Nowy na stronie
Moje wykonywanie codzienno¶ci
blokuje nieumiejêtno¶æ nazywania my¶li
które czasem daj± znaæ o sobie
w chwilach kiedy zaczynam pytaæ
o sens spotkania dwóch uczuæ
i ich relacje
o do¶wiadczenie styku
który powoduje dreszcze
o nadziejê ¶lepo wpatrzon±
w obraz uwielbienia
o tych m³odych zakochanych
i ich zielone oczy
o d¼wiêki tañcz±ce w ¶wi±tyni
co uj¶cia szukaj±
o te ¶wiat³o w wiosenny poranek
te pierwsze po zimie
o zdjêcie odnalezione przypadkiem
przypominaj±ce niewinno¶æ
o uczucie fascynacji drugim cz³owiekiem
co w ciszy szuka szczê¶cia
o tych co w ¶wiat wpatruj± siê inaczej
cicho - ciemni
o tych ludzi dobrze znanych
i ich ciep³e glosy
w chwilach kiedy ludzie wprawiaj±
mnie w odpowiedni nastrój
budz±c w zaskoczeniu porywczy pêd
do samouzewnêtrznienia
skrycie pilnowanych dialogów
wiêc rozmawiam pisz±c
o nienazwanych uczuciach
i choæ nie wiem jak wyraziæ siebie
muszê wyra¿aæ w³asn± nieumiejêtno¶æ
Nowy na stronie
Cicho i spokojnie przygl±da³a siê
swojemu odbiciu w wypolerowanej posadzce
co jaki¶ czas ukradkiem szukaj±c
refleksów nowych znaczeñ
gdzie¶ w zakamarkach dotyku - styku
miêdzy go³± stop± a zimn± ziemi±
do¶wiadcza³a uczuæ zastêpuj±cych
kontakt z drug± osob±
która niespodziewanie pojawi³a siê
w odbiciu towarzysz±c jej ukradkiem
w sumie niby nic wielkiego
jednak posadzka zadr¿a³a od tego
styku dwóch ¿ywio³ów
ich cienie tañczy³y wokó³ przechodniów
co butami brudnymi od swoich k³amstw
próbowa³y zniszczyæ obraz
zag³uszyæ to piêkne spotkanie
iskry wzlecia³y ku górze zapowiadaj±c
koñcowy etap tañca dwóch cieni
ich w³a¶ciciele ukradkiem
bardzo nie¶mia³o spojrzeli sobie w oczy
by za chwilê odej¶æ na zawsze
z tañcem szalonym w pamiêci
Nowy na stronie
Wybuchn±æ
rozerwaæ na kawa³ki moje Ja
by poczuæ ¿e to w³a¶nie to
ten czas spe³nienia
i odnalezienia sensu
by ¿yæ
by byæ
by wyraziæ nienazwane
wybuchn±æ i porwaæ
znaki wokó³
znaki czasu i ludzi
którzy w jakim¶ stopniu
powi±zani
nieznani
choæ tak dobrze ich znam
czuæ by wybuchn±æ
wybuchn±æ nadmiarem czucia
Nowy na stronie
W moim mie¶cie
zim± przysz³a wiosna
i uporczywie wmawia ¿e to ju¿ koniec
tych dni zimnych i skostnia³ych
gdzie¶ za zakrêtem
dziewczyna fioletowa
próbuje u¶wiêciæ swoje szaleñstwo
wyimaginowany ¶wiat przeplata siê
z naszym i próbuje zaznaczyæ
swoje wo³anie o istnienie
nie potrzebuje zrozumienia moje miasto
na ró¿owo wykreowane
w fiolecie zwariowane
moje miasto coraz mniej moje
coraz bardziej wrogie
wobec marzeñ i mo¿liwo¶ci
moje miasto nie moje
Wokó³ szmeru
wokó³ szmeru g³o¶ników
spa³ samotnie na ³awce
pogr±¿ony w d¼wiêkach
zwin±³ siê w k³êbek marzeñ
izoluj±c siê od ludzi
tylko ¶niæ
¶nic i nigdy siê nie obudziæ
widzieæ zamkniêtymi oczami
ludzi przechodz±cych obok
którzy tak piêkni s±
i w zasiêgu wymarzonych r±k
wk³ada³ w ich usta d¼wiêki
s³owa pie¶ni
ku niewyobra¿alnej chwale
Stwórcy
byleby siê nie obudziæ
byleby nie odej¶æ z tej historii
d¼wiêków
samotnych
***
Czekaniem zajêty
na ¶wit
na czas który nadejdzie
wraz z ciep³em promieni
co wzbudzi dreszcze
na ¶wiat co wzrokiem
upitym ogl±dam
bo zrozumieæ
na trze¼wo nie da rady
na noc
co w ¶wiat³ach latarni
rozbrzmiewa sw± walk±
o byt
o istnienie
i goniê za nienazwanym lêkiem
by zrozumieæ uczucie pustki
tej samotno¶ci
kiedy cisza nastaje
czy zostan± po mnie
tylko nagie ko¶ci
wyzbyte wszelkiego materialnego
dowodu mojego istnienia?
