miała w zwyczaju, drażniła niedźwiedzia, podstawiając mu pod nos wyciągniętą z koszyka rybę.
Tym razem jednak niedźwiedź, który zniecierpliwiony był już długim czekaniem, nie był skory do igraszek. Rozzłoszczony stanął na swych tylnych łapach i natarł na dziewczynę, która zaczęła się dzielnie bronić. Będąc w najwyższej opresji, wzięła swą długą szpilę, którą spięta była jej chusta i wbiła ją głęboko w oko niedźwiedzia. Miś zaryczał przeraźliwie z bólu i z nową wściekłością rzucił się na nią, zabijając bezbronną i ciężko ranną już dziewczynę. Potem zaś sam padł martwy na przy nogach swej niedawnej ofiary, przygniatając koszyk, którego zawartość należała teraz już tylko do niego.
Kiedy następnego dnia szukano zaginionej służącej i niedźwiedzia, znaleziono oboje martwych, skąpanych we własnej krwi. Pani zamku rozkazała na owym miejscu wznieść pomnik, który stoi tam po dzień dzisiejszy. Napotkać go można wychodząc na górę Ślężę ścieżką z miasta Sobótka. Pomnik ten przedstawia granitową figurę dziewczyny niosącej rybę, u której stóp leży niedźwiedź.”
spisał Georg Hyckel
przetłumaczył Robert Kolebuk
MNICH I KONIEC ŚWIATA
Dawno, dawno temu pewien młodzieniec wstąpił do zakonu. Po złożeniu ślubów wieść miał życie skromne i bogobojne. Był jednak zbyt młody i niedoświadczony, aby oprzeć się pokusom hulaszczego życia, mimo złożonych ślubów.
Pewnego razu, będąc przejazdem w okolicach Ślęży, wstąpił do karczmy ogrzać się i posilić. Przysiadł się do niego nieznajomy i zaczął rozprawiać o skarbach ukrytych w jaskiniach Ślęży. Młody, niedoświadczony mnich nie rozpoznał w nieznajomym czarta. Zainteresował się jego opowieściami i postanowił odnaleźć ukryte skarby. Życie, jakie prowadził było kosztowne. Rozpoczął wędrówkę w poszukiwaniu groty. Rozpytywał okolicznych mieszkańców jak ją odnaleźć, gdzie jest do niej wejście. Na wieść o poszukującym skarbów młodym mnichu, pewna stara kobieta znająca pradawne zaklęcia, która widziała i słyszała już niejedno, zadrżała. Gdy była młodą dziewczyną, słyszała bowiem, że jeżeli czarcie skarby ujrzą światło dzienne, zło zapanuje i nastąpi koniec świata. Postanowiła temu zaradzić.
Mnich w poszukiwaniu wiadomości o jaskini dotarł do Garncarska. Gdy przechodził koło domostwa starej kobiety, ta rozpoczęła rzucanie uroków. Pragnęła zawrócić mnicha ze złej drogi, ale w jej pamięci zatarły się dawno nie używane zaklęcia, myliły się jej słowa czarów. Wydawało się jej, że czary nie poskutkują. Wybiegła przed swoje obejście, rozglądając się za mnichem. Szedł coraz wolniej przez osadę. Każdy jego krok zdawał się coraz cięższy. Gdy minął ostatnią chałupę, przystanął. Kobieta zwiesiła smutno głowę. Nie udało się.
Rankiem następnego dnia kobieta wyprowadziła krowy na pastwisko za wsią. Gdy doszła na skraj osady, zobaczyła dziwaczny posąg. W miejscu, w którym przystanął mnich, stał granitowy kręgiel. Sylwetką przypominał korpulentną postać z nakrytą głową. Czyżby czary się udały? Czyżby to był mnich zaklęty w kamień? Od tego czasu minęło wiele wieków. Kamienny mnich stoi już w Sobótce przy drodze na schronisko “Pod Wieżycą". Czy kiedyś dojdzie na szczyt Ślęży?
TAJEMNICZA ALE PIĘKNA
Sobótka to przede wszystkim piękne tereny, wspaniały krajobraz. Przepiękna natura, lasy, źródła, świeże powietrze. Kultowe rzeźby takie jak: niedźwiedź, panna z rybą, grzyb lub tułów mnicha, mnich. Wiele innych jeszcze zachowanych rzeźb można również odnaleźć w ślężańskim muzeum w Sobótce.
Po za tym, Sobótka to również: zamek w Sobótce Górce, piękne zabytkowe kościoły (św. Anny, św. Jakuba). Jak i również nowo powstałe takie jak przepiekany drewniany kościółek w Sulistrowiczkach. Oprócz kościółka znajduje się tam wiele atrakcji między innymi park Wenecja, zalew Sulitrowice, rezerwat archeologiczny Będkowice.
Jest to bardzo atrakcyjny teren turystyczny, dlatego też, w weekendy, tak dużo ludzi odwiedza to miejsce. Sobótka, Ślęża i okolice to świetne miejsce na odpoczynek i oderwanie się od życia codziennego.
Jednym słowem wyrosła nie wiadomo jak, daleko od innych masywów górskich, tajemnicza i nieodgadniona, kusi swym pięknem i urokiem, przyciąga niejedne chmury i niejedną telewizje (maszt telewizyjny na szczycie) - Ślęża, "Święta Góra".

Herb Sobótki


Kościół św. Jakuba

Zabytkowy portal kościoła Św. Jakuba

Plansza Ślęży znajdująca sie w rynku

Sobótka na planszy

Pomnik Tysiąclecia - w postaci spiętrzonych głazów

Sanktuarium Św. Anny
Materiał Przygotowała - Jagoda Barcikowska









































Odnośniki