Wyrok z happy endem
05 luty 2009 | Doda³: Admin - Malach | Ods³on 459
Jednych ogranicza wózek, drugich wiêzienne kraty. Jest taki dom, w którym mog± siê spotkaæ. Prze¿y³em tydzieñ, który wniós³ do mojego ¿ycia wiêcej ni¿ 25 lat - napisa³ w ¶wiadectwie wolontariusz Krzysztof Maliszewski. Wolontariusz bardzo nietypowy. Jeszcze niedawno jego adresem by³a ul. Lipowa 21 w G³ogowie, czyli zak³ad karny. Na wiosnê po raz pierwszy z innymi wiê¼niami trafi³ na tydzieñ na ulicê ul. ks. Pra³ata Luigi Novarese 2, patrona wspólnoty Cichych Pracowników Krzy¿a, która prowadzi g³ogowski Dom Uzdrowienia Chorych.Od 2004 r. odbywaj± siê tu 14-dniowe turnusy rekolekcyjno-rehabilitacyjne. Ich celem, jak zauwa¿a prze³o¿ony g³ogowskiej wspólnoty ks. Janusz Malski, jest odnalezienie sensu ¿ycia naznaczonego chorob±, a tak¿e odzyskanie wiary w swoje mo¿liwo¶ci duchowe i twórcze.
Tu ka¿dy jest równy
Na turnus mo¿na przyjechaæ z opiekunem, ale nie zawsze jest to mo¿liwe. Duszpasterz osób niepe³no-sprawnych archidiecezji gdañskiej ks. Stanis³aw £ada, nale¿±cy tak¿e do wspólnoty Cichych Pracowników Krzy¿a, zaproponowa³, aby skorzystaæ z pomocy wiê¼niów. Na pierwszym turnusie Krzysztof Mali-szewski by³ opiekunem poruszaj±cej siê na wózku, chorej na stwardnienie rozsiane El¿biety Staszewskiej z Gdañska. Pani Barbara uwa¿a, ¿e zaanga¿owanie wiê¼niów przy wolontariacie to strza³ w dziesi±tkê. – To lepsze ni¿ jakakolwiek resocjalizacja. Krzysztof mia³ oczy dooko³a g³owy, jak zobaczy³, ¿e kto¶ potrzebuje pomocy, to bieg³ i pomaga³. Teraz jest ju¿ na wolno¶ci i niedawno mnie odwiedzi³. Dosta³ mieszkanie, pracuje i na nowo uk³ada sobie ¿ycie – mówi pani Barbara.
Po pierwszym turnusie rozpoczêto sta³± wspó³pracê. Kilku wiê¼niów przychodzi tu tak¿e w ci±gu tygodnia. W¶ród nich jest S³awek Wojtkiewicz. Pomaga chorym i zajmuje siê domem. W jego ¿yciu bywa³o ró¿nie: g³ównie kradzie¿e i rozboje. To jego trzecia odsiadka. Do wolontariatu zachêci³ go kolega. – Nigdy wcze¶niej nie by³em w takim miejscu. Ba³em siê kontaktu z lud¼mi chorymi i niepe³nosprawnymi, bo nie wiedzia³em, czy sobie poradzê. Na pierwszych posi³kach, zamiast je¶æ, patrzy³em na siedz±cych dooko³a ludzi. Cz³owiekowi w g³owie siê nie mie¶ci³o, ile jest chorób, a tutaj mo¿na zobaczyæ je na w³asne oczy – opowiada S³awek. W zak³adzie karnym pracowa³ jako tapicer i otrzymywa³ za to wynagrodzenie. Woli jednak przychodziæ tutaj, bo otrzymuje co¶ wiêcej ni¿ pieni±dze. – Czujê siê tu potrzebny i jestem traktowany przez siostry, ksiêdza jak jeden z nich. Nikt nie daje mi tu do zrozumienia, ¿e jestem gorszy, bo jestem wiê¼niem. Tu ka¿dy jest równy – zapewnia.
Mój przyjaciel
Na jednym z turnusów S³awek opiekowa³ siê chorym na stwardnienie rozsiane. By³ to wieloletni pracownik szpitala w Wieluniu, chirurg dzieciêcy dr Aleksander Kowalski. O chorobie dowiedzia³ siê w 1984 roku, ale pierwsze symptomy by³y ju¿ znacznie wcze¶niej. Dzi¶ doktor przebywa w Domu Pomocy Spo³ecznej w Gorzycach. Nie mo¿e chodziæ o w³asnych si³ach i tak naprawdê dobrze porusza tylko g³ow±. Nie pracuje ju¿ kilkana¶cie lat. – Najbardziej ¿al mi wiedzy, któr± zdoby³em, a której teraz nie mogê wykorzystaæ – mówi mimo choroby wci±¿ ciesz±cy siê ¿yciem lekarz. Du¿o czyta, rozmawia z przyjació³mi, a teraz bêdzie uczy³ siê korzystaæ ze specjalnego komputera. W zesz³ym roku trafi³ pierwszy raz do Domu Uzdrowienia Chorych. – Szczególnie zapamiêta³em pana S³awka. Wiele rozmawiali¶my. To bardzo inteligentny i dobry cz³owiek. Szybko za³apa³, co i jak powinien robiæ. Czu³em siê przy nim bezpiecznie – opowiada. – Z przykro¶ci± siê z nim ¿egna³em i czu³em, jakbym traci³ przyjaciela – dodaje. Tego po¿egnania S³awek nie zapomni do koñca ¿ycia. – Cz³owiek wykszta³cony p³aka³, kiedy siê ze mn± ¿egna³ – mówi wolontariusz. Po wyj¶ciu z wiêzienia chce siê odci±æ od dawnego ¶rodowiska i zamieszkaæ w G³ogowie. – Mam 34 lata, a w zak³adach karnych przebywam ju¿ ponad 10 lat. Znudzi³a mnie zabawa w wiê¼nia. Prawdopodobnie bêdê tutaj nadal pracowa³ – mówi S³awek.
