G³ogów - Legendy g³ogowskie

Opowie¶ci starego garnka

Stojê teraz w muzealnej gablocie i podziwiaj± mnie zwiedzaj±cy. Nie powiem. Nawet mi siê to podoba. Czujê siê wa¿ny i potrzebny, ale to ju¿ nie to co niegdy¶. Jestem przecie¿ garnkiem i powinienem s³u¿yæ do gotowania. Czasem jest mi wiêc ¿al, ale t³umaczê sobie, ¿e jestem po prostu garnkiem na emeryturze i nadajê siê tylko do ogl±dania. A jednak szkoda, ¿e nikt nie interesuje siê tym co mam do powiedzenia. Przecie¿ ja tyle widzia³em i s³ysza³em w swoim d³ugim ¿yciu. Je¿eli wiêc macie chwilê czasu to mo¿e pos³uchacie mojej opowie¶ci:

Bardzo dawno temu, kiedy jeszcze nie by³o tego muzeum i tego miasta zrobi³ mnie z gliny stary garncarz i piêknie ozdobi³ wyrytym na mojej skorupie ornamentem. Musia³em siê podobaæ bo kupi³a mnie m³oda gospodyni. Nazywa³a siê Agata i by³a ¿on± dowódcy wojowników w wielkim grodzie G³ogowie. Mieszka³em w ich domu po³o¿onym wewn±trz wa³ów grodu. Nie by³ to du¿y dom. Drewniany i niezgrabny, wcale nie podobny do tego piêknego muzeum. W³a¶ciwie to sk³ada³ siê tylko z jednej izby i sieni. Nie mia³ równie¿ okien i trochê ¶wiat³a dostawa³o siê do niego otworem w dachu przez który uchodzi³ dym. W k±cie izby by³o palenisko, a nad nim, na ¿elaznym trójnogu zawiesza³a mnie gospodyni. W k±cie izby by³o wielkie pos³anie, a przy ¶cianach drewniane ³awy. Pocz±tkowo s³u¿y³em do gotowania mleka, a pó¼niej Agata stwierdzi³a, ¿e mam grube dno i mo¿na we mnie gotowaæ kaszê, bo siê nie przypala. Bardzo to lubi³em, a szczególnie te chwile kiedy ca³a rodzina zasiada³a nad misk± kaszy smakowicie przyprawion± skwarkami ze sma¿onego boczku. Czujê, ¿e i wam ¶linka cieknie. Muszê te¿ powiedzieæ, ¿e oprócz Agaty i jej mê¿a M¶ciwoja w chacie mieszka³o jeszcze czworo ich dzieci: dwie córki i dwóch synów. No i trochê ró¿nych zwierz±t gospodarskich oraz pies i dwa koty. Bardzo tam by³o weso³o. Tyle krzyku i wrzawy. Figlowali i ha³asowali przez ca³y dzieñ. Zawsze siê ba³em, ¿e mnie rozbij±, tak bardzo dokazywali, ale Agata nie da³a mi zrobiæ krzywdy. By³em przecie¿ ogromnie potrzebny.