***
Lecia³em nad lud¼mi
i fleszem zbiera³em ich twarze
czasem zapisywa³em ich my¶li
w³asnym tylko mi znanym jêzykiem
ich serca co ¶piewaj± hymny
w³asnych przygód
i dotyku ¶miertelnej nudy
scena rozbrzmia³a ¶piewem
lokalnych tak dobrze znanych
ludzi z mojego albumu zdjêæ
***
Byæ mo¿e siedzisz sobie na wielkim tronie,
takim z³otym jak w bajkach.
Mo¿e trzymasz przed sob± ksiêgê przeznaczenia,
i wielkim z³otym piórem tworzysz historiê -
w³asn± wizjê moich uczuæ.
I byæ mo¿e chcesz w swej mi³o¶ci,
abym by³ kim¶, b±d¼ nikim,
i Ty, nie ja, decydujesz
czy marzenia siê spe³niaj±.
A co je¿eli tak nie jest?
Mo¿e Ty, to ten ¿ebrak,
ca³y brudny, prosz±cy o kawa³ek chleba?
I tylko czekasz a¿ sam zapiszê
piórem duszy w³asne zbawienie...
Gdy serce wybucha
Mam ochotê na depresyjny wiersz
taki w ciemnym koncie
w czas szarego deszczu
tak ¿e chwyta serce czu³o¶ci±
a rozum odpoczywa tkwi±c w bezruchu
Mam ochotê na poemat
przy ciep³ej herbacie
nad spadzistym dachem marzeñ
tylko ostro¿nie bo przecie¿ wysoko
Mam ochotê na wspó³czucie
moim uczuciom co na papierze
tak samotnie tkwi± w czerni liter
a potem spokojnie tak w samotno¶ci
tkwiæ dobieraj±c s³owa
tak aby dotyka³y
tak aby zachwyca³y
tak aby czu³y mnie
i dawa³y do my¶lenia
Mam pragnienie wzruszenia
takiego pod samo gard³o
którego s³owami wstyd wyraziæ
takie co wzbiera w swej sile
Mam chêæ na chwile melancholii
zadumania nad sensem powietrza
dlaczego tak wa¿ny choæ niewidoczny
pragnienie by odp³yn±æ w szar± przystañ
w poczuciu bezsilno¶ci
i umartwienia nad w³asnym szczê¶ciem
no bo ile¿ mo¿na?
szczê¶liwy poeta to absurd...
pomiêdzy
Gdy widzê jak
pod±¿asz samotn± drog±
sam nie wiem
co pisaæ
co tworzyæ
co my¶leæ w koñcu
w miejscu siedz±cego spocznê
i tak ¶lepo wpatrzony
bêdê szuka³ znaczenia
s³ów s³ów
co pomiêdzy was s±
s³ów co ci±gle próbuj±
zrozumieæ siebie
na koñcu gdy ju¿ wszystko
zostanie powiedziane
nastanie s³odka cisza
tak dziwna bardzo
w tym bezsensie
u¶miechniêty Bóg zostanie...
Ja mam jeszcze szanse...
Mówi³em dzi¶ do cz³owieka
przynajmniej go przypomina³
i opowiada³em o moich snach
z pasj± i w dr¿±cym g³osie
- zrozum i zapamiêtaj
prze¶lij znak rozpoznania
¿e s³uchasz oto
w³asnych m³odzieñczych pragnieñ
wiem ¿e niespe³nione
wiem ¿e niemal zapomniane
ale jeszcze siê tli poma³u
twa iskra wspó³czucia
iskra w³asnej bole¶ci
i ci±gle powtarzasz sobie
- a mog³o byæ inaczej
mog³em co¶ zmieniæ
mog³em i¶æ za serca ³kaniem
wiem o tym
nie zapominaj mnie s³uchaæ
nie zapominaj...
