Marcin K.


Nowy na stronie

Moje wykonywanie codzienności
blokuje nieumiejętność nazywania myśli
które czasem dają znać o sobie
w chwilach kiedy zaczynam pytać

o sens spotkania dwóch uczuć
i ich relacje

o doświadczenie styku
który powoduje dreszcze

o nadzieję ślepo wpatrzoną
w obraz uwielbienia

o tych młodych zakochanych
i ich zielone oczy

o dźwięki tańczące w świątyni
co ujścia szukają

o te światło w wiosenny poranek
te pierwsze po zimie

o zdjęcie odnalezione przypadkiem
przypominające niewinność

o uczucie fascynacji drugim człowiekiem
co w ciszy szuka szczęścia

o tych co w świat wpatrują się inaczej
cicho - ciemni

o tych ludzi dobrze znanych
i ich ciepłe glosy

w chwilach kiedy ludzie wprawiają
mnie w odpowiedni nastrój
budząc w zaskoczeniu porywczy pęd
do samouzewnętrznienia
skrycie pilnowanych dialogów

więc rozmawiam pisząc
o nienazwanych uczuciach
i choć nie wiem jak wyrazić siebie
muszę wyrażać własną nieumiejętność


Nowy na stronie

Cicho i spokojnie przyglądała się
swojemu odbiciu w wypolerowanej posadzce
co jakiś czas ukradkiem szukając
refleksów nowych znaczeń

gdzieś w zakamarkach dotyku - styku
między gołą stopą a zimną ziemią
doświadczała uczuć zastępujących
kontakt z drugą osobą

która niespodziewanie pojawiła się
w odbiciu towarzysząc jej ukradkiem
w sumie niby nic wielkiego
jednak posadzka zadrżała od tego
styku dwóch żywiołów

ich cienie tańczyły wokół przechodniów
co butami brudnymi od swoich kłamstw
próbowały zniszczyć obraz
zagłuszyć to piękne spotkanie

iskry wzleciały ku górze zapowiadając
końcowy etap tańca dwóch cieni
ich właściciele ukradkiem
bardzo nieśmiało spojrzeli sobie w oczy
by za chwilę odejść na zawsze

z tańcem szalonym w pamięci

Nowy na stronie

Wybuchnąć
rozerwać na kawałki moje Ja
by poczuć że to właśnie to

ten czas spełnienia
i odnalezienia sensu
by żyć
by być
by wyrazić nienazwane

wybuchnąć i porwać
znaki wokół
znaki czasu i ludzi
którzy w jakimś stopniu
powiązani

nieznani
choć tak dobrze ich znam
czuć by wybuchnąć
wybuchnąć nadmiarem czucia

Nowy na stronie

W moim mieście
zimą przyszła wiosna
i uporczywie wmawia że to już koniec
tych dni zimnych i skostniałych

gdzieś za zakrętem
dziewczyna fioletowa
próbuje uświęcić swoje szaleństwo

wyimaginowany świat przeplata się
z naszym i próbuje zaznaczyć
swoje wołanie o istnienie

nie potrzebuje zrozumienia moje miasto
na różowo wykreowane
w fiolecie zwariowane

moje miasto coraz mniej moje
coraz bardziej wrogie
wobec marzeń i możliwości

moje miasto nie moje


 

Wokół szmeru

wokół szmeru głośników
spał samotnie na ławce

pogrążony w dźwiękach
zwinął się w kłębek marzeń
izolując się od ludzi

tylko śnić
śnic i nigdy się nie obudzić
widzieć zamkniętymi oczami
ludzi przechodzących obok
którzy tak piękni są
i w zasięgu wymarzonych rąk

wkładał w ich usta dźwięki
słowa pieśni
ku niewyobrażalnej chwale
Stwórcy

byleby się nie obudzić
byleby nie odejść z tej historii
dźwięków
samotnych

 

***

Czekaniem zajęty
na świt

na czas który nadejdzie
wraz z ciepłem promieni
co wzbudzi dreszcze

na świat co wzrokiem
upitym oglądam
bo zrozumieć
na trzeźwo nie da rady

na noc
co w światłach latarni
rozbrzmiewa swą walką
o byt
o istnienie

i gonię za nienazwanym lękiem
by zrozumieć uczucie pustki
tej samotności
kiedy cisza nastaje

czy zostaną po mnie
tylko nagie kości
wyzbyte wszelkiego materialnego
dowodu mojego istnienia?