Tak ¿yli¶my spokojnie i szczê¶liwie w starym grodzie. Nas³ucha³em siê te¿ ró¿nych opowie¶ci, a najbardziej lubi³em s³uchaæ, jak stary M¶ciwoj opowiada³ swoim synom o s³ynnej obronie G³ogowa przed wojskami cesarza Henryka. Nie czêsto siê to zdarza³o bo M¶ciwoj nie by³ rozmowny, mo¿na nawet powiedzieæ, ¿e siê rzadko odzywa³. Ale czasami, w niedzielne wieczory, kiedy obszed³ ju¿ wa³y grodu i sprawdzi³ rozstawione stra¿e, zasiada³ przy ogniu z garncem grzanego piwa w rêku i wtedy zaczyna³ swoj± opowie¶æ, któr± obaj jego synowie s³uchali z otwartymi ustami. By³ jeszcze ma³ym ch³opcem, kiedy oddzia³y niemieckie obieg³y gród. Kasztelan Wojs³aw zawar³ wówczas z cesarzem Henrykiem uk³ad na podstawie którego ten zgodzi³ siê na rozejm i na to, ¿eby Polacy wys³ali pos³ów do ksiêcia Boles³awa z zapytaniem, czy maj± siê poddaæ, czy te¿ broniæ. Cesarz za¿±da³ jednak zak³adników jako gwarancji, ¿e w czasie rozejmu Polacy nie zaatakuj± nagle jego wojsk i Wojs³aw na to przysta³. Wys³a³ te¿ w charakterze zak³adników swojego syna i dzieci kilku innych znaczniejszych grodzian, a w tej liczbie równie¿ M¶ciwoja, który jeszcze by³ ma³ym ch³opcem. Ksi±¿ê Boles³aw zabroni³ jednak poddania grodu, a cesarz wbrew umowie nie zwróci³ zak³adników, tylko kaza³ ich przywi±zaæ do machin oblê¿niczych w przekonaniu, ¿e grodzianie nie bêd± strzelaæ do w³asnych synów i poddadz± gród. M¶ciwej opowiada³ jak z³apa³o go dwóch krzepkich pacho³ków, którzy mocnymi sznurami przywi±zali go za rêce i nogi do belek wie¿y oblê¿niczej. Ogromnie siê ba³. Nie chcia³ umieraæ. Na dworze ¶wieci³o s³onko a ¿ycie wydawa³o mu siê takie piêkne. Ukryci za wie¿± rycerze powoli przysuwali j± do wa³ów grodu. M¶ciwoj widzia³ z góry jak grodzianie szykuj± siê do obrony. Zaczê³y ¶wistaæ strza³y wypuszczane z ³uków. Kamienie wyrzucane z machin spada³y na obroñców, a w odwecie Polacy staczali z wa³ów wielkie k³ody drewna, lali wrz±c± wodê i roztopion± smo³ê. Wojownicy niemieccy piêli siê po przystawionych drabinach na wa³y, a obroñcy d³ugimi dr±gami próbowali ich odrzuciæ i po³amaæ drabiny. W pewnej chwili strza³a wypuszczona przez jednego z Polaków ugodzi³a go w prawy bok. M¶ciwoj poczu³ piek±cy ból i zemdla³. Kiedy siê ockn±³ by³ ju¿ we w³asnym domu, a jego matka opatrywa³a mu ranê i pochyla³a siê nad nim z p³aczem. Ojciec opowiada³ mu pó¼niej, ¿e obroñców, kiedy zobaczyli w³asne dzieci przywi±zane do wie¿ oblê¿niczych, ogarnê³a straszna z³o¶æ. Nie bacz±c na ogromne niebezpieczeñstwo wypadli zza wa³ów i odbili tych zak³adników, którzy jeszcze ¿yli, a wie¿e spalili. Podobno Niemcy byli tak zaskoczeni tym szaleñczym wypadem, ¿e uciekli z pola walki i dopiero nastêpnego dnia przypu¶cili kolejny szturm. Ponawiali go jeszcze wielokrotnie w nastêpnych dniach, ale bezskutecznie. G³ogowa nie zdobyli. Zrozumieli, ¿e obroñcy nie oddadz± grodu ³atwo i stracili serce do walki. Co innego gdyby mo¿na bezpiecznie zabijaæ, gwa³ciæ i rabowaæ, ale gin±æ w tym strasznym, obcym kraju tylko dla dogodzenia ambicji m³odego cesarza Henryka nie chcieli. Odst±pili wiêc od grodu i poszli dalej.