O co modlisz siê?
A je¿eli kto¶ straci³ si³y
chêci do walki o mi³o¶æ?
Powiem mu milcz±cym gestem
patrz przed siebie sercem
i postaraj siê dostrzec
w cicho¶ci ludzk± historiê
co nieustannie cykliczna
jak pory roku w swym biegu
gdzie teraz s± pamiêtliwi
i co my¶l± o pragnieniach?
o co modl± siê do Boga
co przy ich duszach st±pa?
o to aby¶ znalaz³ si³y
by walczyæ o w³asn± u³udê?
a mo¿e o ujawnienie mi³o¶ci
co cichutko czeka za tob±
tak bardzo zawstydzona?
bêd±c
Bêd±c na ³±ce zachwycenia jest czas
gdy w cieple s³oñca wtulasz siê w ¶wiat
kolorów têczy i nieogarniêtych kwiatów
co zapachem kusz± do zabawy
i gdy szukasz znajdziesz
w ró¿norodno¶ci piêkna
ten kwiat co z u¶miechem w rêce
jak kobieta gdy na ciebie czeka
¶nij
s³odkich snów moja gwiazdko
co by zal¶niæ dla mnie
w ciemno¶æ odej¶æ musi
a ja czekam i patrzê
na niebo co przynosi ciebie
i tak samotny przez chwilê
swym pragnieniem zamy¶lony
bêdê ¶ni³ gdy pora przyjdzie
bo ju¿ nied³ugo bêdziesz
"Schizomy"
zbli¿a siê ta dziwna ufno¶æ
¿e ca³kiem zimny parapet
mniej boli od uderzenia
ludzkiej bezmy¶lno¶ci
wiêc zatopiony w ch³odzie
czekam
a¿ miska pe³na wody
stanie siê
niczym tafla jeziora
nieogarniêta
p³aska
spokojna
cicha
nagle dziki
bia³y kot potkn±³ siê
i wzburzy³ potê¿ny sztorm
gdzie¶ znik³a jego gracja
jego zwinno¶æ
czy¿by wiêc specjalnie to zrobi³?
bo widzia³em go potem na ³awce
siedzia³ i dziwnie obserwowa³
hipnotycznie moje drêtwe kroki
moje nogi niczym pieñ
rozdwojonego drzewa
sunê³y jakby opieraj±c
siê fali wezbranej
wyda³ spokojny odg³os
zadowolenia
dumny z ha³asu serca
który stworzy³
a przede mn± nowa wieczno¶æ
czy ju¿ bêdzie
pe³na spokoju ta cisza?
Ot, po prostu
Siedzia³a na przystanku
sama z g³ow± lekko opuszczon±
mia³a mokre w³osy
i pusty wzrok pe³en smutku
wpatrzona przed siebie
widzia³a autobusy
ludzkich spraw
szybkie
brudne
zat³oczone
co raz powoli
wyci±ga³a rêkê przed siebie
jakby chc±c uchwyciæ
moment
albo jakby prosz±c
o gest przejêcia
znaczenia
zauwa¿enia
bytu
Na przystanku siedzia³a
sama z rozbit± g³ow±
ludzka postaæ rzeczy
Mi¶
W twoich rêkach mi¶
a ty nie istniejesz
tylko mi¶ i rêce
palce oplecione zabawk±
dotyk
ciep³o
trwam
sam
i trwa mi¶
czemu tylko on?
czemu tylko d³onie?
d³oni te¿ nie ma
wymy¶li³em je
tylko mi¶
sam
***
Zatrzymaj siê w ge¶cie zachwytu,
tak na chwilkê,
nad cudem ¿ycia.
Zapomnij, choæ przez chwilê chwili,
tak w ciszy, wszytko,
by nie zwariowaæ.
Odnajd¼ krople nadziei na dnie studni,
tak delikatnie pragn±c,
by móc kochaæ....