***

Leciałem nad ludźmi
i fleszem zbierałem ich twarze
czasem zapisywałem ich myśli
własnym tylko mi znanym językiem

ich serca co śpiewają hymny
własnych przygód
i dotyku śmiertelnej nudy

scena rozbrzmiała śpiewem
lokalnych tak dobrze znanych
ludzi z mojego albumu zdjęć


***

Być może siedzisz sobie na wielkim tronie,
takim złotym jak w bajkach.

Może trzymasz przed sobą księgę przeznaczenia,
i wielkim złotym piórem tworzysz historię -
własną wizję moich uczuć.

I być może chcesz w swej miłości,
abym był kimś, bądź nikim,
i Ty, nie ja, decydujesz
czy marzenia się spełniają.

A co jeżeli tak nie jest?
Może Ty, to ten żebrak,
cały brudny, proszący o kawałek chleba?
I tylko czekasz aż sam zapiszę
piórem duszy własne zbawienie...


Gdy serce wybucha

Mam ochotę na depresyjny wiersz
taki w ciemnym koncie
w czas szarego deszczu
tak że chwyta serce czułością
a rozum odpoczywa tkwiąc w bezruchu

Mam ochotę na poemat
przy ciepłej herbacie
nad spadzistym dachem marzeń
tylko ostrożnie bo przecież wysoko

Mam ochotę na współczucie
moim uczuciom co na papierze
tak samotnie tkwią w czerni liter
a potem spokojnie tak w samotności
tkwić dobierając słowa
tak aby dotykały
tak aby zachwycały
tak aby czuły mnie
i dawały do myślenia

Mam pragnienie wzruszenia
takiego pod samo gardło
którego słowami wstyd wyrazić
takie co wzbiera w swej sile

Mam chęć na chwile melancholii
zadumania nad sensem powietrza
dlaczego tak ważny choć niewidoczny
pragnienie by odpłynąć w szarą przystań
w poczuciu bezsilności
i umartwienia nad własnym szczęściem
no bo ileż można?
szczęśliwy poeta to absurd...

pomiędzy

Gdy widzę jak
podążasz samotną drogą
sam nie wiem
co pisać
co tworzyć
co myśleć w końcu

w miejscu siedzącego spocznę
i tak ślepo wpatrzony
będę szukał znaczenia
słów słów
co pomiędzy was są

słów co ciągle próbują
zrozumieć siebie

na końcu gdy już wszystko
zostanie powiedziane
nastanie słodka cisza
tak dziwna bardzo

w tym bezsensie
uśmiechnięty Bóg zostanie...

Ja mam jeszcze szanse...

Mówiłem dziś do człowieka
przynajmniej go przypominał
i opowiadałem o moich snach
z pasją i w drżącym głosie
- zrozum i zapamiętaj
prześlij znak rozpoznania
że słuchasz oto
własnych młodzieńczych pragnień

wiem że niespełnione
wiem że niemal zapomniane
ale jeszcze się tli pomału
twa iskra współczucia
iskra własnej boleści
i ciągle powtarzasz sobie
- a mogło być inaczej
mogłem coś zmienić
mogłem iść za serca łkaniem

wiem o tym
nie zapominaj mnie słuchać
nie zapominaj...

O co modlisz się?

A jeżeli ktoś stracił siły
chęci do walki o miłość?
Powiem mu milczącym gestem
patrz przed siebie sercem
i postaraj się dostrzec
w cichości ludzką historię
co nieustannie cykliczna
jak pory roku w swym biegu

gdzie teraz są pamiętliwi
i co myślą o pragnieniach?
o co modlą się do Boga
co przy ich duszach stąpa?
o to abyś znalazł siły
by walczyć o własną ułudę?
a może o ujawnienie miłości
co cichutko czeka za tobą
tak bardzo zawstydzona?

będąc

Będąc na łące zachwycenia jest czas
gdy w cieple słońca wtulasz się w świat
kolorów tęczy i nieogarniętych kwiatów
co zapachem kuszą do zabawy
i gdy szukasz znajdziesz
w różnorodności piękna
ten kwiat co z uśmiechem w ręce
jak kobieta gdy na ciebie czeka

śnij

słodkich snów moja gwiazdko
co by zalśnić dla mnie
w ciemność odejść musi
a ja czekam i patrzę
na niebo co przynosi ciebie
i tak samotny przez chwilę
swym pragnieniem zamyślony
będę śnił gdy pora przyjdzie
bo już niedługo będziesz

"Schizomy"

zbliża się ta dziwna ufność
że całkiem zimny parapet
mniej boli od uderzenia
ludzkiej bezmyślności
więc zatopiony w chłodzie
czekam
aż miska pełna wody
stanie się
niczym tafla jeziora
nieogarnięta
płaska
spokojna
cicha
nagle dziki
biały kot potknął się
i wzburzył potężny sztorm
gdzieś znikła jego gracja
jego zwinność
czyżby więc specjalnie to zrobił?
bo widziałem go potem na ławce
siedział i dziwnie obserwował
hipnotycznie moje drętwe kroki
moje nogi niczym pień
rozdwojonego drzewa
sunęły jakby opierając
się fali wezbranej
wydał spokojny odgłos
zadowolenia
dumny z hałasu serca
który stworzył
a przede mną nowa wieczność
czy już będzie
pełna spokoju ta cisza?