Obrona G³ogowa

Tak opowiada³ swoim synom stary M¶ciwoj w d³ugie zimowe wieczory, kiedy na dworze wy³ mro¼ny wicher, a my grzali¶my siê przy palenisku. Mówi³ im jeszcze inne ciekawe rzeczy, o dawnych czasach, o ksiêciu Boles³awie, zwanym Krzywoustym, który przez wiele lat w³ada³ Polsk±, a którego wszyscy siê bali, ale go s³uchali bo by³ mê¿ny w boju i potrafi³ zapewniæ bezpieczeñstwo swoim poddanym. O tym, ¿e po jego ¶mierci zapanowa³y gorsze czasy, bo kraj zosta³ podzielony pomiêdzy jego synów, a oni nie mogli siê ze sob± zgodziæ i najstarszego z braci - W³adys³awa, tego który by³ seniorem a w³ada³ te¿ G³ogowem i ca³ym ¦l±skiem, wygnali z Polski i zmusili do tu³ania siê wraz z ¿on± Agnieszk± i dzieæmi po obcych i wrogich im krajach cesarza Konrada, od którego bezskutecznie domagali siê pomocy w odzyskaniu ojcowizny. W G³ogowie ¿y³o siê jednak spokojnie i bezpiecznie. Nikt nie niepokoi³ mieszkañców grodu, a i oni sami wierzyli, ¿e wysokie wa³y, fosa, szeroko rozlana rzeka Odra i otaczaj±ce ich bagna zawsze i przed ka¿dym napastnikiem bêd± ich w stanie obroniæ.

Tak jednak ju¿ jest na tym ¶wiecie, ¿e ¿aden stan, nawet ten najlepszy i najprzyjemniejszy nie trwa wiecznie, a po okresie spokoju zwykle nastêpuje wojna tym gwa³towniejsza i okrutniejsza czym d³u¿ej trwa³ pokój. Tak te¿ sta³o siê i tym razem. Pocz±tkowo nic nie zwiastowa³o niebezpieczeñstwa. Dosz³y wprawdzie do G³ogowian wie¶ci o ¶mierci cesarza Konrada i objêciu tronu przez Fryderyka, zwanego Rudobrodym, ale nie przywi±zywano do nich wiêkszej wagi. Cesarz by³ przecie¿ tak daleko. Dzieli³a go od nich nieprzebyta puszcza i wielkie, a zdradliwe moczary. Czegó¿ on zreszt± móg³ szukaæ w g³ogowskim grodzie, gdzie nie by³o ani wielkich skarbów, ani cennego orê¿a. Jedynie ludzie bitni i pracowici...

Nawet wiêc kiedy wêdrowni ¿ebracy zaczynali mówiæ o tym, ¿e nad niemieck± granic± gromadz± siê w wielkiej liczbie zakuci w ¿elazo rycerze, a sam cesarz wraz z ksiêciem W³adys³awem lada dzieñ do nich przybêdzie, nie niepokojono siê zbytnio. Ostatecznie W³adys³aw by³ ich przyrodzonym panem, którego znali i przecie¿ nie pozwoli uczyniæ krzywdy swoim poddanym. Nadal wiêc gród by³ spokojny, jedynie M¶ciwoj chodzi³ zatroskany i kl±³ pod nosem. Ca³e te¿ dnie spêdza³ na wa³ach narzekaj±c, ¿e czas i deszcze poczyni³y w nich liczne wyrwy, ¿e nie s± dostatecznie opatrzone i zda³o by siê wiele w nich naprawiæ. Ale roboty sz³y ospale, ludzie nie przyk³adali siê do nich, wymigiwali siê innymi zajêciami. Nie chcieli woziæ ziemi, drewna i uk³adaæ kamieni. Nie mo¿na by³o zmusiæ m³odzie¿y do æwiczeñ w strzelaniu z ³uków i robieniu mieczem. M¶ciwoj by³ coraz bardziej niespokojny bo i u kasztelana nie znajdowa³ zrozumienia - ten bardziej siê interesowa³ m³od± ¿on± ni¿ obron± grodu. W domu te¿ nie uk³ada³o siê najlepiej. Obaj synowie M¶ciwoja, którzy wyro¶li nad miarê swoich kilkunastu lat, gwa³tem domagali siê od ojca aby ich przyj±³ do dru¿yny. W koñcu on sam widz±c, ¿e nie utrzyma ich w domu i boj±c siê, ¿e mu po prostu uciekn±, zacz±³ zabieraæ ich z sob±. Agata strasznie krzycza³a i rozpacza³a, ¿e jej dzieci wywiedzie na zatracenie i nie chcia³a s³uchaæ M¶ciwoja, kiedy jej t³umaczy³, ¿e tak przynajmniej ma na nich oko i w razie czego mo¿e zdo³a uchroniæ od najgorszego niebezpieczeñstwa. W spokojnym i cichym domu zaczyna³o byæ coraz gorzej. Jego mieszkañcy stali siê opryskliwi i niechêtni sobie. Ale stopniowo wszystko siê uspokoi³o. Niemcy jako¶ nie nadchodzili, a ¿ycie bieg³o nadal swoim torem.

