Głogów - Krzysztof Jeleń

"Poezja ducha"



Poezja ducha
wyzionęła dawno

wrażliwa może być jedynie skóra
chroniona filtrem UV
lecz sercu by kto ufał
to wstyd

Izy jeżeli ronić
to tylko na pokaz
i to nad poplamioną bluzką z Benettona

o bogu lepiej milczeć
lub pisać ukradkiem
najlepiej nieprzychylnie i z małej litery

jeżeli być gotowym walczyć o Ideę
to o kawałek plastiku w kieszeni

wyrzekać się stanowczo nadmiaru tęsknoty
bacząc by się do sieci
nie wkradł wirus wiary

i nie rozmawiać z sobą
lecz tylko czatować
niczym drapieżny pająk na przyjście ofiary

"Nieobecni"



To oni właśnie mają rację
Pilnie wsłuchani w oddech ziemi
Kiedy stajemy nad grobami
Tak przemądrzali że aż niemi

To oni echem swoich kości
Przypominają nam z ukrycia
O wiecznym smutku który czeka
Za roztrwonioną łaskę życia

Więc pozostańmy tutaj dłużej
Wyrwani terrorowi rzeczy
By postanowić że już nigdy
Życie w nas śmierci nie zaprzeczy

"Prośby nieuleczalnie zdrowego"



Dziewczynko łysogłowa tak bardzo mi wstyd
Za kolejny w mym życiu zmarnowany świt

Któraś jest samym bólem aż po kości szpik
Ucisz we mnie jęk nudy i rozpaczy krzyk

A ty której nie stucha porażony mózg
Zdejmij ze mnie głupotę rozgadanych ust

Bym nie raził bełkotem niepotrzebnych słów
I potrzebę milczenia odkrył w sobie znów

Chłopcze ślepotą źrenic wędrujący w głąb
Jasnością niewidzenia w moje oczy wstąp

Bo za dużo widziałem zapatrzony w to
Co pozornie niewinne wciąga aż na dno

l ty który o kuli idziesz poprzez świat
Upitemu wolnością pomóż wyjść zza krat

"Wspomnienie"



Sobotni wieczór: mama wyciąga z pieca chleb,
woń jego czuję z oddali spędzając krowy z pastwiska;
jest wielka zgoda, żaden nie wznosi się gniew,
nie bolą nawet stopy ranione o ściernisko.

A w kuchni, gdzie Już woda na herbatę wrze,
tato ostrzy na pasku wyszczerbioną brzytwę;
jutro, jak zwykle, pójdzie na poranną mszę,
by za skoszone zboże odmówić modlitwę.

Wszystko jest takie proste i wszystko ma sens,
i odległy jest jeszcze szum globalnej sieci;
przy budzie za wolnością nie szarpie się pies
i z piasku na podwórku dom budują dzieci.

Powracam tam czasami, goniąc dawne sny
i z twarzą poranioną ostrzem polsilvera
patrzę na zachód słońca, ocierając łzy
nad cichym pięknem, które tak szybko umiera.

"Złota jesień"

fr
Lecą bomby na Kabul drżą w posadach światy
Ja stoję na balkonie i podlewam kwiaty

Z kawiarni naprzeciwko płynie zapach piwa
Mułła z wieży ratusza do dżihadu wzywa

Dzieci bawią się w wojnę nie chybiają celu
Zrzucając na przechodniów rakiety z papieru

Unosi się w powietrzu łagodna muzyka
Z liśćmi kołują w tańcu bakterie wąglika

Niebo trwa nad blokami bez cienia obłoku...
A jesień taka piękna była tego roku

"Asyż"



Tutaj wszystko staje się nadmiarem

kawa w termosie
ciąży na sumieniu jak najzuchwalsza używka

kromka chleba oskarża
o przesyt w jedzeniu

znoszona bluzka razi
pychą posiadania

i buty zbyt wygodne
palą ze wstydu
za nieobrzękłe stopy


tylko miłość taka biedna
ubrała włosiennicę
i szuka się wśród ludzi

Upity Bóg

Gdzieś - prawei w środku Europy -
Na ławce w parku, piwożłopy
Wiodą uczony spór:

Jeden bełkocze - "Nie ma Boga
I tylko coraz większa trwoga
Spływa z zasłony chmur!"

A drugi - odnajdując wzrokiem
Blask słońca skryty pod obłokiem -
Zakrywa dłońmi twarz

I tak z olśnienia, a nie z lęku,
W pokornym schyla się przyklęku
I szepcze: "Ojcze nasz".

A niedaleko, w zgiełku świata,
Szyderczy śmiech Wielkiego Brata
Sączy do serca jad

I nie ma nawet zamyślenia
Nad sensem wiary, czy zwątpienia,
Jest tylko krzyk zza krat.

Gdzieś - prawie w środku Europy -
Na ławce w parku, piwożłopy
Szukają szczęścia dróg;

I nagle widzą, jak przy boku
Przysiada, wsparty na obłoku,
Upity z żalu Bóg.


Nieobecność

żonie

Wyjechałaś na krótko
nawet ciało
nie zdążyło zatęsknić
za spełnieniem

Czy tylko odruchowo
zalewam wrzątkiem
drugą filiżankę kawy?


Pamięci świnki morskiej

Któraś odeszła tej nocy
na zieloną trawkę
niebytu

bez bólu żalu
i zbędnego kwiku

stałem nad twoją klatką
spity wolnością
jak świnia

i żałowałem
że jeszcze nie nadszedł czas


Rok po

który już raz
odżywa na ekranie
dłoń wzywająca pomocy
białym ręcznikiem

i który już raz
pochylam się bezradnie
nad białą kartką papieru

11 09 2002


W przyszłości znajdzie się tu więcej wierszy.



Malach Głogów
http://www.malach.org/staticpages/index.php/krzysztof-jelen

()