Spotkali się z Ojcem Świętym
19 wrzesień 2006 | Dodał: Admin - Malach | Odsłon 1,790
- Papież pobłogosławił naszą córeczkę Hanię w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. W ten sposób umocnił nas w wierze i w tym, co robimy. Na pewno wspomnienie tej chwili będzie dodawało nam sił w codziennym, niełatwym przecież życiu - wyznaje Marta Bejda, mama trzyletniej Hani. Teraz Bejdowie zbierają zdjęcia dokumentujące ten niezwykły moment, bo chcą powiesić je nad łóżeczkiem córeczki...czas oczekiwania
Rodzice dziewczynki opowiadają, że trudno było im się zdecydować na uczestnictwo w nabożeństwie w Łagiewnikach. Wyjście z Hanią na kilka godzin wcale nie jest łatwe. Dziewczynka choruje na rzadki zespół genetyczny - zespół Aicardiego. Jej mózg jest bardzo uszkodzony, Hania cierpi na lekooporną odmianę padaczki, często miewa jej napady, jest na specjalnej diecie. Dziewczynka widzi tylko na jedno oko, ale słabo, poza tym nie mówi, nie chodzi...
W sobotę jednak już od godz. 10.00 Bejdowie wraz z innymi chorymi i ich opiekunami oczekiwali na Benedykta XVI. - Dla Hani to nie było to łatwe. Ludzie cały czas na głos się modlili, mała nie mogła usnąć. Dwa razy musiała wypić zalecaną porcję płynów - opowiada Marta Bejda.
dłonie Ojca Świętego
Szczególny czas łaski nadszedł wraz z wejściem do bazyliki Ojca Świętego. - Papież błogosławił wtedy ludziom stojącym po lewej stronie kościoła. Nam powiedziano, że do prawej strony podejdzie w drodze powrotnej. Zamiast Ojca Świętego do Hani podszedł wtedy człowiek z papieskiej świty, rozdający chorym obrazki. Dał Hani obrazek i różaniec, a nasza córeczka, choć bardzo rzadko udaje się jej cokolwiek uchwycić, zacisnęła na nim lewą dłoń - opowiada wzruszona pani Marta.
Potem była modlitwa z Benedyktem XVI, słowa o tym, że chciałby wszystkich przytulić. Kiedy nabożeństwo się skończyło, Ojciec Święty podszedł do Madzi Buczek. Po krótkiej rozmowie z dziewczynka zbliżył się do nas. - Trzymałam wtedy Hanię na rękach i wyciągnęłam jej dłoń w kierunku Ojca Świętego. Papież to zobaczył i, promieniując uśmiechem, podszedł do nas z wyciągniętymi rękami. Wziął główkę małej w dłonie i ją pobłogosławił. Mój mąż położył wtedy rękę na jego dłoni i razem z Ojcem Świętym modlił się za Hanię - ze łzami w oczach Marta Bejda wspomina spotkanie z Benedyktem XVI i dodaje, że potem długo nie mogła powstrzymać łez.
Zastrzyk miłości i wiary
Na pytanie, czym dla ich rodziny będą te chwile, odpowiada bez wahania. - Nigdy nie spodziewaliśmy się takiej bliskości z Ojcem Świętym. Kiedy był przy nas, jego twarz promieniała miłością i czułością. To spotkanie jest dla nas jak zastrzyk miłości, wiary, nadziei. Jeszcze bardziej umocniło nas ono w przekonaniu, że cierpienie, którego doświadczamy, ma sens - podkreśla Marta Bejda. - Ojciec Święty przytulił naszą Hanię, ale w tym symbolicznym geście objął swoją miłością i pobłogosławił wszystkie chore dzieci i cierpiących dorosłych - mówi Henryk Bejda, tata Hani. - To była dla nas wprost niewyobrażalna radość, a dziś odczytujemy to także jako zobowiązanie, by mówić chorym ludziom, iż ich cierpienia staną się znośniejsze, jeśli złączą je z Krzyżem Chrystusa, i że jako takie pomagają zbawiać świat - dodaje.
Swoje spotkanie z Benedyktem XVI miała także starsza córka Bejdów - sześcioletnia Zosia. Nie mogła być z rodzicami i siostrą w Sanktuarium, ale wraz z babcią czekała na papieża na zewnątrz i widziała go z bliska, gdy odjeżdżał. Potem z tatą była na spotkaniu z młodzieżą, a z obojgiem rodziców w niedzielę na mszy na Błoniach. Było to możliwe dzięki pomocy dziadków, którzy na co dzień wiele czasu spędzają z wnuczkami. – Teściowie to wspaniali ludzie, bez ich pełnej miłości pomocy trudno byłoby nam sobie poradzić i normalnie pracować - podkreśla tata Hani.
otworzyć się na cierpienie
- Czasem to, co przeżywamy, jest trudno zrozumieć. Nieraz przychodzą bardzo ciężkie chwile. Wtedy pakuję Hanię do wózka i jadę z nią do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, które znajduje się niedaleko naszego domu. Klękam i płaczę przed Panem Jezusem Miłosiernym. Teraz w tym samym miejscu, w którym wylałam tyle łez strachu, bezsilności i smutku, mogłam płakać, ale ze szczęścia - dodaje.
Bejdowie podkreślają, że Hania otworzyła ich na inny świat: na cierpienia drugiego człowieka. - Znaleźliśmy się wśród rodziców dzieci niepełnosprawnych, ludzi, których codzienne życie jest wypełnione walką o swoje dzieci, o ich uśmiech, szczęście i zdrowie - mówią. - Ostatnio w Łagiewnikach jedna z sióstr powiedziała mi, że Pan Bóg potrzebuje do spotkania z człowiekiem czystej hostii, a taką hostią są niepełnosprawne dzieci, czyli także moja Hania. To do mnie przemówiło.
Zwłaszcza że Hania jest tak bardzo pogodna, stale się uśmiecha - mówi Marta Bejda. - To aniołek, który tak często i hałaśliwie śmiał się w niebie, że Pan Bóg w końcu zesłał go na ziemię - żartuje Henryk Bejda.
Marta Bejda, kończąc naszą rozmowę, przytacza bajkę, którą często opowiada Zosi. Aniołki w niebie rysują dzieci, które mają się narodzić. Nie wszystkie jednak mają talent, stąd nie każdy rysunek jest doskonały; niekiedy coś nie wyjdzie - a to jedno z oczek jest mniejsze, a to główka za duża, to znów rączki za krótkie... Z tymi rysunkami niebiańscy artyści chodzą do Pana Boga, a On - ponieważ bardzo kocha swoje aniołki i nie chce sprawić im przykrości - chwali wszystkie ich rysunki. Aniołowie się cieszą i potem szukają rodzin, które przyjęłyby narysowane przez nich dziecko. I tak właśnie trafiła do nas Hania. Cieszymy się nią i bardzo, bardzo ją kochamy...
Małgorzata Pabis
(Kraków)
Czas Serca
Jak zamawiać "Czas Serca"?
telefonicznie: (012) 2905298 wew. 44
przez Internet: wydawscj@kr.onet.pl lub
www.wydawnictwo.net.pl
listownie: "Czas Serca" (prenumerata)
ul. Saska 2, 30-715 Kraków








































Odnośniki