Nagle jednak nast±pi³o to czego tak bardzo ba³a siê gospodyni. Kiedy¶ o ¶wicie pos³ysza³em straszne krzyki i ³oskot. M¶ciwoj i jego synowie wypadli z chaty ledwo zd±¿ywszy chwyciæ za broñ. Agata przygarnê³a córki do siebie i schowa³a siê w najbardziej ciemnym k±cie. Potem by³ jeszcze wiêkszy ³oskot i jeszcze straszniejszy krzyk. S³ychaæ by³o têtent koni, biegn±cych ludzi, szczêk orê¿a, krzyki i jêki mordowanych. Raptem wywa¿ono drzwi i do domu wpad³o kilku napastników. Jeden z nich uderzy³ Agatê mieczem w g³owê. Co zrobili jej córkom o tym nawet wolê nie mówiæ, a potem równie¿ je zabili. Zanim wypadli z chaty porwali p³on±ce szczapy z paleniska i rzucili je na pos³anie. Wszystko ogarnê³y p³omienie. Na mnie zacz±³ sypaæ siê popió³. Potem ju¿ nic nie widzia³em, bo ju¿ coraz wiêksza warstwa popio³u, nadpalonych belek i ziemi mnie przykrywa³a.

Przele¿a³em w g³êbi ziemi bardzo wiele lat. Widocznie tego miejsca nie odbudowywano, mo¿e uczyniono na nim ¶mietnisko, bo nikt mnie nie wydoby³ na powierzchniê. Gdzie¶ na górze ludzie rodzili siê i umierali, toczy³y siê wojny, bez których oni nigdy nie potrafili siê obej¶æ, a ja sobie le¿a³em w ziemi. Pogrzebacz, który le¿a³ obok mnie strasznie siê martwi³, p³aka³ i w koñcu od ³ez zjad³a go rdza. To samo siê sta³o z porzuconym no¿em jednego z napastników. Ja jednak by³em spokojny. Mog³em przecie¿ czekaæ. Skoro wypalony zosta³em z gliny tak d³ugo dopóki by³em ca³y nic mi nie mog³o groziæ.

I doczeka³em siê. Pewnego razu pos³ysza³em nad sob± jakie¶ odg³osy. Kto¶ powoli i ostro¿nie rozgrzeba³ ziemiê i wydoby³ mnie na powierzchniê. Jaki¶ brodaty mê¿czyzna w ¶miesznym stroju (potem dowiedzia³em siê, ¿e by³ archeologiem), ostro¿nie omiót³ mnie miote³k± i obejrza³ ze wszystkich stron. Potem powiedzia³ co¶, co mnie bardzo zabola³o. A¿ wstyd powtórzyæ. Powiedzia³ ¿e mo¿e jestem unie... unietycki. Co¶ podobnego? Jak mo¿na mnie tak obra¿aæ. Ja jestem porz±dnym garnkiem do gotowania kaszy, a nie unie... Nawet wymówiæ nie podobna. Gdyby to pos³ysza³a Agata to ju¿ ten ³obuz mia³by siê z pyszna. Ani chybi dosta³by kijem po g³owie.