Ot, po prostu

Siedziała na przystanku
sama z głową lekko opuszczoną
miała mokre włosy
i pusty wzrok pełen smutku

wpatrzona przed siebie
widziała autobusy
ludzkich spraw
szybkie
brudne
zatłoczone
co raz powoli
wyciągała rękę przed siebie
jakby chcąc uchwycić
moment
albo jakby prosząc
o gest przejęcia
znaczenia
zauważenia
bytu

Na przystanku siedziała
sama z rozbitą głową
ludzka postać rzeczy

Miś

W twoich rękach miś
a ty nie istniejesz
tylko miś i ręce
palce oplecione zabawką
dotyk
ciepło
trwam
sam
i trwa miś
czemu tylko on?
czemu tylko dłonie?
dłoni też nie ma
wymyśliłem je
tylko miś
sam

***

Zatrzymaj się w geście zachwytu,
tak na chwilkę,
nad cudem życia.

Zapomnij, choć przez chwilę chwili,
tak w ciszy, wszytko,
by nie zwariować.

Odnajdź krople nadziei na dnie studni,
tak delikatnie pragnąc,
by móc kochać....

 

***

I stałem tak samotny mściciel
w ręku zimna stal namiętności
w górze początek światła
wyłaniają się
powoli
jeden po drugim
mgliste
strzeliste bloki istnienia
część z nich powalona
toporem znanych barbarzyńców
Kto chce żyć wiecznie?
uwięziony
w ciele
szykuje się
do ostatniej walki
oto wschodzi
bladoszary świt smutku...

***

Dlaczego gwiazdy migoczą
      na tle czarnego nieba?
Czy aby na pewno jeszcze są?
A może to już tylko pamiątka
                    istnienia?
Co chcą nam powiedzieć
      co przekazać kosmicznym morsem?
Może śpiewają swym światłem
      o pięknych światach?
A może ostrzegają przed
                  rozumem?

Zamigotać jak gwiazda
zaistnieć we wszechświecie
Śpiewając swym światłem
cudowną pieść tęsknoty...

Ku pamięci

Chciałem napisać wiersz o Nim
pisząc piękne metafory
uczucia ludzkiego serca
wylać na papier
ale gdy wziąłem pióro do ręki
i wysilałem sie na piękne słowa
wszytko zdawało sie zbyt banalne
więc zrezygnowałem
i tylko ten cytat w mojej głowie:
"In manus Tuas, Domine, commendo spiritum meum"

moje uczucia wyrażone wierszem

moje uczucia wyrażone wierszem
moje uczucie schwytane
i zapisane brzydkim pismem
ulotna chwila emocji zachowana na zawsze
to co boli i gryzie wyrażone literami
moje marzenia schowane w sercu
wyryte dłutem w twardym kamieniu
moja wiara w Boga
jako niepojęty ciąg znaków

Piętno czucia

Nadwrażliwi są potrzebni
ich piętnem jest czuć za bardzo
ale ktoś musi
gdy wokół...
coraz mniej uczuć
ktoś po prostu musi
czuć za bardzo

to poświęcenie
ofiara z własnego bólu
gdyby ich zabrakło
kto mógłby sie wzruszyć?
kto uroniłby łzę nad nieszczęściem?
kto by się odważył na miłość?

nawet jeżeli ktoś by sie znalazł
to tylko na chwilkę
na krótki czas kiedy
już naprawdę boli

więc nadwrażliwi czują
za tych którym serca skostniały
w tym świecie po prostu
ktoś musi czuć za bardzo...