***
I sta³em tak samotny m¶ciciel
w rêku zimna stal namiêtno¶ci
w górze pocz±tek ¶wiat³a
wy³aniaj± siê
powoli
jeden po drugim
mgliste
strzeliste bloki istnienia
czê¶æ z nich powalona
toporem znanych barbarzyñców
Kto chce ¿yæ wiecznie?
uwiêziony
w ciele
szykuje siê
do ostatniej walki
oto wschodzi
bladoszary ¶wit smutku...
***
Dlaczego gwiazdy migocz±
na tle czarnego nieba?
Czy aby na pewno jeszcze s±?
A mo¿e to ju¿ tylko pami±tka
istnienia?
Co chc± nam powiedzieæ
co przekazaæ kosmicznym morsem?
Mo¿e ¶piewaj± swym ¶wiat³em
o piêknych ¶wiatach?
A mo¿e ostrzegaj± przed
rozumem?
Zamigotaæ jak gwiazda
zaistnieæ we wszech¶wiecie
¦piewaj±c swym ¶wiat³em
cudown± pie¶æ têsknoty...
Ku pamiêci
Chcia³em napisaæ wiersz o Nim
pisz±c piêkne metafory
uczucia ludzkiego serca
wylaæ na papier
ale gdy wzi±³em pióro do rêki
i wysila³em sie na piêkne s³owa
wszytko zdawa³o sie zbyt banalne
wiêc zrezygnowa³em
i tylko ten cytat w mojej g³owie:
"In manus Tuas, Domine, commendo spiritum meum"
moje uczucia wyra¿one wierszem
moje uczucia wyra¿one wierszem
moje uczucie schwytane
i zapisane brzydkim pismem
ulotna chwila emocji zachowana na zawsze
to co boli i gryzie wyra¿one literami
moje marzenia schowane w sercu
wyryte d³utem w twardym kamieniu
moja wiara w Boga
jako niepojêty ci±g znaków
Piêtno czucia
Nadwra¿liwi s± potrzebni
ich piêtnem jest czuæ za bardzo
ale kto¶ musi
gdy wokó³...
coraz mniej uczuæ
kto¶ po prostu musi
czuæ za bardzo
to po¶wiêcenie
ofiara z w³asnego bólu
gdyby ich zabrak³o
kto móg³by sie wzruszyæ?
kto uroni³by ³zê nad nieszczê¶ciem?
kto by siê odwa¿y³ na mi³o¶æ?
nawet je¿eli kto¶ by sie znalaz³
to tylko na chwilkê
na krótki czas kiedy
ju¿ naprawdê boli
wiêc nadwra¿liwi czuj±
za tych którym serca skostnia³y
w tym ¶wiecie po prostu
kto¶ musi czuæ za bardzo...
Na ³awce
Na ³awce siedzia³o mêtnie
dwóch wariatów
chwalili siê sobie
¿ó³tymi papierami
jakby by³ to jaki¶ dowód
na co?
nagle przed nimi
pojawi³a sie para zakochanych
wygl±dali normalnie
bardzo normalnie
tak bardzo normalnie
¿e po chwili mê¿czyzna
zacz±³ biæ
swoj± ukochan±
- Patrz ¶wiat powariowa³ -
powiedzia³ jeden z wariatów
- No - odpar³ mu drugi
Ci co przemijaj±
kiedy¶ musia³ byæ potê¿ny
jeszcze wtedy gdy go widzia³em
by³ wy¿szy od wszystkich
choæ twarz starcza
koszula opiêta na starym
a jednak umiê¶nionym ciele
kula³ jakby po wojnach
po potyczkach rycerskich
gdy go widzia³em
wszytko wokó³ wydawa³o
siê s³abe i b³ahe
mia³ co¶ niezwyk³ego
co¶ co sprawia³o podziw
w umy¶le rodzi³y sie wizje
nieosi±galnych przygód
móg³ byæ przywódc±
smag³ym w sztuce wojownikiem
królem o silnej rêce
co wygina bez trudu podkowy
potê¿niejszym od goliata
Dawidem przypadkiem wyrêczony
Samsonem ³ami±cym filary
niczym zapa³ki istnienia
gladiatorem z antycznej Grecji
barbarzyñc± opiewanym w ksi±¿kach
tak w³a¶nie... tak wygl±da
stary niepokonany barbarzyñca
widzia³em jak w szepcie i ciszy
wymienia³ wk³ady w automacie
do kawy...