Teraz stojê sobie spokojnie w piêknej gablocie i s³u¿ê do ogl±dania. Trochê siê nudzê, bo niby z kim mam rozmawiaæ. Z tymi skorupami co le¿± ko³o mnie? Przecie¿ porz±dnemu garnkowi nie wypada zadawaæ siê z takimi odpadkami ze ¶mietnika. Ale siê nie martwiê. Ja dobrze wiem, ¿e ci g³upi ludzie d³ugo tak nie wytrzymaj±. Znowu co¶ ich napadnie, zaczn± siê zabijaæ i niszczyæ to co sami w ogromnym trudzie zbudowali. A ja sobie na to wszystko popatrzê. Byle by mnie nie pot³ukli to mo¿e kiedy¶ znowu znajdê siê w jakiej¶ chacie i gospodyni bêdzie we mnie gotowaæ kaszê. To w³a¶nie lubi³em najbardziej.


Spisek

Wczesnym rankiem pewnego grudniowego dnia 1633 roku zbli¿a³ siê do G³ogowa oddzia³ je¼d¼ców. Na jego czele jecha³ cesarski genera³ Jan Maciej hrabia Gallas. Z daleka ju¿ musia³ dojrzeæ niedawno wzniesione umocnienia twierdzy, wa³y i szañce uformowane w regularne wielok±ty, stoj±ce na nich dzia³a i przechadzaj±cych siê stra¿ników. Normalnie jego my¶li zaprz±ta³y by tak wa¿ne sprawy jak ustalenia wysoko¶ci kontrybucji, któr± na³o¿y na miasto oraz jakich podarków za¿±da przy tym dla siebie, a tak¿e czy znajdzie naprawdê ³adn± dziewczynê, która umili mu najbli¿sze noce i trunki godne jego podniebienia. Tym razem jednak genera³ jecha³ zasêpiony i po raz kolejny rozwa¿a³ powsta³± sytuacjê. Decyzj± któr± mia³ podj±æ by³a bardzo ryzykowna. Szczerze mówi±c grozi³a nie tylko utrat± honoru (o to znowu genera³ tak bardzo nie dba³), ale wszystkiego co zdo³a³ dotychczas osi±gn±æ: stanowiska, maj±tku, a mo¿e nawet g³owy, a to by³y ju¿ sprawy powa¿ne. Trudno podj±æ tak± decyzjê, tylko ¿e dalsze zwlekanie by³o równie niebezpieczne. Trzeba wiêc by³o wybieraæ.