Na ławce

Na ławce siedziało mętnie
dwóch wariatów
chwalili się sobie
żółtymi papierami
jakby był to jakiś dowód
na co?

nagle przed nimi
pojawiła sie para zakochanych
wyglądali normalnie
bardzo normalnie
tak bardzo normalnie
że po chwili mężczyzna
zaczął bić
swoją ukochaną

- Patrz świat powariował -
powiedział jeden z wariatów
- No - odparł mu drugi

Ci co przemijają

kiedyś musiał być potężny
jeszcze wtedy gdy go widziałem
był wyższy od wszystkich
choć twarz starcza

koszula opięta na starym
a jednak umięśnionym ciele
kulał jakby po wojnach
po potyczkach rycerskich

gdy go widziałem
wszytko wokół wydawało
się słabe i błahe
miał coś niezwykłego
coś co sprawiało podziw

w umyśle rodziły sie wizje
nieosiągalnych przygód

mógł być przywódcą
smagłym w sztuce wojownikiem

królem o silnej ręce
co wygina bez trudu podkowy

potężniejszym od goliata

Dawidem przypadkiem wyręczony

Samsonem łamiącym filary
niczym zapałki istnienia

gladiatorem z antycznej Grecji
barbarzyńcą opiewanym w książkach

tak właśnie... tak wygląda
stary niepokonany barbarzyńca
widziałem jak w szepcie i ciszy
wymieniał wkłady w automacie
do kawy... 

Niewiara w wiarę

Nawet niewierzący
muszą w coś wierzyć
powiem więcej
nawet niewierzący
wierzą w Boga

kiedy widzą uśmiech
wierzą w radość
kiedy widzą dwie połówki
wierzą w miłość
kiedy widzą współczucie
wzruszeni wierzą
w miłosierdzie
więc nawet niewierzący
choć w to nie wierzą
widzą Boga

Bóg tak wszechmocny
że nawet
dla niewierzących
obecny

***

Idąc przez drogę istnień
liści co z wiatrem stąpają cicho

niby motyle zamknięte w początku
idąc przez drogę myśli
co marzeń istnienia w ufności
niby na przekór tak sobie
wyjdą naprzeciw nowym znaczeniom
i przesłaniom ukrytym w formie

tej formie której kształt
tak mi bliski tak znany
na nowo odkryty
w nowym kształcie i cichości
w dźwięku ukrytym za tekstem
w tekście wyśpiewanym dźwiękiem

ci co idą...

w ciemności blask zobaczyć
jest łatwiej
trudniej dotrzeć
bo wokół zazdrość
i odór ludzkich wnętrzności
co zarażone wirusem
pogardy
zapominają że
są tacy którzy widzą
i pragną celu
ci co idą
tak wolno jakby z obawy
bo świat zapomniał
albo boi sie przyznać
że zabłądził
ci co widzą
oblepiani cuchnącymi
mackami ludzkiej arogancji
ludzkiej głupoty
zatęchłej padliny nienawiści
dojdą
umęczeni


Lustra

A kiedy widziałem lustra
rozbite
niewidzialne
zakurzone
zapomniane
nieubłagane
potężne niektóre
widziałem w nich odbicia
jak życie
zmienne
widziałem człowieka
pokracznie wykrzywionego
widział mnie
wzrokiem takim znajomym

w biegu...

Nigdy nie pamiętam
pamiętać nie chcę
jak na imię ma ten wiatr
co przynosi uczucia
wypełnione myśli
znaczenia tamtych chwil
co komuś uciekły
jak nurt rzeki
w tym dążeniu
ku oceanu wspólnych idei
sieci pełnej historii

widziałem bieg
i biegłem
w wietrze z wiatrem
czasem wbrew woli
czasem tańcząc radośnie
lub walcząc przeciw
widziałem

liczyłem wielu i wiele
a wiatr szalał
rozbijał się o mą twarz
więc czułem go
jak ziemia dotyk zimy
a potem
bez czasu na czekanie
powalony letnim zefirem

a potem cisza
cicho tak wolno
wolniej

Odra płynie

Dla A.

Czyżby?
Dawno już nie czekałem tak
tak inaczej
z nutą niepewności
i podniecenia
czy więc?
Cały dzień czekaniem
i serce bije inaczej
myśli bardziej lotne
i nadzieja
też inna
dzień szary
ale tym razem to nic
tym razem
wszytko inaczej

18 maj 2005

 

...


Tęskno mi w myślach za czymś
co tylko we śnie przychodzi
co wyraźne i namacalne niemal się staje
w gardle urojony ścisk gdy widzę ten cel
tęsknoty

czasem przez chwilę wiem i czuję że trafiłem
w czerni bezmiaru wokół
na to co jest istotne

widzę bezkształtne kontury
nieistniejącego człowieka
które zapraszają chwytliwym gestem
do zaczerpnięcia z nieistniejącej studni

czerpię więc

wodę co daje ukojenie i marazm poranny
i gdy wstanę przez ułamek sekundy
co trwa niczym pełne spełnienie
wiem ze podążam gdzieś nieświadomie

przychodzi czasem na jawie
jak déjà vu niejasne i niepewne
uczucie tęsknoty za nieopisanym celem



Głogów OnLine
http://www.malach.org/staticpages/index.php/marcin-kopij