Lecz± moj± duszê
Ze S³awkiem pracuje Krzysztof Jakubowski. W wiêzieniu spêdzi³ osiem lat. – By³em gangsterem – mówi. Z pewno¶ci± by³oby tak dalej, gdyby nie rodzina. Kilka lat temu zobaczy³, ¿e bliscy go naprawdê potrzebuj±. Ca³y czas jednak wisia³ nad nim zaleg³y wyrok, dlatego wróci³ do kraju i zdecydowa³ siê odsiedzieæ resztê. – Zrobi³em to celowo, ¿eby nasza córka mia³a tatê, a tak¿e dobry obraz mê¿a i ojca w przysz³o¶ci. Po prostu, ¿eby siê wychowywa³a w normalnej atmosferze. Pozosta³ mi rok odsiadki – wyja¶nia Krzysztof. Wolontariuszem zosta³ z pewn± obaw±. Podobnie jak jego koledzy, nie mia³ wcze¶niej do czynienia z niepe³nosprawnymi. – Chcia³em zobaczyæ, jak to jest. Pierwsze dwa dni nie wiedzia³em, co robiæ. Ale prze³amywa³em siê, zacz±³em pytaæ i powoli nawi±zywa³em kontakt z chorymi – opowiada. Jego pierwszym podopiecznym by³ Franek, cierpi±cy od urodzenia na chorobê Heinego-Medina. – Kiedy zacz±³em z nim rozmawiaæ, zobaczy³em w nim normalnego cz³owieka. Którego¶ dnia rozmawia³em z ¿on± przez telefon o codziennych problemach i zdenerwowa³em siê. Potem mu o tym powiedzia³em, a on tylko na to: „To minie. Nie ma sensu siê unosiæ”. Pomy¶la³em sobie: faktycznie, co to za problem, przecie¿ on od dziecka nie mo¿e podnie¶æ szklanki do ust. Takie historie daj± cz³owiekowi do my¶lenia. Pomagam chorym fizycznie, a oni z kolei lecz± moj± duszê – zapewnia Krzysztof.
¦lub ko¶cielny
Po drugim turnusie Krzysztof wróci³ wewnêtrznie wyciszony i uspokojony. Zobaczy³, ¿e wielu pacjentów mimo cierpienia jest szczê¶liwych. – My¶lê, ¿e wiara daje im si³ê, aby pogodziæ siê z chorob±. Na pewno maj± s³absze chwile, ale zauwa¿y³em, ¿e osoby, które wierz± w Boga, s± szczê¶liwe – ocenia Krzysztof. Pos³uga na rzecz chorych przynios³a mu co¶ jeszcze. – W sobotê zakoñczy³ siê turnus, a w niedzielê rano obudzi³em siê z prze¶wiadczeniem istnienia Boga i poczuciem wiary. Tak jakby siê dot±d rozsypane puzzle po³±czy³y siê w ca³o¶æ. Moje prawdziwe nawrócenie dokona³o siê w wiêzieniu. Przez to chyba, ¿e otworzy³em siê na innych ludzi, na Boga – mówi wolontariusz. Kolejnym krokiem by³ ¶lub ko¶cielny. – Wcze¶niej przysiêgali¶my tylko sobie sami, a teraz przed Bogiem. Dosta³em ogromn± szansê. Wiem, ¿e mogê to zmarnowaæ, ale zrobiê wszystko, ¿eby tego nie zaprzepa¶ciæ – zapewnia. Dwa dni przed ¶wiêtami s±d zgodzi³ siê na warunkowe zwolnienie go z wiêzienia. Ze wspó³pracy z Cichymi Pracownikami Krzy¿a zadowolony jest dyrektor zak³adu karnego Ryszard Kêdzia. – Dla nas to by³a nowo¶æ i robili¶my to z obawami. Ale ich praca przynosi efekty, a w nich samych co¶ siê zmienia – zauwa¿a. Czas poka¿e, czy to zmiana na sta³e. – Wielu z naszych wiê¼niów to recydywi¶ci, którzy wracaj± tu po nied³ugim czasie. Je¶li kto¶ przez piêæ lat nie trafi z powrotem do wiêzienia, to bêdzie sukces – dodaje.
Tekst i zdjêcia – Krzysztof Król
Go¶æ Niedzielny









































Odno¶niki