Aby zrozumieæ co wydarzy³o siê w G³ogowie i jakie problemy musia³ rozstrzygn±æ genera³ Gallas musimy jednak cofn±æ siê nieco w czasie. By³ to ju¿ piêtnasty rok wojny trzydziestoletniej, w której wziê³a udzia³ prawie ca³a Europa. By³a to wojna krwawa i okrutna, ale zarazem dosyæ dziwna, inna ni¿ poprzednie. Walczy³y ze sob± ogromne zaciê¿ne armie, ale równocze¶nie ci sami zwerbowani za pieni±dze ¿o³nierze coraz mniej chêtnie siê bili, a z coraz wiêkszym zapa³em rabowali i niszczyli mienie bezbronnej ludno¶ci. Nie by³y to ju¿ czasy, w których wojsko ¿ywi³o siê upolowan± w lasach zwierzyn±. Utrzymanie ogromnych armii obci±¿a³o wiêc przede wszystkim ludno¶æ krajów walcz±cych. Trzeba by³o dostarczyæ po¿ywienia i trunków, ubrania i obuwia, koni i uzbrojenia. Oficerowie stali siê przedsiêbiorcami zarabiaj±cymi na wojnie, a fortuny genera³ów zale¿a³y w coraz wiêkszej mierze od tego czy potrafi± we w³a¶ciwym czasie zaoferowaæ swoje us³ugi nie tylko temu, kto móg³ wiêcej zap³aciæ, ale równie¿ temu kto mia³ wiêksz± szansê zwyciê¿yæ. Sk³adano jeszcze wprawdzie uroczyste przysiêgi i wiele mówiono o honorze, ale przecie¿ ten, który przegrywa³ zawsze okazywa³ siê w koñcu zdrajc± i uzurpatorem i z³o¿one mu przysiêgi nikogo nie obowi±zywa³y.           Na pocz±tku 1633r. dowódc± wszystkich wojsk cesarskich by³ Albrecht Wac³aw Euzebiusz Wallenstein, ksi±¿ê Frydlandu, Meklemburgii, ¯agania i G³ogowa. Zawdziêcza³ swoj± b³yskotliw± karierê niew±tpliwie ogromnym zdolno¶ciom, przebieg³o¶ci, przedsiêbiorczo¶ci i... bezwzglêdno¶ci. Syn ubogiego szlachcica, sierota od dwunastego roku ¿ycia, po krótkiej nauce w O³omuñcu, Z³otoryi i Frankfurcie, gdzie zreszt± g³ównie zajmowa³ siê pijatyk± i burdami ulicznymi, wraz z podobnymi sobie m³odymi lud¼mi, zaci±gn±³ siê na wojnê przeciwko Turkom. Zosta³ nawet przez stany czeskie mianowany pu³kownikiem. Potem zdradzi³ swoich czeskich "pracodawców" i przeszed³ na stronê cesarza. Od tego czasu jego kariera toczy³a siê szybko, a wraz z ni± ros³a s³awa i ogromna fortuna, zdobywana drog± ³upiestwa, skupywania za bezcen maj±tków, a nawet fa³szowania monety i innych brudnych interesów. Wzbogaciwszy siê, wystawi³ w³asnym kosztem ogromn± armiê i zosta³ naczelnym wodzem wojsk cesarskich. Jego znaczenie (i dochody) siêgnê³y szczytu. Rych³o jednak okaza³o siê, ¿e przysparza mu to wielu wrogów w¶ród otaczaj±cych cesarza dworaków. W 1630r. otrzyma³ dymisjê aby po roku znowu stan±æ na czele armii. Powróci³ jako triumfator, jako niezast±piony organizator i wódz, ale ci±gle nosi³ w sobie poczucie krzywdy zwi±zane z poprzedni± dymisj±. Jego pozycja zdawa³a siê byæ wiêksz± od cesarskiej. Chwilami czu³ siê od niego niezale¿ny. Zacz±³ pertraktowaæ ze Szwedami i Sasami. Czy to by³a tylko zdrada? Czy te¿ mo¿e marzy³a mu siê korona cesarska? Któ¿ to wie? Ksi±¿ê nie zwyk³ nikomu zdradzaæ swoich zamiarów.

Latem 1633r. Wallenstein rozpocz±³ wyprawê na ¦l±sk. Jego czterdziestotysiêczna armia walczy³a z wojskami saskimi, brandenburskimi i szwedzkimi. A w³a¶ciwie to nie walczy³a. Obie armie sta³y naprzeciw siebie i ich dowódcy prowadzili nie koñcz±ce siê rokowania. Pomimo coraz wiêkszego zdenerwowania dworu wiedeñskiego Wallenstein nie wykorzystywa³ dogodnych sytuacji militarnych. W koñcu ca³a wyprawa skoñczy³a siê mizernym zwyciêstwem polegaj±cym na odebraniu Szwedom ¦cinawy. Równie¿ podjêta przez niego wyprawa do Bawarii zakoñczy³a siê niepowodzeniem. By³ to ju¿ zreszt± koniec listopada, a w tamtych czasach w zimie nie walczono. W grudniu Wallenstein wróci³ z wojskiem do Pilzna i zatrzyma³ siê tutaj na zimowy postój. By³ bardzo ciê¿ko chory na podagrê, której wówczas nie umiano skutecznie leczyæ. Cierpia³ straszliwe bóle nóg i nie podnosi³ siê z ³o¿a. Chmury gniewu gromadzi³y siê na niego na dworze cesarskim i coraz czê¶ciej pada³o s³owo "zdrada". Jego w³asne wojska by³y coraz mniej pewne, a plany przej¶cia do obozu przeciwnika ci±gle nie mog³y siê skonkretyzowaæ. W tej grze nie dowierza³ nikt i nikomu.