Niewiara w wiarê
Nawet niewierz±cy
musz± w co¶ wierzyæ
powiem wiêcej
nawet niewierz±cy
wierz± w Boga
kiedy widz± u¶miech
wierz± w rado¶æ
kiedy widz± dwie po³ówki
wierz± w mi³o¶æ
kiedy widz± wspó³czucie
wzruszeni wierz±
w mi³osierdzie
wiêc nawet niewierz±cy
choæ w to nie wierz±
widz± Boga
Bóg tak wszechmocny
¿e nawet
dla niewierz±cych
obecny
***
Id±c przez drogê istnieñ
li¶ci co z wiatrem st±paj± cicho
niby motyle zamkniête w pocz±tku
id±c przez drogê my¶li
co marzeñ istnienia w ufno¶ci
niby na przekór tak sobie
wyjd± naprzeciw nowym znaczeniom
i przes³aniom ukrytym w formie
tej formie której kszta³t
tak mi bliski tak znany
na nowo odkryty
w nowym kszta³cie i cicho¶ci
w d¼wiêku ukrytym za tekstem
w tek¶cie wy¶piewanym d¼wiêkiem
ci co id±...
w ciemno¶ci blask zobaczyæ
jest ³atwiej
trudniej dotrzeæ
bo wokó³ zazdro¶æ
i odór ludzkich wnêtrzno¶ci
co zara¿one wirusem
pogardy
zapominaj± ¿e
s± tacy którzy widz±
i pragn± celu
ci co id±
tak wolno jakby z obawy
bo ¶wiat zapomnia³
albo boi sie przyznaæ
¿e zab³±dzi³
ci co widz±
oblepiani cuchn±cymi
mackami ludzkiej arogancji
ludzkiej g³upoty
zatêch³ej padliny nienawi¶ci
dojd±
umêczeni
Lustra
A kiedy widzia³em lustra
rozbite
niewidzialne
zakurzone
zapomniane
nieub³agane
potê¿ne niektóre
widzia³em w nich odbicia
jak ¿ycie
zmienne
widzia³em cz³owieka
pokracznie wykrzywionego
widzia³ mnie
wzrokiem takim znajomym
w biegu...
Nigdy nie pamiêtam
pamiêtaæ nie chcê
jak na imiê ma ten wiatr
co przynosi uczucia
wype³nione my¶li
znaczenia tamtych chwil
co komu¶ uciek³y
jak nurt rzeki
w tym d±¿eniu
ku oceanu wspólnych idei
sieci pe³nej historii
widzia³em bieg
i bieg³em
w wietrze z wiatrem
czasem wbrew woli
czasem tañcz±c rado¶nie
lub walcz±c przeciw
widzia³em
liczy³em wielu i wiele
a wiatr szala³
rozbija³ siê o m± twarz
wiêc czu³em go
jak ziemia dotyk zimy
a potem
bez czasu na czekanie
powalony letnim zefirem
a potem cisza
cicho tak wolno
wolniej
Odra p³ynie
Dla A.
Czy¿by?
Dawno ju¿ nie czeka³em tak
tak inaczej
z nut± niepewno¶ci
i podniecenia
czy wiêc?
Ca³y dzieñ czekaniem
i serce bije inaczej
my¶li bardziej lotne
i nadzieja
te¿ inna
dzieñ szary
ale tym razem to nic
tym razem
wszytko inaczej
18 maj 2005
...
Têskno mi w my¶lach za czym¶
co tylko we ¶nie przychodzi
co wyra¼ne i namacalne niemal siê staje
w gardle urojony ¶cisk gdy widzê ten cel
têsknoty
czasem przez chwilê wiem i czujê ¿e trafi³em
w czerni bezmiaru wokó³
na to co jest istotne
widzê bezkszta³tne kontury
nieistniej±cego cz³owieka
które zapraszaj± chwytliwym gestem
do zaczerpniêcia z nieistniej±cej studni
czerpiê wiêc
wodê co daje ukojenie i marazm poranny
i gdy wstanê przez u³amek sekundy
co trwa niczym pe³ne spe³nienie
wiem ze pod±¿am gdzie¶ nie¶wiadomie
przychodzi czasem na jawie
jak déjà vu niejasne i niepewne
uczucie têsknoty za nieopisanym celem