Ciê¿kie wiêc my¶li musia³y trapiæ genera³a Gallasa, kiedy na polecenie Wallensteina udawa³ siê do G³ogowa. Ksiêciu zawdziêcza³ wszystko: generalski stopieñ, hrabiowski tytu³ i maj±tek. Ale ksi±¿ê by³ ju¿ ciê¿ko chory, a w dodatku pozostawa³ w sporze z cesarzem. A je¿eli w tej grze zwyciê¿y cesarz? Mo¿e trzeba bêdzie zaczynaæ od pocz±tku, cesarza w rêkê ca³owaæ i znienawidzonych dworaków o protekcjê prosiæ, aby raczyli zapomnieæ z kim wi±za³ przez lata swe losy. A wdziêczno¶æ za dobrodziejstwa? Nie, takie uczucia obce by³y zarówno ksiêciu jak i jego genera³owi. Tutaj liczy³a siê tylko si³a, przebieg³o¶æ i zdolno¶æ przewidywania. Ale je¿eli, jak ju¿ tyle razy przedtem, wygra Wallenstein. Wszak¿e ten¿e Wallenstein w Pilznie zwierzy³ siê jego przyjacielowi Piccolominiemu z niektórych swoich planów. Czê¶æ ¦l±ska mia³ odst±piæ królowi polskiemu, aby mu nie przeszkadza³, a ksiêstwo ¿agañskie i g³ogowskie mia³ otrzymaæ on, hrabia Gallas. Zaiste, zawrotna to kariera dla kogo¶, kto zaczyna³ s³u¿bê jako prosty ¿o³nierz. Tylko ¿e Wallenstein by³ chory i coraz bardziej s³aby, a jego przeciwnicy coraz silniejsi.

W G³ogowie trzeba jednak by³o najpierw zaj±æ siê zwyk³ymi sprawami zwi±zanymi z zakwaterowaniem ¿o³nierzy, inspekcj± rozlokowanych w okolicach oddzia³ów i rozbudow± umocnieñ twierdzy, a tak¿e dyskretnie wybadaæ nastroje miejscowych oficerów, l.stycznia.1634r. do miasta przyby³ Piccolomini. W g³ogowskim zamku rozpoczê³y siê rozmowy obu genera³ów. Znali siê obaj doskonale i chyba dlatego nie bardzo sobie ufali. Na ¿±danie Gallasa w rozmowach wzi±³ udzia³ jeszcze jeden genera³ Collorado - Waldsee, co zreszt± wcale nie u³atwi³o zawarcia porozumienia, bo nie toczy³y siê ju¿ one w cztery oczy i ¿aden ze spiskowców nie móg³ ju¿ liczyæ na to, ¿e uda mu siê pó¼niej wyprzeæ tego co powiedzia³. Potem do miasta przyby³ jeszcze wys³annik cesarza genera³ Paul Andreas Wolkenstein, którego zadaniem by³o zbadanie lojalno¶ci Gallasa wobec cesarza. Tego jednak do poufnych rozmów nie dopuszczono, ale ju¿ sam jego przyjazd by³ dla spiskowców sygna³em, ¿e sytuacja na dworze dojrzewa do rozstrzygniêcia. Jednak rozmowy ci±gle jeszcze by³y trudne. Spiskowców móg³ ³±czyæ tylko interes. Innych powodów nie by³o. A Wallenstein ci±gle jeszcze móg³ zwyciê¿yæ, albo... jak to ju¿ by³o wiele razy, pogodziæ siê z cesarzem. Wtedy ich sytuacja by³a by nie do pozazdroszczenia.

Genera³owie przy stole

Ale dla wszystkich trzech genera³ów stawa³o siê ju¿ coraz bardziej jasnym, ¿e w razie, coraz bardziej prawdopodobnego, upadku Wallensteina, bêd± sobie wzajemnie potrzebni. Przecie¿ bez pomocy armii cesarz nie bêdzie móg³ udzieliæ dymisji wszechw³adnemu dotychczas dowódcy. Ci którzy popr± monarchê we w³a¶ciwym czasie bêd± mogli liczyæ na powa¿n± nagrodê. 4.stycznia na g³ogowskim zamku odby³a siê ostatnia narada. Trzech genera³ów d³ugo siedzia³o przy zastawionym stole. S³u¿ba od czasu do czasu donosi³a wino i obja¶nia³a ¶wiece, ale oni pili ma³o. Ci±gle jeszcze sobie nie dowierzali. Jeden patrzy³ na drugiego z pode ³ba i ka¿dy obawia³ siê pierwszy zaproponowaæ pozosta³ym rozstrzygniêcie. W koñcu Gallas przerwa³ milczenie:

- Panowie, ksi±¿ê jest ciê¿ko chory i dalej wojny prowadziæ nie mo¿e. Jego bezczynno¶æ jest gro¼na dla nas wszystkich. Trzeba podj±æ radykaln± decyzjê.

- W koñcu to wyksztusi³e¶, odezwa³ siê Piccolomini. A ja popieram. Dalsza zw³oka to ¶mieræ.

- Czas przyst±piæ do szczegó³ów. Genera³ Collorado jak zawsze by³ konkretny. Zreszt± wiedzia³, ¿e w tej grze jemu przypadnie raczej rola wykonawcy, co wcale nie znaczy³o ¿eby mia³ z tego osi±gn±æ mniejsze korzy¶ci.

Rozmowy potoczy³y siê ra¼no. Ostatecznie uzgodniono stanowisko. W wypadku otwartego konfliktu Wallensteina z cesarzem spiskowcy udziel± swojego poparcia cesarzowi. Uznali równie¿, ¿e we w³a¶ciwym momencie trzeba bêdzie przy¶pieszyæ bieg wypadków sk³adaj±c cesarzowi odpowiednie doniesienie na ksiêcia. Z tym nie by³o problemów, postêpowanie ksiêcia wprost podsuwa³o odpowiednie argumenty. Ju¿ w po³owie stycznia zrêcznie napisa³ go, specjalista od takich spraw - Piccolomini.

Dalej wypadki potoczy³y szybko. 24.stycznia.1634r. cesarz, po d³ugich wahaniach (Jego Cesarska Mo¶æ Ferdynand II bardzo nie lubi³ nudnych spraw pañstwowych, a uwielbia³ piêkne kobiety, polowania i inne rozrywki) podpisa³ patent pozbawiaj±cy Wallensteina stanowiska naczelnego dowódcy i powierzaj±cy je Janowi Maciejowi hrabiemu Gallasowi, który Armata zreszt± nic o tym jeszcze nie wiedzia³ bo w³a¶nie wraca³ z G³ogowa do Pilzna. Jeszcze by³y problemy z wykonaniem decyzji cesarza. Ostatecznie znaczna czê¶æ wojska ci±gle pozostawa³a wierna Wallensteinowi. Ale tych "wiernych" by³o coraz mniej, a ksi±¿ê coraz bardziej chory i niedo³ê¿ny. Tutaj jednak ka¿dy pilnowa³ swojego interesu. W chwili kiedy gwiazda niezwyciê¿onego dotychczas dowódcy zgas³a, w dniu 25.lutego.1634r. Albrecht Wac³aw Euzebiusz ksi±¿ê Wallenstein zosta³ zamordowany. Spisek g³ogowski wyda³ owoce.



Malach G³ogów
http://www.malach.org/staticpages/index.php/legendy

()